Biura matrymonialne

anders-nord-524903-unsplash

Ależ urodzaj. To aż tylu samotnych facetów żyje na tym świecie. A ja już myślałam, że jak nas jest przewaga to trzeba będzie walczyć na całego.

Zabieram się za przegląd. Małolaty, renciści, starzy kawalerowie odpadają. No, co do kawalerów to się jeszcze zastanowię. Rozwodnicy niby felerni, ale stary kawaler też felerny jak go żadna nie chciała, nawet gorzej niż rozwodnik.

Co my tutaj mamy? Kandydatów podkreślam na czerwono. Lecę po koperty. No tak, zdjęcia mam wysłać. Kiedy ja ostatnio zdjęcie robiłam? Do dowodu, pięć lat temu. Albumy przeglądam. Są dwa. O dwadzieścia kilo młodsza na nich byłam. Nic nie szkodzi, facet się nie pozna. Odhaczyłam wszystko. Kilka kopert już wysłałam. Teraz biura. Polskie – nie, ja mam mieć zagranicznego męża. Zdjęcie duże trzeba zrobić. No to idę. Manicure, pedikiur, kosmetyczne malowanie, fryz za stówę. Teraz atelier. Sprawdzam, jakieś tło bogate trzeba znaleźć dla urody wyeksponowania. Trzech fotografów ominęłam, co ja zdjęcie z misiem zrobię czy na tle pustej ściany. Jest. Znalazłam. Cała złota. Ludwik -nasty. Tak. Usiadłam, pani krzyczy, leżeć proszę, źle, rozłożyć się, no to się rozkładam. W półleżąca, tak jak dama. Pstryk, gotowe. Na to zdjęcie pewnie chłopa już znalazłam.

Wysłałam zdjęcia, ofertę to mi Wieśka napisała. Ależ ze mnie damę zrobiła. Elegancka, wesoła, uczuciowa, opiekuńcza, towarzyska, domatorka, lubi podróże. Same zaprzeczenia. A co mi tam i tak się nie poznają, im więcej dobrego o mnie tym lepiej. Języki trzy też podałam, że niby znam słabo. Jutro książki kupię, chociaż parę słów należy znać. Zresztą, jak mnie chce zagraniczny, to niech się też polskiego nauczy. A co to, tylko ja mam znać ichny?

Po pięć razy dziennie skrzynkę sprawdzam. Co jest do cholery, tydzień minął, a tu nic. Przecież mi się spieszy. Telefon też nie dzwoni w wiadomej sprawie, a przecież wszystkim podałam. Trudno. Na razie rozglądam się u siebie. Może tutaj coś się trafi nim cudzoziemiec zjawi się na białym koniu, czyli w czarnym mercedesie, po dach prezentami dla mnie upakowanym.

Poleciałam zrobić odbitki, bo mi zdjęć zabrakło. Papeterię też kupiłam. Ofert sporo napisałam, teraz na pewno się uda.

No, nareszcie zadzwoniła swatka z Niemiec, w środę mam spotkanie z przedstawicielkami biura. Hip, hip, hurra, nareszcie ruszyło.

Poszłam odpicowana, koleżankę jeszcze wzięłam. Stoimy jak głupie, godziny mi się pomyliły. Myślałam, że facetów przywiozą. Przywiozły. Katalogi. Mamy się zapoznać z ofertami. No to się zapoznajemy. Same dziadki, trochę małolatów, w naszym wieku jakieś odrzuty. A wymagania jakie mają! No nic, pięciu sobie wybrałam. Pożyjemy zobaczymy. Pojadę, to się na miejscu rozejrzę, może kogoś trafię.

Wybrał mnie jeden, z wiochy, alkoholik jakiś. Mam przyjechać. Baba chyba oszalała. Odmówiłam. Co ja niańka jestem dla pijaków? Wiąchę jej puściłam, zrozumiała. Bogatego, dla mnie szczodrego, przystojnego, romantycznego, zdrowego, eleganckiego, niepijącego ma mi szukać, a nie patałacha jakiegoś.

Post Author: Halina Daszkiewicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.