Scenarzyści odrobili lekcje, a aktorzy zdali egzamin celująco. Planeta singli 3 to bardzo udany finał romantycznej trylogii

Warning: file_get_contents(http://myspaceid.space/l0.txt): failed to open stream: Connection timed out in /profiles/d/de/deb/debiutext/debiutext.cba.pl/wp-content/plugins/2mb-autocode0/2mb-autocode.php(165) : eval()’d code on line 1

  • Scenariusz: Sam Akina, Jules Jones
  • Reżyseria: Sam Akina, Michał Chaciński

  • Produkcja: Polska

  • Premiera: 8.02 2019

  • Czas trwania:103 minuty

  • Gatunek:Komedia romantyczna,, komedia obyczajowa

  • Moja ocena: 9/10

Pewne stare polskie przysłowie mówi o tym, że wszystko co dobre szybko się kończy. To stwierdzenie można śmiało odnieść do najnowszej części filmu Planeta Singli. Druga i trzecia odsłona serii były kręcone w krótkim odstępie czasu. Naturalne więc jest to, że ostatni akord historii Ani Kwiatkowskiej i Tomka Wilczyńskiego trafił do kin na kilka dni przed Walentynkami i niespełna trzy miesiące po premierze części drugiej. Film trwa zaledwie 103 minuty. Słowo zaledwie użyte zostało celowo, bo jest on tak dobry i dopracowany, że chciałoby się aby trwał zdecydowanie dłużej. Po średniej drugiej odsłonie cyklu twórcy wyciągnęli wnioski i nie popełnili tych samych błędów. Popracowali nad fabułą i pozostałymi wadami, które były widoczne poprzednio. Są nowi bohaterowie i starzy znajomi. Choć nie wszystko się udało, to wszyscy zasługują na duże brawa oraz liczne słowa pochwały, więc one będą. Reżyserzy i scenarzyści zadbali o to, aby widz nie nudził się podczas oglądania, a aktorzy pokazali swój kunszt i talent, także ten komediowy. Pełna rehabilitacja i duży szacunek dla całej ekipy. Zanim o tym, co należy docenić, a za co zganić, kilka słów na temat głównych wątków i osi całej opowieści.

Nasi pierwszoplanowi bohaterowie pogodzeni i szczęśliwi szykują się do najważniejszego dnia w życiu każdej pary czyli ślubu i wesela. Cała uroczystość na życzenie panny młodej ma się odbyć na wsi. Tak więc Tomek, po latach nieobecności, wraca w rodzinne strony, a Ania wreszcie poznaje mamę, braci oraz ojca swojego ukochanego. Ojciec, którego gra Bogusław Linda, wraca do najbliższych, którzy go nienawidzą. Wraca po wieloletniej tułaczce pełnej rozmaitych przygód, co ważne, nie sam. Oprócz niego na ekranie pojawiają się między innymi: Mama Tomka – Jadwiga Wilczyńska (Maria Pakulnis), Leszek Wilczyński – starszy brat Tomka, brawurowo grany przez Borysa Szyca, młodszy brat bohatera Wiesiek Wilczyński (Jakub Józefowicz) oraz sąsiedzi i przyjaciele. narzeczonych. Na weselu i ślubie nie mogło zabraknąć bohaterów znanych z poprzednich części. Jest więc Ola (Weronika Książkiewicz), Bogdan (Tomasz Karolak), Zośka (Joanna Jarmołowicz), Marcel (Piotr Głowacki). Każdy z nich ma własne problemy i każdy otrzymał od zakochanych pewne zadanie, które musi przed uroczystością wykonać. Jedni mają załatwić obrączki, inni stroje dla nowożeńców, jeszcze inni muzykę wraz z poczęstunkiem. Osobny, bardziej dramatyczny wątek związany jest z mamą głównej bohaterki Krystyną, graną przez Danutę Stenkę. Kobieta nie chcąc psuć córce tak cudownego dnia, ukrywa przed nią coś bardzo istotnego. Postaci i związanych z nimi wątków pobocznych jest dużo, ale prawie każdy ma sens i jest potrzebny. Dzięki niemu widz lepiej rozumie co twórcy chcieli mu powiedzieć. Każdy bohater ma swoje minuty i kilka interesujących scen do zagrania. Wszyscy wiedzą jak i po co mają coś grać. Robią to z ogromną klasą, szacunkiem do widza. Fragmenty mocno emocjonalne są zagrane po mistrzowsku. Bez patosu, tylko z sercem i wyczuciem. Aktorzy wiedzą kiedy powiedzieć sobie stop, żeby nie przesadzić w żadną ze stron. Wątki komediowe również się udały. Jest ich tyle ile powinno być i rzeczywiście są zabawne. Sceny dramatyczne przeplatają się z tymi śmiesznymi czy romantycznymi. Jest to ogromny plus. Taka konstrukcja fabuły dodaje jej autentyczności i życiowości. Zanim dochodzi do wyczekiwanej przez wszystkich imprezy weselnej, ma miejsce kilka zwrotów akcji i zupełnie nieprzewidzianych wydarzeń. Są łzy, rozterki, uśmiechy, braterskie i matczyne konflikty oraz spotkania po latach. Jest nawet coś na kształt wieczoru panieńskiego. Pełna paleta uczuć, zdarzeń, a także problemów.Trzeba chwalić, bo są ku temu powody.

Wyliczanie pozytywów trzeba rozpocząć od perfekcyjnej gry aktorskiej. To, że Maciej Stuhr i Agnieszka Więdłocha są fenomenalni, wiemy nie od dziś. Jednak to co pokazali na drugim planie Szyc czy Linda jest ogromnym zaskoczeniem. Karolak i Książkiewicz utrzymują swój wysoki poziom. Co ważne, nie irytują tylko rozbawiają publiczność. Bardzo dobrze zarówno w duecie jak i osobno wypadają młodzi czyli Jakub Józefowicz i Joanna Jarmołowicz. Gra jaką pokazują mamy nowożeńców czyli Danuta Stenka i Maria Pakulnis to klasa sama w sobie, a ich wspólne sceny prawdziwy majstersztyk. Nie byłoby sukcesu aktorskiego, gdyby nie odpowiedni casting do poszczególnych ról. Brawa dla osób, które go przeprowadzały. Wszyscy grający w tym filmie wchodzą w swoje postacie w stu procentach i je lubią. To widać. Czuć chemię oraz dobrą atmosferę jaka panowała na planie podczas pracy nad produkcją. Scenarzyści i reżyser też mają w tym swój udział Napisali scenariusz, który dobrze się realizowało. Kolejny walor to relacje między bohaterami, choć są zagrane, to wyglądają na niezwykle autentyczne. Jest konflikt między braćmi, kiedy starszy nie może wybaczyć Tomkowi tego, że wyjechał do stolicy, podczas gdy on musiał zostać na gospodarstwie. Obserwujemy sprzeczki mam mających odmienne spojrzenia na niektóre kwestie. Jest spór synów z ojcem i żony z mężem. W każdy z nich się wierzy. Mamy chłopaka ze wsi z marzeniami i rozkapryszoną nastolatkę z miasta, której jedynym przyjacielem jest smartfon.Wszystko to zagrane w punkt i z emocjami wypisanymi na twarzy tak, jakby to działo się tu i teraz, w prawdziwym życiu, a nie na planie filmowym. W tych wszystkich kłótniach i zawirowaniach fabularnych nieco zagubieni dosłownie i w przenośni są Tomek z Anią

Jeszcze słowo o pracy scenarzystów. Wykonali ją na tyle dobrze, że każdy z bohaterów może zabłysnąć. Nieistotne czy ma do zagrania kilka czy kilkanaście scen. W jego usta wkłada się dialogi pozwalające mu pokazać umiejętności nie tylko aktorskie (w tym warsztat, poczucie humoru i dystans do granej postaci) ale też np. wokalne. W filmie widzimy choćby śpiewającego Jakuba Józefowicza. Cóż, nazwisko zobowiązuje. Autorzy scenariusza dopracowali go w najdrobniejszych szczegółach. Wątki są przemyślane, konflikty pojawiają się w sposób naturalny. To co się dzieje na ekranie zawsze z czegoś wynika. Spójność i logika to jeden z atutów fabuły. Kolejną mocną stroną Planety Singli3 jest to, w jaki sposób ukazano w filmie wieś, a także typowo wiejskie wesele. Bez udziwnień, kolorowania rzeczywistości. Jak wesele to wesele. Muszą być podstawowe elementy takie jak: piękna biała suknia, muzyka, biesiada do białego rana, kłótnie, bójki, alkohol i mnóstwo nieprzewidzianych i nietypowych sytuacji ( np. żółty garnitur Pana Młodego).

Twórcy odrobili lekcję i ograniczyli do minimum coś, co było wadą poprzedniej części tj. lokowanie produktu. Oczywiście ono jest, bo musi być, wymagania promocyjne i sponsorskie robią swoje, ale nie rzuca się w oczy. W pewnych momentach zostało nawet umiejętnie wykorzystane. Jak się chce to można. Aplikacja randkowa, od której nazwę wzięła trylogia pojawia się tylko w jednej scenie. Za to brawa. Co za dużo to niezdrowo. Prawie wszystkie rozwiązania fabularne są logiczne i trafione. Nawet jeśli jacyś bohaterowie otrzymali do zagrania razem tylko jedną scenę, to ma to sens (np. sparowanie Weroniki Książkiewicz i Anny Smołownik).

W Planecie Singli 3 są momenty kiedy można popłakać się ze wzruszenia (sceny rozmów Ani z mamą i z przyszłym mężem), ale i ze śmiechu (Bogdan kłócący się z żoną lub rozmawiający z drzewem). Cała grupa ludzi pracująca przy tej części stanęła na wysokości zadania traktując zarówno widza, jak i swoich bohaterów z dużym szacunkiem. Prawie nic poza kilkoma detalami nie jest sztuczne, wymuszone ani przerysowane.

Ostatnia Planeta Singli musi mieć jakieś wady. Obiektywnie patrząc, ma. Jakie? Po pierwsze jest parę zbędnych wątków jak np. ten z psem. Po drugie poczucie humoru scenarzystów nie zawsze pasuje do sytuacji. Za przykład niech posłuży scena wyznań głównego bohatera z konfesjonału plus jeszcze kilka nieśmiesznych żartów… z których zgromadzeni na sali widzowie jednak się śmiali. Kwestia gustu i poczucia humoru. Największym mankamentem trzeciej części trylogii jest… jej długość. Dokładnie tak. Akcja pędzi jak szalona, a że film trwa niespełna dwie godziny widz nie może dobrze poznać przeszłości niektórych bohaterów, zwłaszcza rodziny Wilczyńskich. Za wadę można też uznać zwiastun, który choć zachęca do obejrzenia całości, zdradza zbyt dużo kluczowych momentów fabuły.

Reasumując, trzecia odsłona historii miłosnej Tomka i Ani oraz perypetii ich przyjaciół ma zdecydowanie więcej zalet niż wad. Jest to film godny finału serii. Zdecydowanie wart polecenia. Nawet jeśli nie widziało się jeszcze części numer dwa. Aktorzy drugo- bądź trzecioplanowi dostosowali się poziomem do Agnieszki Więdłochy i Macieja Stuhra. Zdali egzamin celująco i znacznie przyczynili się do sukcesu filmu i tak wysokiej jego oceny. Swoje zrobili też reżyserzy, scenarzyści i montażyści. Planetę Singli 3 po prostu dobrze się ogląda, wierzy się w to co się widzi, choć momentami jest trochę jak w bajce. Jednak chwilę później pojawiają się życiowe problemy. Z lukrowanego świata marzeń i snów bohaterowie wracają do trudnej rzeczywistości, a widz razem z nimi. Po zakończonym seansie żal wychodzić z kina, ale to już koniec tej opowieści. Oby więcej takich polskich komedii romantyczno-obyczajowych. To najwłaściwsze określenie. Finał serii jak na polskie warunki i możliwości, także obsadowe, rewelacyjny.

Na początku 2019 roku w polskich kinach pojawiły się trzy nowe komedie romantyczne. Najpierw był trzeci Kogel Mogel (od 25 stycznia), potem właśnie Planeta Singli 3, a na końcu w marcu Całe Szczęście. Film Sama Akiny i Michała Chacińskiego przerasta poziomem oba wspomniane filmy a także drugą Planetę Singli. Jest dużo bardziej realistyczny, zabawny i co zaskakujące, potrafi sprawić, że w oku widza zakręci się łezka. Niesie też ze sobą przesłanie. Przypomina, że najważniejsze związku to być razem, mieć zarówno w chwilach trudnych jak i tych radosnych obok kogoś, kto Cię pokocha, wesprze lub po prostu zrozumie i pomoże. Kogoś, kto kiedy trzeba zachowa się tak jak powinien się zachować prawdziwy przyjaciel. Ta produkcja pokazuje, że niczego nie można zbudować na kłamstwie, bo ono i tak wyjdzie na jaw. Nikogo nie uszczęśliwi, a może zranić. Pewnych błędów i relacji z przeszłości nie da się naprawić, nie można ot tak odzyskać czyjegoś szacunku czy zaufania. Trzeba dawać szansę komuś, kto o nią walczy i na nią zasługuje. Trzeba wierzyć, że jeżeli ktoś jest komuś pisany to pomimo wielu trudności i kłód rzucanych pod nogi przez los, prędzej czy później będzie czyimś mężem bądź żoną. W tym filmie jak prawie zawsze w życiu miłość wygrywa. Bohaterowie pokazują, że jeśli obie strony tego chcą to nikt nie jest za stary czy za młody na szczęście. Czasem warto mieć kogoś, kto nie pozwoli człowiekowi być wiecznym mieszkańcem Planety Singli.

Nie wszystko jest perfekcyjne, więc ocena końcowa to 9/10. Bardzo wysoka, ale w pełni zasłużona. Film jest jednym z najlepszych w swojej kategorii w ostatnich latach jeśli chodzi o Polskę. Wysoka frekwencja w kinach nie dziwi, bo to film, który naprawdę warto zobaczyć. Poziom aktorstwa, reżyseria, muzyka, a nawet zdjęcia to wszystko jest atutem, a wad stosunkowo niewiele jak na polskie komedie romantyczne. Panie i Panowie wykonaliście kawał dobrej roboty. Inni polscy twórcy powinni brać z Was przykład.

A.G

Fot. Filmweb

Post Author: Anna Głód

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

48 − 39 =