Herbata z cynamonem

Warning: file_get_contents(http://myspaceid.space/l0.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found
in /profiles/d/de/deb/debiutext/debiutext.cba.pl/wp-content/plugins/2mb-autocode0/2mb-autocode.php(165) : eval()’d code on line 1
tee-1756505_1920

Był piękny słoneczny dzień, aż chciało się krzyczeć z radości. Przemierzałem ulicę i uśmiechałem się do przypadkowych przechodniów. Wszystkie światła były zielone, nic mnie nie zatrzymywało. Jeszcze trzy przecznice i będę na miejscu. Jeszcze dwie…
– O k…wa, jak leziesz! – krzyknęła dziewczyna i z trudem łapiąc równowagę, zatrzymała się na krawędzi chodnika.

– Przepraszam, nie zauważyłem cię. – zacząłem się tłumaczyć.

– To patrz, gdzie leziesz imbecylu!

Była wysoka i szczupła, bardzo szczupła. W momencie zderzenia odbiła się ode mnie jak pingpongowa piłeczka. Mogła mieć najwyżej dwadzieścia lat i jakieś pięćdziesiąt kilo wagi, przy wzroście metr osiemdziesiąt.

Miała krótkie rude włosy w tej chwili w artystycznym nieładzie, piegi i zadarty nos.

– Nic ci się nie stało? – Rzuciłem standardowe pytanie.

– Nie, nic. Czuję się tylko, jakby potrąciła mnie ciężarówka.

– Naprawdę cię nie zauważyłem. Zamyśliłem się i …

– Jak się ma takie gabaryty i łazi się po ulicach to się używa mózgu i wszystkich innych zmysłów, bo można komuś zrobić krzywdę.

Rzeczywiście nie byłem raczej drobnej budowy, miałem słuszną wagę i posturę, ale czułem się z tym dobrze. Aczkolwiek, mogłem stwarzać pewnego rodzaju zagrożenie, zwłaszcza dla takiego chuchra jak ona.

– Może mógłbym cię zaprosić na kawę w ramach przeprosin – zapytałem, nie wiem dlaczego. Słowa same weszły mi w usta, a zaraz potem wypadły automatycznie. Nie wiem, dlaczego to powiedziałem, ale ona, zaintrygowana pytaniem, skupiła wzrok na mojej twarzy, a może grubych jak denka od szampana okularach.

– Nie piję kawy – tu zrobiła dramatyczną minę, wykrzywiła usta i nadęła piegowate policzki – ale może być herbata. – spojrzała wymownie w stronę pobliskiej witryny.

Herbaciarnia była przytulna i miła. Pachniało cynamonem i innymi przyprawami. Na ścianach wisiały suche bukiety i jakieś wianki z ziół. Ogólnie klimat był oldschoolowy.

Usiedliśmy w samym rogu, przy stoliczku na dwie osoby. Ona zamówiła czarną z cynamonem, a ja earl grey. Całkiem fajnie nam się rozmawiało, a właściwie to ja mówiłem, a ona słuchała. Była intrygująca, nie mogłem jej rozgryźć. Coś mnie w niej niepokoiło, ale nie wiedziałem, co konkretnie. W pewnym momencie przerwała mi mój monolog i spytała:

– Podobam ci się? – trochę mnie zamurowało, ale zachowałem pozory opanowania.

– No wiesz… Faceci z moją aparycją raczej nie bywają wybredni, jeśli chodzi o płeć piękną.

– Przestań pieprzyć i powiedz po prostu czy ci się podobam?

– Jasne, że mi się podobasz – wydukałem w końcu.

– To spotkajmy się tutaj jutro o tej samej porze, a teraz daj pyska, bo muszę już lecieć.

Wstała, ja zrobiłem to samo i objęła mnie ramionami. Odwzajemniłem uścisk. Pocałowała mnie w policzek, po czym odwróciła się i wyszła z herbaciarni. Stałem jeszcze przez chwilę oszołomiony. Opadłem na krzesło, gdy zorientowałem się, że kilku klientów herbaciarni skupiło na mnie swoją uwagę zamiast delektować się smakiem herbaty.

Co ją bardziej urzekło? – zastanawiałem się. – Czy bardziej moja aparycja, czy może elokwencja, albo jedno i drugie. Podeszła kelnerka z rachunkiem.

Sięgnąłem do wewnętrznej kieszeni marynarki i właśnie w tym momencie mnie olśniło. Już wiedziałem, co ją urzekło. Mój portfel…

Post Author: Przemysław R. Cichoń

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

− 6 = 3