Najważniejsza książka Puzyńskiej? „Policjanci. Ulica”

Warning: file_get_contents(http://myspaceid.space/l0.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found
in /profiles/d/de/deb/debiutext/debiutext.cba.pl/wp-content/plugins/2mb-autocode0/2mb-autocode.php(165) : eval()’d code on line 1

Thin Blue Line

Jedna z najpopularniejszych w Polsce autorek kryminałów zadebiutowała całkiem niedawno, bo zaledwie 5 lat temu (w roku 2014) powieścią „Motylek”. I nawet jeśli nie znacie jej bestsellerowej serii o Lipowie – na pewno coś obiło się Wam o uszy. Tym razem jednak Katarzyna Puzyńska występuje w odmiennej roli. Nie tyle autorki, co raczej rejestratorki. Jej ostatnia książka bowiem nie jest powieścią. I jest zupełnie inna niż wszystkie poprzednie. Choć – jak zaznacza sama Puzyńska – „to najważniejsza ze wszystkich książek, które dotychczas napisałam”.

Słyszałam, że jak jest radiowóz z psem służbowym,

to musi być w nim klimatyzacja.

Dla ludzi już niekoniecznie. To prawda?

Prawda. No i (…) pies nie może pełnić służby dłużej niż 7 godzin.

A policjant minimum 8. A tak naprawdę – ile się okaże, tyle będzie.

Ile byłeś na służbie najdłużej?

Ciągiem?

Tak.

26 godzin”*.

„Policjanci. Ulica” to wywiady przeprowadzone przez Katarzynę Puzyńską z funkcjonariuszami policji. Nie tymi, których znamy z dowcipów, kart powieści czy seriali telewizyjnych, lecz z policjantami codziennie służącymi społeczeństwu. Dla nas często pozostają anonimowi – nie widzimy ich twarzy, jedynie noszone przez nich mundury i radiowozy, którymi jeżdżą. W tej książce uchylają rąbka tajemnicy. Pokazują, że są ludźmi z krwi i kości. Prawdziwymi do bólu. I że często płacą za wybrany zawód bardzo wysoką cenę.

Siedmiu funkcjonariuszy – różnych wiekiem, płcią, doświadczeniem, długością lat służby i poglądami – otwiera przed Puzyńską drzwi do swojego świata. Sześciu mężczyzn i jedna kobieta z wydziałów: interwencji, prewencji oraz ruchu drogowego. Sierżanci i aspiranci. Przewodnicy psów, trenerzy sztuk walk, instruktorzy strzelectwa, policjanci jeżdżący na międzynarodowe misje. Dowódcy i podwładni. Pracujący solo jako dzielnicowi, z partnerami lub w oddziałach. Różne doświadczenia w przebiegu służby, różne punkty widzenia, różne poglądy. Na życie prywatne i zawodowe, na służbę kobiet w policji, na działania Biura Bezpieczeństwa Wewnętrznego, na głośne afery i kontrowersyjne sprawy. Bo ani Puzyńska ani jej rozmówcy nie unikają tematów trudnych – poruszone są wątki wybuchu bomby we wrocławskim autobusie, śmierci policjanta w Wiszni Małej, zgonu Igora Stachowiaka podczas przesłuchania, ustawy dezubekizacyjnej czy konfetti robionego podczas służby przez pion prewencji w czasie białostockich obchodów Święta Niepodległości w 2016 roku. Są kwestie przypadków łapówkarstwa, alkoholizmu i tchórzostwa w szeregach policji, konfliktów z współpracownikami i przełożonym, nieufności i braku szacunku społeczeństwa wobec mundurowych czy reakcje na pierwszy kontakt ze śmiercią. Ale są tu i nostalgiczne wspomnienia pierwszych patroli, wdzięcznych obywateli czy dumy z wyboru drogi życiowej.

(…) policja to nie jest praca.

To jest typowa służba.

(…) nieraz wychodzę i nie wiadomo, kiedy wrócę. (…) gdzieś jest alarm.

I nagle trzeba jechać do Warszawy czy do Krakowa, czy jeszcze gdzieś indziej”*.

Pierwsza taka książka na rynku polskim. Pierwsza, w której funkcjonariusze policji mówią szczerze o swojej pracy, życiu osobistym, wyborach i ich konsekwencjach. O tym, jak reagują na sytuacje dziwne, niezwykłe, niebezpieczne, tragiczne, traumatyczne. Często bezsensowną przemoc i bezmyślne okrucieństwo. Karty książki nie spływają krwią ani makabrą, ale pełną są emocji, uczuć i prawy o służbie i życiu funkcjonariuszy polskiej policji. Satysfakcja i duma ze służby przeplatają się z goryczą wobec odgórnych nacisków (nie tylko politycznych) czy fałszywych oskarżeń, niekończącą się papierkologią czy niezrozumieniem ludzi, którzy z policją winni pracować – prokuratorów, ratowników medycznych etc. Ale zdarza się i tak, że – jak mówi jeden z udzielających wywiadu – „wszystko się tak pięknie zazębia, ludziom się naprawę chce i wszystko działa jak w zegarku”. Wyraźnie widać, że każdy z wypowiadających się funkcjonariuszy naprawdę służy, a nie tylko pracuje. Że codziennie z (także poza godzinami służby) wypełnia słowa roty ślubowania na policjanta. Tu nie ma miałkich charakterów, ludzi bez wartości, takich, którzy nie wiedzą, czego chcą i ślizgają się po powierzchni, byle tylko do przodu. To twardziele, którzy – dosłownie – służą i chronią. Bo taką drogę wybrali. Niełatwą i pełną różnorakich zagrożeń, ale pełną dumy i spełnienia. Bo oni treść roty ślubowania policjantów rozumieją dosłownie – „nawet z narażeniem życia”.

Jak ci się współpracuje z kobietami?

Twoim zdaniem powinny pracować w prewencji czy nie?

Wszystko zależy od predyspozycji.

Bo na przykład z tą Martyną to ja mogłem wejść w każdą interwencję

i w każdy ogień.

Była mała, ale zwinna. (…)

Chociaż gościu ważył ze 120 kilogramów, takiej czystej masy,

pięknie go poskładała. (…)

Teraz też jest w plutonie koleżanka, która ma większe jaja niż niejeden facet”*.

Inaczej niż w powieściach, zawierających szereg wątków autobiograficznych, niewiele jest tu samej Puzyńskiej. Jej pytania są krótkie, treściwe, konkretne. Właściwie po prostu pozwala mówić swoim niezwykłym bohaterom, od czasu do czasu tylko wtrącając zapytanie, podsumowując lub wracając do interesującej ją kwestii. A oni odpowiadają – szczerze i bez pardonu. Czasami brutalnie i wulgarnie, czasami zabawnie i wzruszająco. Odpowiedzi również prowokują pytania, przez co książka nie jest w zasadzie zbiorem wywiadów a raczej zapisem rozmów autorki powieści kryminalnych z policjantami, których tak często czyni postaciami lipowskiej serii.

Co jest najtrudniejsze w pracy w policji?

(milczenie) Bycie policjantem.

W jakim sensie?

W każdym.

Żeby wszystko pogodzić.

Żeby przyjść do domu, być normalnym człowiekiem, ojcem, mężem.

Żeby to wszystko jakoś opanować, żeby opanować te emocje”*.

Warstwa językowa jest bardzo specyficzna, gdyż prawie nie ingerowano w język „Policjantów”. Dosłownie. Wielkie brawa dla redaktorów za to, że go nie oczyścili i pozostawili oryginalne wypowiedzi. Bo choć lapsusy językowe, nazbyt codzienny nieraz styl wypowiedzi czy podwórkowa łacina czasem rażą i wybijają z rytmu, to jednak właśnie dzięki nim poznajemy lepiej bohaterów. I sporo dowiadujemy się na temat policyjnej nomenklatury czy… slangu.

Co to jest „żółw” a kim są „ruchacze”? Kto to „biali”, „miśki” i „leżaki”? Dlaczego „pajda” wcale nie kojarzy się pozytywnie? Co oznaczają akronimy SPAP, OP czy OWD? Bez tego wszystkiego ta książka po prostu nie byłaby prawdziwa.

(…) tak dalej nie może być, że ten polski policjant jest tylko od tego,

żeby karać, karać, karać.

Boże, nie żyjemy w czasach okupacji!

Okażmy ludziom troszeczkę zrozumienia”*.

 

Wychowana w rodzinie wojskowej i rozkochana w literaturze spod znaku sensacji i kryminału musiałam sięgnąć po tę pozycję. Przejechała ze mną pół Europy, bo czytałam ją kilkukrotnie. Wciąga. Bo żywi ludzie mówią w niej codziennym językiem i pokazują prawdziwe życie, a szczerość to jej ogromny atut. I choć nie zawsze zgadzam się z wypowiedziami występujących w niej policjantów – szanuję to, że mają swoje zdanie. I że mają odwagę je wypowiedzieć.

Bardzo ciesze się, że ktoś tak znany jak Katarzyna Puzyńska zechciał zmierzyć się z tak trudnym tematem, jakim jest polska policja. Nie są to są to bowiem historie zasłyszane, miejskie legendy ani fakty modyfikowane przez autorkę na potrzeby jej powieść. To samo życie. Trudne nieraz rozmowy z bardzo niedocenianymi w Polsce mundurowymi, wciąż zmagającymi się z piętnem służby PRL-u. Nie ma tu dystansu, nie ma tematów tabu. Jest za to sporo miejsca na refleksję. I na spojrzenie od nowa na niebieskich i zrozumienie, dlaczego nieustanne balansowanie funkcjonariuszy policji na cienkiej niebieskiej linii to tak ważka dla nas wszystkich sprawa.

(Pięknym gestem autorki – jasno mówiącym o jej postawie wobec polskich policjantów – jest przekazanie połowy honorarium na Fundację Pomocy Wdowom i Sierotom po Poległych Policjantach).

Wybrałbyś tę pracę jeszcze raz?

Tak.

Co sprawia ci w niej największą satysfakcję?

To, że chronię i służę”*.

 

* Cytat pochodzi z recenzowanej pozycji – książki „Policjanci. Ulica” Katarzyny Puzyńskiej.

——————————————————————————–

Kategoria: Literatura faktu, historia
ISBN: 978-83-8123-272-2
Data wydania: 19.06.2018
Format: 147mm x 208mm
Liczba stron: 344
Cena detaliczna: 39,90 zł

Prawdziwy świat przestępstw i zbrodni bez cenzury. Po raz pierwszy tak szczerze o policjantach z ulicy! 

Kim tak naprawdę są? Brutalami w starciu z ofiarą czy najbardziej wszechstronnymi funkcjonariuszami w Polskiej Policji? Pierwsi na miejscu zbrodni, oko w oko z agresją, bezradnością, śmiercią. Widzą więcej, choć jadąc na wezwanie – nie wiedzą nic. To od szybkości i słuszności ich decyzji zależy dalsze postępowanie.

Katarzyna Puzyńska – psycholog i autorka bestsellerowej sagi kryminalnej o Lipowie, w rozmowach z policjantami ogniw patrolowo-interwencyjnych, wydziału ruchu drogowego i oddziałów prewencji Policji. Postawni mężczyźni w mundurach. Sprawne kobiety. Na pasach broń, pałka, gaz i paralizator. Zapach krwi, błysk lecącej petardy, chłód ostrza noża w ręku domowego kata, huk wystrzału służbowej broni. Przeczytaj! Poznaj prawdę!

Kupując tę książkę, wspierasz rodziny funkcjonariuszy, którzy słowa roty ślubowania wypełnili do końca. W dowód uznania autorka połowę swojego honorarium przekazuje na Fundację Pomocy Wdowom i Sierotom po Poległych Policjantach.

Post Author: Anka K. Misztal

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

27 − 22 =