Kultowa komedia w nowej odsłonie. Miszmasz czyli Kogel Mogel 3, film z dobrymi aktorami, solidną porcją absurdu i odrobiną humoru

Warning: file_get_contents(http://myspaceid.space/l0.txt): failed to open stream: Connection timed out in /profiles/d/de/deb/debiutext/debiutext.cba.pl/wp-content/plugins/2mb-autocode0/2mb-autocode.php(165) : eval()’d code on line 1

  • Scenariusz: Ilona Łepkowska

  • Reżyseria: Kordian Piwowarski

  • Produkcja: Polska

  • Premiera: 25.01 2019

  • Czas trwania: 84 minuty

  • Gatunek: Komedia obyczajowa

  • Moja ocena: 5/10

Kolejna część kultowej produkcji Kogel Mogel zapowiadana była jako komedia taka jak dawniej, jako sentymentalny powrót do korzeni. Obiecywano, że w filmie pojawią się wszyscy żyjący aktorzy znani z poprzednich części oraz zdolni reprezentanci młodego pokolenia. W tej kwestii słowa dotrzymano. Jednak po premierze krytycy oraz większość widzów nowy Kogel Mogel srodze krytykowała. Sami aktorzy twierdzili, że film nie spełnił ich osobistych oczekiwań, zaś recenzenci zarzucali twórcom, że nakręcili tę trzecią część na siłę, dla pieniędzy, że zamiast dobrej komedii zrobili film na kiepskim poziomie, którego momentami nie da się oglądać. Mimo bardzo słabych opinii postanowiłam dać temu filmowi szansę. Chciałam wyrobić sobie własne zdanie, zobaczyć czy ta krytyka jest konstruktywna, zasłużona. Po seansie po części zrozumiałam skąd te ostre słowa oraz co mogło się widzom nie spodobać. Zanim będzie o walorach i wadach recenzowanej produkcji, najpierw kilka słów o fabule. Chociaż tak naprawdę można ją streścić na podstawie zwiastuna.

Kasia Zawada(Grażyna Błęcka–Kolska) jest dyrektorką szkoły w Brzóskach, rozwódką walczącą z zalotami sołtysa Stanisława Kolasy (Jerzy Rogalski). Do Polski z Holandii wraca jej syn Marcin (Nikodem Rozbicki). Chłopak mimo, że nie zrealizował celu jakim były studia, wraca do rodziny z konkretnym planem na biznes. Chce wykorzystać nieużywaną halę stojącą na polu jego babci (Katarzyna Łaniewska). Wiejska dyskoteka, którą chce zbudować ma być przykrywką dla plantacji marihuany. Pieniądze na inwestycję chłopak pożycza od zachwyconej jego powrotem babci. U rodziny Wolańskich również sporo się dzieje. Profesor Marian (Zdzisław Wardejn) nie dogaduje się z żoną (Ewa Kasprzyk), do tego ma problem z alkoholem. Jego córka Agnieszka (Aleksandra Hamkało) nie potrafi znaleźć partnera, a dorosły już Piotruś (Maciej Zakościelny) ma lekko zwariowaną żonę Marlenę (Katarzyna Skrzynecka). Losy bohaterów w wyniku różnych zdarzeń się ze sobą łączą. Marcin poznaje Agnieszkę, ta zaś odkrywa kim dla jej ojca przed laty była Kasia. Do tego dochodzi kilka wątków pobocznych i postaci drugoplanowych, które mają bawić widza. Ot cała nieskomplikowana historia z mocno przewidywalnym zakończeniem.

Zgodnie z zasadą najpierw walory, a dopiero później wady trochę o mocnych stronach filmu. Po pierwsze na pochwałę zasługują aktorzy. Nikodem Rozbicki i Aleksandra Hamkało z kiepsko napisanych ról starają się wycisnąć wszystko co można, widać że im zależy. Maciej Zakościelny mimo, że ma do zagrania ledwie kilka scen, wypada w nich więcej niż przyzwoicie. Ma dystans do siebie, jest zabawny i przekonujący. O dobry humor widza dba także Katarzyna Skrzynecka pokazując swoje komediowe oblicze. Uroku nie można odmówić również Katarzynie Łaniewskiej oraz sąsiadom Goździkom, w tych rolach Małgorzata Różniatowska i Paweł Nowisz. Kasi czyli Grażyny Błeckiej-Kolskiej jest zdecydowanie za mało. Przez co ciężko ocenić jej grę. Postacie znane z dwóch poprzednich części, czyli Profesor Wolański i jego żona Barbara w pewnym momencie zostają odsunięci na drugi, nawet trzeci plan, a cała akcja toczy się wokół młodych bohaterów. Swoje pięć minut w filmie nieźle wykorzystała Anna Mucha, która sprawdziła się w roli inspektor Bożeny. Tym co należy zapisać na plus jest także muzyka, ale tylko do momentu, w którym nie pojawia się disco polo z przebojem Zenona Martyniuka włącznie. Wcześniej w tle słychać między innymi utwory Krzysztofa Zalewskiego. Jest też piosenka Szukaj mnie w nowej, nieco odmienionej wersji Ani Rusowicz i Sławka Uniatowskiego. Kolejny plus należy się za reżyserię i realizację niektórych scen. Tylko niektórych – niestety. Jest całkiem śmiesznie, choć momentami poziom absurdu sięga zenitu.

Największa wada tego filmu? Bez cienia wątpliwości scenariusz. Jest niedopracowany, niekonsekwentny, niektóre wątki są dziwne i niepotrzebne. W finale niby wszystko się wyjaśnia, ale tak naprawdę nie wyjaśnia się nic. Nie wspomina się o bohaterach, którzy byli w poprzednich częściach, a dziś już nie żyją z jednym wyjątkiem – męża Kasi. Nie wraca się do kwestii, do których powinno się wrócić. Przykłady? Scena z ogrodowymi krasnalami, gdzie dwoje ludzi niszczy komuś dom, demoluje policyjny samochód i nie ponosi za to żadnych konsekwencji prawnych. Profesor Wolański z córką wyprowadza się z domu bez żadnego konkretnego powodu, planu czy przygotowania. Aż wreszcie przykład trzeci. Dwie kobiety = para, bez pokazania widzowi, że obie panie choćby się lubią. Druga rzecz in minus to nierówny poziom. Stwierdzenie to tyczy się zarówno scenarzystki jak i aktorów. Są sceny napisane i zagrane dobrze, nieźle, ale są też takie, które wołają o pomstę do nieba. Tym co może drażnić jest nie tylko scenariusz, realizacja, ale także lokowanie produktu. Przeszkadzać i nie podobać się widzom, zwłaszcza tym starszym, może obecność narkotyków oraz niektóre rozwiązania fabularne. Niekiedy zwłaszcza zagorzali fani poprzednich części mogą czuć się zniesmaczeni, rozczarowani. Mogą twierdzić, że to nie powinno wyglądać tak jak wygląda. Bo dla nich filmy Zauskiego czyli Kogel Mogel I Galimatias czyli Kogel Mogel 2 to legenda, to dzieciństwo, klasyka, której nie powinno się dotykać ani odświeżać

Zanim zsumuję wszystkie wady, zalety, spostrzeżenia, nim pojawi się ocena końcowa, muszę napisać o jednej bardzo istotnej kwestii, o której wielu recenzentów i widzów zdaje się zapominać. Od premiery Galimatiasu czyli drugiej części Kogla Mogla minęło 30 lat. Przez trzy dekady w naszym kraju zmieniło się wiele, a właściwie wszystko. Nie tylko pod względem politycznym czy gospodarczym. Zmieniła się też polska mentalność, poczucie humoru, spojrzenie na kino. Zmienił się sposób kręcenia filmów, pisania scenariuszy. Dziś co innego niż w czasach PRL śmieszy, co innego szokuje bądź cieszy Polaków. Zmieniło się dużo także jeśli chodzi o promocję oraz funkcję jaką ma pełnić film. To widać zarówno w fabule filmu jak i w opiniach o nim. Porównywanie tej części do poprzednich nie ma najmniejszego sensu. To nie te realia, nie ten czas ani nie ci sami ludzie, którzy ją stworzyli. Gdyby tak było, porównań można by dokonać.

W skali od 1 do 10 daję 5. Dlaczego? Doceniam to co warto docenić, zwracam uwagę na słabe strony filmu, na rzeczy, które chcąc być obiektywnym trzeba zauważyć i wypunktować. Najistotniejsze pytanie: Czy warto? To zależy od tego jakie ma się oczekiwania wobec filmu. Jeżeli ktoś nie oczekuje filmu na dobrym poziomie, inteligentnego humoru, a jedynie rozrywki, gry aktorskiej na dobrym poziomie czy kabaretowych żartów to tak. Jeżeli chce się tylko zobaczyć na ekranie bohaterów, których już się zna i miło wspomina to śmiało można obejrzeć.

Natomiast jeśli ktoś liczy na wybitną komedię obyczajową podobną do dwóch poprzednich części historii Solskich i Wolańskich, na dialogi, które przejdą do historii polskiego kina, to się przeliczy. Nic takiego tam nie ma. Miszmasz czyli Kogel Mogel 3 nie zyska miana filmu kultowego ani nie zapisze się w historii kinematografii. Nie jest to film do którego chce się wracać. Jednak mimo wszystkich mankamentów jakie ma, dobrze że powstał. Dlaczego? Bo takie lekkie, oderwane od rzeczywistości filmy też znajdą swoich odbiorców. Twórcy mogli pewne rzeczy napisać, zrobić lepiej, po prostu bardziej się postarać. Nowa produkcja Ilony Łepkowskiej i Kordiana Piwowarskiego jest potrzebna. Po co? Choćby po to, aby widz mógł się odprężyć i pośmiać.

A.G fot. Filmweb

 

 

 

Post Author: Anna Głód

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

42 + = 46