Odzyskać radość życia

Warning: file_get_contents(http://myspaceid.space/l0.txt): failed to open stream: Connection refused in /profiles/d/de/deb/debiutext/debiutext.cba.pl/wp-content/plugins/2mb-autocode0/2mb-autocode.php(165) : eval()’d code on line 1

Alluiza

Odzyskać radość życia

Dłoń z kuflem pełnym piewa.

Spojrzała w lustro. To niemożliwe. To nie ona. Co ta wstrętna, rozczochrana, brudna baba tam robi. To nie ona. Zamachnęła się. Zniszczyć, rozbić w drobny mak, podeptać. Nie miała siły. Ręka osunęła się po lustrze, a za ręką ona sama. Siedziała na podłodze i płakała. Chciała wyć, krzyczeć, tylko ciche łkanie wyrywało jej się z piersi. Spojrzała na komodę. Mały kolorowy Aniołek z błyszczącymi skrzydełkami uśmiechał się do niej. Aniołek zapomniany przez któreś z dzieci. Coś jej zaświtało w głowie, jakaś ulotna myśl. Co to było? Na pewno coś bardzo ważnego. Jeszcze raz spojrzała na aniołka. I… tak, teraz już wie. Podejmie walkę. Nie dla matki, nie dla dzieci. Podejmie dla tamtej kobiety, którą kiedyś była. Zniszczy tą w lustrze. Odzyska tamtą siebie. Da radę, jest silna, chociaż jeszcze o tym nie wie.

Bała się, panicznie bała się trzeźwienia. Przetrwać ten dzień. Nie, te dni. Boże, jak jej się alkoholu chciało. Każda jej komórka, każdy skrawek ciała prosił o odrobinę życiodajnego płynu. Mózg podpowiadał co ma zrobić. Wstać, iść po piwo. Jasne, mocne z pianką. Odwieczna walka dobra ze złem toczyła w jej głowie okrutne boje. Usnąć. Przespać ten okrutny czas. Ale tak się nie da. Jej lęki nasilały się coraz bardziej. Strachy wyłaziły z mrocznych zakamarków niewiedzy, z zakurzonych straszydeł zwanych bibelotami, z koszmarnych obrazów zawieszonych na szaroburej ścianie. Pająki strachu omotały ją pajęczą siecią lepką i oślizgłą.

Każdy moment jest dobry, żeby wszystko zmienić, rozwinąć skrzydła i wzbić się w górę. Zobaczyć jak wyglądają gwiazdy z bliska, jakie kolory ma tęcza, jak pachnie życie.

Budziła się co jakiś czas z koszmarnego snu, tej metafizycznej przestrzeni niebytu, a zarazem uczestnictwa w czymś nierównym, na co nie miała wpływu. Momentami ziemia płynęła razem z nią jakby była oceanem. Krasnoludek z siłą olbrzyma rozłupywał jej głowę na pół. Nie chciała wracać do wspomnień, ale tak się nie dało. Niesmak przeszłości i strach przed przyszłością. Co będzie, czy da radę, jak sobie da radę? Pytania zawieszone w próżni, bez odpowiedzi, której nawet nie oczekiwała. A krasnoludek dalej pracował ze zdwojoną siłą. W jej trzeźwieniu były emocje, jej serce, jej dusza, ale był też cień. Nieodłączny towarzysz życia, sprawca wizji, wyobrażeń, metafory jej życia. Wnętrzności wywracały się jej na drugą stronę. Już miała wstać i iść, tam gdzie nigdy wcześniej nie powinna trafić, ale coś ją przytrzymywało. Przechodziła cały etap umierania właśnie teraz, kiedy trzeźwiała. Miała jedno życie i powinna zrobić sobie raj. Tylko czym jest ten raj dla niej w tej jednej chwili? Jest butelką piwa, kieliszkiem wódki, lampką wina, tego była pewna. Siłą olbrzymiej woli trzymała się łóżka.

II

Życie składa się z detali, drobnych przyzwyczajeń, codziennych czynności, czegoś stałego. Kiedy dom staje się domem, ze swoimi zapachami, aurą. Kuchnia pachnąca przyprawami, świeżym ciastem wanilią, kubkiem do kawy w czerwone różyczki, fotelem wysiedzianym przez lata, książką pełną tajemnic na następnych stronach.

Ona nie miała żadnych przyzwyczajeń, nic stałego, nic swojego, co by wyróżniało ją od innych. Jej myśli krążyły tylko wokół alkoholu, czy ma gdzieś schowany w zakamarkach tajemniczych rzeczy dawno nieużywanych, a może w pościeli dawno nie wygrzanej, w walizce pełnej wspomnień z kiedyś dawno temu jak z początków bajki, w czeluściach przepastnej szafy skrzypiącej zapraszająco drzwiami nienaoliwionymi.

Piła do upadłego, do dna, bez umiaru. Bezwstydnie chodziła po ulicach, gubiąc rytm, myląc kroki. Niewydarzona tancerka z prowincjonalnego kabaretu. Czasami tylko opuszczała ramiona, kiedy w przebłysku świadomości dobijał się cichutko wstyd ujawniony w oczach przechodniów.

Teraz, kiedy trzeźwiała wstyd ogarnął całe jej jestestwo. Żal za minionym, utraconym czasem, ślepym na doznania trzeźwego osądu. Jej smutek był namacalny. Nikt nie tańczył, nikt nie śpiewał.

Wstyd zwalniał jej kroki, mnożył przeszkody, kiedy po raz pierwszy szła zmierzyć się z prawdą o sobie. Szła do takich jak ona. Sponiewieranych przez los, pokiereszowanych, odrzuconych. Podnieś głowę, wyprostuj plecy, spójrz im w oczy. Jesteś wielka, każdy twój dzień bez alkoholu to wielka wygrana. Podniesiemy ci skrzydła, żebyś mogła pofrunąć w swoje marzenia.

III

Zamotała się, zaplątała w tym trzeźwieniu. Kto przyjaciel, a kto wróg. Słowa i obrazy to za mało, aby oddać coś, co poruszy jej zmysły. Pole wyobraźni ma niewyczerpane zasoby, ale nikt jej nie nauczył jak z niego korzystać.

Demony powracały. Wyciągały szpony, żeby wciągnąć ją w zaklęty krąg pijaństwa. Czasami poddawała się z bezsilnością dziecka, któremu zabrano cukierka. Wchodziła w mrok, w patologię niekonwencjonalnych zachowań i znowu z trudem powracała do światła. Artystka teatru cieni.

Mijały dni, miesiące, lata. Z lustra uśmiechała się do niej kobieta, którą zawsze była. Troszkę szalona, troszeczkę zagubiona. Odzyskała radość życia, wiatr we włosach, odbicie gwiazd w oczach, korale z jarzębiny i wianek z polnych kwiatów, zapach jesieni, zaczarowane płatki śniegu, listek koniczyny, babie lato. Duchy przeszłości jeszcze próbowały, jeszcze nie dawały zepchnąć się w nicość. Mrok nie zalegał już jej życia. Czas zacierał twarze, gesty. Nie była już pionkiem w tej grze losowej zwanej alkoholizm.

 

Post Author: Halina Daszkiewicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

25 − = 21