[WYWIAD] Magdalena Marków – pisarz niezależny

Seria „Smocza krew” to fantasy, w którym na porządku dziennym są smoki i magia. 1 czerwca światło dzienne ujrzy „Nowy sprzymierzeniec”, drugi tom. Jego autorka, Magdalena Marków, zdecydowała się na wydawnictwo self publishing. O tym, skąd taki wybór i o innych rzeczach opowiada w wywiadzie przeprowadzonym przez Aleksandrę Jurszę.
Magdalena Marków
Magdalena Marków
Aleksandra Jursza: Skąd pomysł na książkę, co było inspiracją?
Magdalena Marków: 
Trudne pytanie. Myślę, że przede wszystkim ludzie. Miejsca, które znałam i pokochałam.
Mówiąc o ludziach,  ma Pani na myśli relacje międzyludzkie czy coś innego?
Moje relacje z wszystkimi osobami, z którymi doświadczałam zarówno radości jak i smutku.
Czyli utożsamia się Pani ze swoimi bohaterami. Z kimś szczególnie?
Myślę, że z każdym po trochu. Wiele ze mnie jest choćby w głównym bohaterze. Ponieważ wiele decyzji podejmuję spontanicznie. Nie cierpię, gdy ktoś mnie poucza i mam skłonności do buntu. Z kolei Neila odziedziczyła po mnie wygląd i dystans do mężczyzn.
Czy Pani planowała ich charakter, czy bohaterowie w pewnym momencie sami zaczęli być tacy, a nie inni?
Absolutnie nic nie planowałam. Wszystko po prostu samo ułożyło się w mojej głowie. Bohaterowie stali się po części tacy, jak ja. Myśleliśmy podobnym torem.
Czy w jakiś sposób wydarzenia z Pani życia przeniosła do powieści?
Czasem. Myślę, że pozostało tam echo wydarzeń z przeszłości. Popełnianych błędów i doświadczeń. Niektóre z nich pozostawiły ślad w mojej duszy i stąd też trafiły na papier.
Skąd pomysł na Dhalię? Bo ta wydaje się być zła, ale jednak ma coś w sobie. Nie jest ona taka mroczna jak Bal’zar. Skąd ta różnica?
Myślę, że każda z moich postaci ma drugie oblicze. Dhalia nie jest zła do szczętu. Potrafi być bezwzględna, a nawet okrutna. Pomysł na taką postać zainspirowały czarne charaktery z baśni braci Grimm, a w szczególności macocha śnieżki.
A ja jeszcze nie znalazłam dobrej strony Bal’zara, czy to znaczy, że mam się spodziewać jej odsłony?
To bardzo prawdopodobne. Balz’ar był kiedyś niewinnym chłopcem.
Czyli kolejne powieści są pisane tak bardziej na żywioł, nie według planu?
Można powiedzieć, że plan był ułożony, ale postacie już żyją własnym życiem.
A proszę mi powiedzieć, wybrała Pani drogę self publishing. Dlaczego?

Ponieważ tradycyjne wydawnictwa wszystko narzucają, od okładki po wielkość nakładu. Self publishing daje mi możliwość swobodnego decydowania o wszystkim, co związane z książką.
Ta swoboda wiąże się również z wyborem redaktora do książki. Czy trudno jest znaleźć odpowiednią osobę?
Wybieram takie osoby intuicyjnie. Chcę, by powstała między nami więź, która gwarantuje dobrą współpracę. Taka osoba powinna być jednak oczytana i mieć wiedzę na temat tego, jak powinien wyglądać tekst, by się go płynnie czytało.
A co z reklamą, bo to chyba ogromne wyzwanie?
W zasadzie tak. Ponieważ wszystkim trzeba się zajmować samemu, ale to daje dużo radości i satysfakcji, kiedy uda się otrzymać zaproszenie choćby na lokalne wydarzenie tematyczne.
Jeszcze jedno pytanie: dlaczego smoki?
Ponieważ jestem wielką miłośniczką gadów. A smoki darzę szczególną sympatią, ponieważ są majestatyczne i dumne.
Dziękuję.

33066048_2198095957087239_6153403665068589056_n

Post Author: Aleksandra Jursza

01.06.1988. Zamieszkała w Gorzowie Wielkopolskim, wykształcenie średnie. Uwielbia czytać, ma słabość do oper mydlanych pochodzenia koreańskiego oraz słodyczy. Autorka czterech powieści, właścicielka Begoodart. Spełnia się w pisaniu i rozwija swoje projekty. Ma pozytywne nastawienie do życia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.