Zgwałcony – czyli o życiu po gwałcie

„Zgwałcony” Raymonda M. Douglasa wydaje się książką prostą i szybką. Po prostu autor napisał o gwałcie, którego dokonał na nim ksiądz. Historia opisana ledwie na 116 stronach proponuje nam wejście w psychikę osoby zgwałconej.

zgwalcony01 (1)

Autor jest dziś szczęśliwym człowiekiem, ma pracę i rodzinę. Takie przynajmniej są pozory, bo ta tragedia, która mu się przytrafiła, ona będzie w nim tkwić na zawsze, do końca życia.

Greckie słowo trauma oznacza ranę. Wbrew popularnemu powiedzeniu, czas wcale ich nie leczy. – str. 83

Mówi się, że osoby zgwałcone często obwiniają siebie o te wydarzenie, może nawet je trywializują w jakiś sposób. Niestety, nie jestem w stanie powiedzieć, na ile terapia pozwoli racjonalnie, normalnie podejść do sytuacji ofierze. Raymond co prawda nie chce nią być, ale już się nią stał. Już to się wydarzyło i to się czuje. Między słowami, zdaniami, jego emocjami da się wychwycić coś, co każe nam stwierdzić, że mimo wszystko jest on w trybie ofiary. Oczywiście są to bardzo delikatne, może nawet miejscami niezauważalne szczegóły, sugestie. Nawet nie wiadomo czy do końca świadome. Ale może od początku.

Zdarzyło się to wszystko w latach, kiedy o problemie gwałtów na kobietach dopiero zaczynano mówić. Pierwsze centra pomocy dla ofiar, pierwsze próby jakiegoś wypracowania normalnej współpracy z ofiarą. A tymczasem młody chłopak idzie na imprezę do księdza. Ten go gwałci. I co w takim przypadku? Pamiętajmy, że to były czasy, gdy mężczyzna miał być męski, nie mógł płakać, liczyło się to, by stawił czoło wszelkim wydarzeniom, bo ma być twardy, ma mieć twardą dupę.

Ale gwałt jest gwałtem, niezależnie od płci i profesji.

Wtedy tego nie rozumiano, więc Raymond serwuje nam wycieczkę po psychice osoby, która próbowała wydobyć się z gówna, ale warunki zewnętrzne jej to uniemożliwiały. „Co? Gwałt na mężczyźnie? Przecież coś takiego nie istnieje”. I tu się na chwilę zatrzymam, bo mamy 2018 rok, jego drugą połowę. I ja czytam w tej książce, że dzisiaj wszyscy wiedzą, że mąż może zgwałcić żonę. Że jak powie „nie” to „nie”. Zrobiło mi się smutno, bo w Polsce niestety tak nie jest. Nadal ludzie są zaskoczeni: „co? To żonę można zgwałcić?”. A tu się okazuje, że nie tylko kobiety są ofiarami przemocy, ale także mężczyźni. Płeć nie ma znaczenia, choć my lubimy ignorować mężczyzn. I taki ignorowany mężczyzna – no, jak się może czuć? Raymond odpowiada w swojej historii. Bo trudno to nazwać biografią, to jest raczej studium psychiki osoby zgwałconej.

Autor zwraca uwagę na kilka rzeczy:

  1. Nie tylko kobieta może zostać zgwałcona,
  2. księża to [autocenzura] – ok, on może nie wypowiada się w tak drastycznych słowach. Ale Czytelniku, właśnie ten element jest sygnałem, że on właśnie nie do końca wyszedł z tej roli ofiary gwałtu,
  3. centra pomocy ofiarom nie mogą ograniczać się do pomocy kobietom, a nawet jeśli, to nigdy nie powinny trywializować problemu mężczyzn, którzy do niego trafiają.

To nie jest lekka historia. Szybka może i tak, bo styl pisania Raymonda jest bardzo przystępny, lekko się go po prostu czyta. Tematyka jest jednak taka, że długo, bardzo długo zbierałam się do tej recenzji. Też jest tak, bo autor bardzo szczerze podszedł i do siebie, i do tego, co go spotkało (dlatego tak wysoka ocena). Dlatego po lekturze miałam bardzo, bardzo smutne refleksje, zarówno na temat psychiki osoby zgwałconej, jak i na temat Polski.

Ocena: 6/6


autor: Raymond M. Douglas
przekład: Krzysztof Puławski
wydawca: Media Rodzina
ilość stron: 120
rok wydania: 2018
format: 125 x 195 mm
oprawa :miękka
ISBN: 978-83-8008-392-9
Ocena: 6/6

Autor tej książki, ceniony historyk na amerykańskim uniwersytecie, jako osiemnastolatek został brutalnie zgwałcony przez katolickiego księdza. Długo borykał się z tym samotnie, podobne  przypadki okrywała przez lata zmowa milczenia. W końcu zdecydował się opowiedzieć  swoją historię, także dlatego, żeby jak najwięcej osób dowiedziało się o traumie, która bywa też  udziałem mężczyzn, a którą to traumę społeczeństwo  wydaje się ignorować. Mimo drastycznego tematu jest to książka wyważona, napisana z wielką odwagą i uczciwością.

 

„To jest książka, którą można uznać za klasyczny horror, spełnia bowiem wszystkie cechy tego gatunku. Przerażające jest to, że opisane w niej zdarzenia nie są wymysłem autora, lecz fragmentem jego biografii. […] Powszechne milczenie na ten temat piętnuje, alienuje, pozbawia pomocy. U ofiar postępuje proces wtórnej wiktymizacji na skutek toksycznej, obojętnej ciszy albo zatykania ust ofiarom kneblem zastraszenia bądź wpędzania ich w poczucie grzesznej winy.”
(ze wstępu dr. Andrzeja Depko)

Post Author: Aleksandra Jursza

01.06.1988. Zamieszkała w Gorzowie Wielkopolskim, wykształcenie średnie. Uwielbia czytać, ma słabość do oper mydlanych pochodzenia koreańskiego oraz słodyczy. Autorka czterech powieści, właścicielka Begoodart. Spełnia się w pisaniu i rozwija swoje projekty. Ma pozytywne nastawienie do życia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.