ONA

Warning: file_get_contents(http://myspaceid.space/l0.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found
in /profiles/d/de/deb/debiutext/debiutext.cba.pl/wp-content/plugins/2mb-autocode0/2mb-autocode.php(165) : eval()’d code on line 1
23157733_10210451355302108_524255819_o

Ona nie poszukuje odpowiedzi…

1. Jakie było jej dzieciństwo?
Raczej szczęśliwe. Beztroskie. Wypełnione miłością Mamy, która była najukochańszą osobą pod słońcem. Z jej przekazów dowiedziała się, że była dzieckiem buntowniczym, upartym, przebojowym, ale i radosnym. Tak było we wczesnym dzieciństwie. Ojciec specjalnie nie zaistniał w Jej życiu, chociaż niby był obecny. Ten brak mężczyzny odcisnął piętno na młodym życiu. Jak? Pokazał to czas ale o tym później. Brat… Czy był tym starszym, rycerskim bratem? Chyba nie. Lubił z niej pokpić, dokuczyć, uwielbiał umniejszać Jej poczucie własnej wartości. Znosiła w pokorze jego docinki myśląc, że starsi bracia tak mogą. Nie wiedziała, że to było podłe, ale w swoim czasie wszystko zrozumiała… O dziwo, że nikt z tej czteroosobowej rodziny na to nie reagował. Myślę, że ten brak reakcji utwierdził ją w przekonaniu, że wszystko jest w porządku. Jej dusza mówiła ( NIE! ), ale ten głos przestał być słyszalny. A Ona… zawsze stała w w cieniu swojego brata… a może sama obrała taka postawę myśląc, że jest po prostu lepszy, ładniejszy, bardziej kochany i mądrzejszy, a z nią jest coś nie tak? Dziś widzi to wszystko zupełnie inaczej, ale bardzo długo bolało…
Lubiła bardzo pisać i miała w zwyczaju czytać to Mamie na głos. Były to przeważnie szkolne wypracowania. Słuchaczem był też często jej brat i czasami ojciec. Mama jak zwykle była zachwycona ,co radowało ogromnie jej serce, brat oczywiście nie szczędził słów krytyki. Czuła się źle po jego ataku… więc kiedyś przygotowała taką oto niespodziankę. Brat był zawsze w klasie wyżej, więc nie wyrzucał starych zeszytów… czasami Jej się przydawały, szczególnie te z matematyki. Zachowywała wszystkie. Dnia pewnego, pisząc kolejne wypracowanie rzuciła okiem w zeszyt brata i znalazła identyczny temat. Przepisała jego wypracowanie kropka w kropkę i poszła odczytać je jak zwykle przed rodziną . Obecny był również ojciec. Przeczytała z namaszczeniem i czekała na opinie. Mama pochwaliła, brat skrytykował i wyśmiał, ojciec milczał ale po wyjawieniu prawdy wszyscy ryknęli gromkim śmiechem, a brat zrobił się purpurowy ze złości. Od tej pory mogła spokojnie pisać i czytać….

2. Jak wyglądały lata szkolne?
Szkoła podstawowa była Jej uwielbianą szkołą. Blisko domu, Mamy ,z całą chmarą ukochanych przyjaciół i kolegów. Był to ogólnie rzecz biorąc uroczy czas, mimo wszystko. Brała czynny udział w życiu sportowym szkoły. Jako gimnastyczka często robiła pokazy podczas szkolnych akademii. Należały do niej rekordy szkoły w lekkiej atletyce. Dzieci podziwiały ją i kochały. Miała mnóstwo energii, którą zużywała na licznych, pasjonujących ją zajęciach. Schody zaczęły pojawiać się w szkole średniej, kiedy to trafiła na zupełnie nowy grunt i nieznanych sobie ludzi. Z dala od domu, Mamy, poczuła w sobie ogromny strach, wyobcowanie, ziemia usunęła się spod jej nóg. Poczuła ogromną nieśmiałość i respekt przed tym nowym światem. Nie umiała żyć z dala od domu, swojej Mamy i tego świata, który bardzo kochała. Te odczucia spowodowały, że nowej szkoły od początku nienawidziła. I tak pozostało już do końca. Do ostatniego dnia nie odnalazła się w tym środowisku. Uciekała w sport, bo była w nim dobra, sprawna. Mimo to czuła się obsesyjne gorsza od innych. Mało zdolna, nie miała wiary, że ukończy to liceum. Nie było ku temu powodu, a jednak… zupełnie sobie z tym stanem psychiki nie radziła. Odrzucała przyjaźnie, znajomości, chociaż ludzie zabiegali o Nią, bo widzieli w Niej wielki potencjał i liczne talenty… ale nie Ona, Ona uważała, że jest nieudacznikiem. Dlaczego tak się zadziało? Ona nie wie… i nie chce wiedzieć… faktem jest, że tak było. Była zamknięta w szczelnym kokonie, który sama sobie z jakiegoś powodu zrobiła…

3. Jak sobie radziła z tym emocjonalnym piekłem?
Nie radziła sobie. Po prostu w nim trwała. Jako dziecko myślała, że tak musi być, mama była jej wyrocznią i guru… to wystarczało. Z wiekiem jednak wzrok jej się wyostrzył…Nie miała tak naprawdę zgody zgody na taki świat jaki obserwowała wokół siebie, czuła się w nim obca, nie rozumiała ludzi i ich paradoksalnych zachowań. Widziała deficyt Miłości na każdym kroku. Odczuwała małość i bezduszność ludzi… Była wrażliwa, miała coś z Anioła i dlatego zupełnie nie pasowała do tego wymiaru. Nie rozumiała kłócących się rodziców, sąsiadów, kolegów, bo dostrzegała płytkość tej codziennej egzystencji, a raczej wegetacji. Nie umiała wejść w ogólnie przyjęte schematy, ramy w jakie Ją wpychał system szkolnictwa, religia itp. Nie znosiła rywalizacji, a sport był jej największym źródłem… w końcu go porzuciła ku niezadowoleniu rodziny i ogółu. To nie była Jej bajka. Wiecznie za czymś tęskniła, odczuwała wewnętrzny brak i pustkę. Nie umiała jej niczym wypełnić. A jeśli już to na krótko. Przeżywała platoniczne miłości, pisała, rysowała, ale nie doceniała siebie… Jej skromny, ale być może dobry, artystyczny dorobek zawsze lądował w szufladzie. Bała się oceny, krytyki, wyśmiania… W odpowiednim czasie nie rozwinęła swoich zdolności, więc umarły pod ciężarem życia i codzienności. Czuła się zawsze ”inna”. Nosiła inne ubrania. Inaczej się zachowywała. Chciała być taka jak wszyscy, ale najzwyczajniej w świecie nie potrafiła i nigdy jej się to nie udało. Nie pasowała do tego świata. Miała wrażenie, że znalazła się w nim przez pomyłkę…

4. I co dalej z Jej życiem było?
Dalej żyła w swoim piekle. Dalej poszukiwała ulgi, szczęścia, ciszy, spokoju, miłości. Dalej nie wiedziała jak to zrobić… Ale świat ma wiele do zaoferowania. Bardzo wiele i to nie koniecznie dobrych rzeczy… a że zło jest uwodzicielskie, więc Ona poszła w tym kierunku, chociaż jej intencje były jak najbardziej czyste. Chciała być wolna od tego piekła, pragnęła spokoju wewnętrznego, harmonii, dobra. Była bardzo naiwna i ufna, nie znała złej strony życia. Ufała i poszła jak ćma w stronę światła… na zatracenie. Odkryła nowy raj, dotarła do swojej Ziemi Obiecanej za pośrednictwem „cudownego” środka jakim był alkohol. Pomyślała, „że też wcześniej o tym nie wiedziałam?”. Tyle czasu straciła na męki, a tu jest taka moc, takie źródło cudownego samopoczucia… ech… i w tym momencie Jej życie pojaśniało. Wtedy nie wiedziała, że właśnie zaczął się początek Jej upadku. Życie zmieniło swój tor. Wszystko zaczęło się toczyć wokół alkoholowych imprez, błędna karuzela została uruchomiona i żadna siła nie była w stanie już jej zatrzymać…

5. Co z tą karuzelą?
A to, że na tej karuzeli jeździła ponad 20 lat. W międzyczasie rzuciła szkołę pomaturalną, bo nie miała czasu na naukę. Podjęła pracę w jakiejś podłej firmie, gdzie alkohol lał się strumieniami. To jednak był główny atut, że tam została. Spotkania z obecnością alkoholu były najważniejszym celem, stały się sensem jej życia. Bez niego nie potrafiła już funkcjonować. Zdążyła wyjść za mąż, bo wszystkie koleżanki powychodziły, a ludzie wróżyli jej staropanieństwo, mimo iż miała zaledwie 23 lata. Nie była to przemyślana decyzja, więc oboje zapłacili za to srogą cenę. Może kiedyś się kochali, ale pijaństwo zniszczyło ten związek. Mieli dwoje udanych dzieci, ale i ich obecność w jej życiu nie powstrzymała tej koszmarnej karuzeli. Ona była już wtedy bardzo chora i pogrążała się coraz bardziej w tej śmiertelnej chorobie. Brnęła w odmęty ciemności i w zasadzie już nie żyła, była martwa. Utonęła w uzależnieniu, tracąc powoli i skutecznie to, co najcenniejsze: szacunek, szczęście miłość. Jej życie się rozpadało na kawałki. Nie była w stanie tego zauważyć, powstrzymać i pozbierać… choroba postępowała. Ludzie znikali z jej życia. Ona umierała… ale na tamten czas ciągle myślała, że jest w porządku. Wpadała coraz głębiej w otchłań, pozbawiona świadomości i mądrego osądu rzeczywistości w jakiej żyła… ale ona tak naprawdę nie żyła więc nie widziała i nie czuła nic!!!

6. Czy ona umarła?
Nie, nie umarła fizycznie ale psychicznie tak… dotknęła piekła i w pewnym momencie obudziła się. Zapragnęła żyć, bo tak naprawdę bardzo kochała życie. Odbiła się od dna i znalazła pomoc. Powrót do życia nie był łatwy… a może nawet bardzo trudny. Ona jednak wytrzymała, pragnienie ocalenia było tak silne, że oświetliło jej trudną drogę jasnym światłem. Popełniła wiele błędów, ponieważ zupełnie nie umiała żyć… Podczas powrotu spotkało ją wiele nieszczęść. Umarła jej ukochana Mama (ostoja, podpora, drogowskaz). Weszła w totalnie chory związek z psychopatycznym mężczyzną, ponosząc za to niewyobrażalne w skutkach konsekwencje. Ucierpiało wielu ludzi… w tym najbardziej Ona i Jej ukochane dzieci. Tego nigdy sobie nie mogła wybaczyć, a poczucie winy wlokło się za nią długie lata… I ten chory związek w końcu się rozpadł. Na jej szczęście, bo prawdopodobnie skończyłoby się to tragicznie… Cena tej decyzji rosła. Popadła w skrajną biedę. Relacje z bliskimi nie istniały. Powstała przepaść nie do zasypania, a ludzie zionęli do niej nienawiścią. Została sama. Kolejny raz… sama na ruinach własnego życia.

7. Czy udało się jej pozbierać to życie?
Tak, chociaż przeszłość ciągnęła się za nią jak czarny welon, i trwa to do dziś. Są tacy „przyjaciele”, którzy nie pozwalają Jej o tym zapomnieć i przy każdej sposobnej chwili nie omieszkają o tym napomknąć. Zapomnieli jednak o tym, że Ona już nauczyła się z tym żyć. Zapłaciła wysoką cenę za swoje drugie życie i nie miała zamiaru sobie go rujnować, poprzez nie życzliwe, ludzkie języki. Nie odbudowała nigdy pewnych relacji, bo rany były zbyt głębokie. Starała się ale nie miała wpływu na to, co czują ludzie. Proces powrotu do zdrowia, trwa całe życie i ona jest tego świadoma. Wie doskonale, że zaprzepaściła miłość najbliższych i jest to czas na wieki stracony. Taka jest prawda ale prawdą jest również to, że istnieje takie coś jak Akt Wybaczania. Wiele zostało wybaczone, ale też wiele nadal żyje w pamięci ludzi, a w szczególności w pamięci dzieci. To punkt najbardziej bolący na jej drodze nowego życia. Mimo tego ogromnego balastu przeszłości, Ona idzie dalej do przodu. Prostuje swoje ścieżki na tyle, na ile umie i może. Los nie szczędzi jej batów, a wiatr sypie piaskiem w oczy. No tak, ale są też i fajne chwile, dobre, szczęśliwe. Ma nowych przyjaciół, którzy ją rozumieją, bo przeszli przez podobne piekło. Ma swoje dzieci przy sobie chociaż wie, że ich rany nie dadzą się tak łatwo zabliźnić. Marzy o tym ale wie, że jest to raczej nie możliwe. Ma ogrom wiary w życie i jego sens. Odbudowa może nie doskonała, stała się jej pasją. Brzemię winy zaczęło się roztapiać na tle nowych, trzeźwych, mądrych i świadomych dni… Pokochała te dni całym sercem i całą swoja mocą… to jaą ocaliło.

8. To już koniec jej kłopotów ?
Myślę, że w życiu zawsze są jakieś kłopoty, więc i Ona ciągle je miała i ma. Dodatkowo, zbiera ciągle swoje życie do „kupki”. Ratuje to, co się da. Nikt nie nauczył jej jak żyć, więc odbywa się to metodą prób i licznych błędów… Tu boleśnie odezwał się brak ojca i jego wsparcia w stosownym czasie. Przez to popadała prawdopodobnie w chore związki. Szukała miłości i akceptacji mężczyzny, jego silnego ramienia. Chciała być czyjąś księżniczką, tego właśnie nigdy nie otrzymała od własnego ojca. Uważała, że na taką miłość widocznie trzeba zasłużyć, co jest oczywiście totalna bzdurą… ale Ona wie o tym dopiero dziś.
Efektem takiego myślenia i takiej postawy był kolejny nieudany związek. Tym razem z mężczyzną nad wyraz spokojnym i tajemniczym jednocześnie. Nie powstrzymało jej przed tą relacją nawet to, że ten człowiek nie miał rozwodu i żył niby w separacji. Tę informację upchnęła głęboko w sercu, nie chciała jej słyszeć. Potrzebowała uwagi i bliskości jak ryba wody… W którymś momencie jej córka wyjechała do pracy za granicą, dzięki znajomości w trzeźwym świecie. Tu nastąpił kres materialnej biedy. Wypadki potoczyły się błyskawicznie. Później wyjechała Ona i Jej syn… Życie przeniosło się za granicę i diametralnie zmieniło…

9. Co się stało za granicą?
Nowy kraj. Nowe wyzwania. Pojechała na pół roku, a została wiele lat. I nie wie kiedy wróci… Pojawili się w jej życiu zupełnie nowi ludzie. Kiedyś tego nie znosiła, nie mogła się odnaleźć wśród obcych, a tu taki skok kwantowy?! Życie jakby na przekór rzuciło ją w zupełnie inny świat. Musiała nauczyć się w tym świecie pracować, funkcjonować i żyć… i udało jej się. Naprawdę, dała sobie radę. Ściągnęła do siebie, tego poznanego wcześniej mężczyznę aby spokojnie żyć. I było fajnie przez siedem lat… Córka wyszła za mąż. Porodziły się wnuki. Żyło się wszystkim dostatnio. Przyjechał też ojciec jej dzieci i wielu innych znajomych z kraju. Wszyscy uciekali od biedy, a ona i jej dzieci pomagali ludziom jakoś się urządzić na obcej ziemi. To był fajny czas mimo wszystko. Aż któregoś dnia jej partner się ulotnił. Zostawił małą karteczkę, że odchodzi… i sobie poszedł. Poczuła się wykorzystana, oszukana, sponiewierana. Jej ufność została zbrukana. Kolejny raz otrzymała cios od życia… Została sama… Aby wygoić emocjonalne rany, zamieszkała u córki. Tam spotkała swojego byłego męża i zamieszkali wszyscy pod jednym dachem… o ironio jak dawniej.

10. Czy ta historia ma dalszy ciąg?
Tak, ta historia ma swój mistyczny wymiar. Wszystkie zdarzenia miały swój ukryty cel. Udało się Jej dość szybko pozbierać po tym niefortunnym związku. Życie zaczęło spokojnie płynąć swoim rytmem, ale wkrótce otrzymała informację, że Jej były mąż zachorował na raka. Choroba go zżerała w mgnieniu oka. Leczenie okazało się nieskuteczne, a lekarze określili czas jaki mu pozostał. Było to około sześciu miesięcy życia. Sześć miesięcy umierania bez żadnej szansy… niewyobrażalne cierpienie. Jej córka dała ojcu najlepszą opiekę, sama go doglądała, woziła po lekarzach, sprowadzała najlepszy sprzęt, pomagający funkcjonować mu w tym stanie. Ona nie miała roli w tej relacji, ale jednak po coś się tam znalazła. Chyba po to, aby się z nim pojednać, wybaczyć stare krzywdy. Może nie padło słowne wybaczenie, ale stali się ciepłymi, starymi znajomymi. Ona pomagała mu, jeśli miał taką potrzebę i życzenie, dotrzymywała towarzystwa, gawędzili sobie o różnych sprawach. Nie było między nimi nienawiści… już nie było. Ona czuła, że Jej towarzystwo sprawia mu przyjemność. Mieli przecież dwoje dzieci i nie zawsze było źle. Mimo tego dramatu to był piękny dla Niej czas. Ona czuła i wiedziała, że On udzielił Jej przebaczenia. Kiedy któregoś dnia, wczesnym rankiem znalazła go nieżywego, zapłakała szczerze i prawdziwie. Dziękowała mu za ten Akt Przebaczenia. Dzięki temu mogła żyć spokojnie dalej…

11. Co było dalej?
Dalej było zwykłe życie. Jej córka po śmierci ojca i pogrzebie ,popadła w depresję. W pewnym momencie za dużo piła biorąc jednocześnie antydepresanty. Ona była przerażona, znała działanie tej chemii. W domu zobaczyła patologię. Pijanych rodziców i między tym wszystkim małe dzieci… Wróciły wspomnienia Jej zmarnowanego życia. Zareagowała w obronie dzieci i trzeźwego domu. W odpowiedzi została wyzwana aż jej ciarki po plecach przeszły i wyrzucona z domu. Tak, została sama… żal jej było wnuków, ale miejsca w tym domu dla niej nie było. Zresztą, po co? Ona nie piła, a oni pili sporo. Odeszła do małego pokoiku w drugim końcu miasta. Ta sytuacja pogłębiła i tak istniejącą już przepaść. Minęło sporo czasu i ta zadra w końcu się rozmyła, poszła w niepamięć… stosunki się poprawiły, ale dawnej więzi już nie było. Przybyło wnuków. Syn się ożenił. Życie znowu popłynęło swoim spokojnym torem. Pewnego listopadowego dnia Ona poznała mężczyznę. Była czysta i wyleczona ze starych związków. Pokochali się miłością spokojną, rozważną. Poczuli się szczęśliwi. Ona i On po przejściach. Bali się kolejnych ran, ale postanowili zaryzykować… Zamieszkali razem, rodzina go zaakceptowała. Jej mężczyzna był kawalerem, pokochał więc całym sercem Jej wnuki i dzieci. Cieszył się, że może być w tej rodzinie i uczestniczyć w ich życiu. Nie chciał nikogo zastępować ani pełnić szczególnej roli… cieszył go sam fakt akceptacji. Chciał po prostu być…

12. Czy to już koniec jej kłopotów?
Wydawałoby się, że czas zrobił swoje, że rodzina okrzepła we wzajemnym szacunki i miłości, mimo tych ciężkich przejść. No bo cóż można jeszcze chcieć od życia? Wszyscy wyszli w końcu na prostą. Jej córka szczęśliwa mężatka z czwórką wspaniałych dzieciaków. Syn żonaty z jedną, cudowna córeczką….czy szczęśliwie się ożenił? Tego ona do końca nie wiedziała. Były zgrzyty między nimi dosyć ostre. Padały wyzwiska i mieszkali dłuższy czas oddzielnie. Syn się nie skarżył, a Ona nie pytała. Nie wtrącała się w ich życie. W końcu się dogadali i ponownie zeszli. Ona żyła ze swoim mężczyzną szczęśliwa i zadowolona. Każdy osiągnął swój własny spokój, podążał swoją drogą, żył swoim własnym życiem… Niby wszystko potoczyło się dobrze dla każdej ze stron… a jednak coś nie grało… Ona to wiedziała, czuła i widziała… Próbowała to znowu pozbierać do „kupki”, ale przelatywało jej to przez palce, umykało, zatrzaskiwało przed Nią drzwi…

13. Cóż takiego Ją nadal męczyło?
Męczyła ja przepaść jak powstała miedzy Nią a dziećmi. Im bardziej się starała, to ta przepaść się bardziej powiększała. Usłyszała zarzuty, że jest złą babcią, matką. Usłyszała pretensje zbudowane na bazie przeszłości i plotek usłyszanych z ust zdegenerowanego człowieka. Tym człowiekiem był jej brat… mimo upływu lat pozostał tym samym złym człowiekiem… Przestała być zapraszana do domów swoich dzieci, a jeśli już, to były to wymuszane wizyty, musiała prosić, umawiać się a pretekstem były zawsze wnuki… a ona po prostu chciała być ze swoimi bliskimi… Czasami miała odczucie, ze tylko czekano aby sobie poszła… Wiedziała, że jej dzieci lubiły alkohol, a ona niestety nie pasowała już do tego schematu od bardzo dawna. Cóż… dziś zbiera plony swojego starego życia. Odczuła ogromną bezsilność . Zrozumiała, że nie udało jej się naprawić relacji z dziećmi…że dzisiejszy rozdźwięk jest zapłatą za przeszłość. Zrobiła wiele, ale niestety jej dzieci nie zrobiły nic w kierunku, aby zrozumieć jej chorobę i jej ogromny wysiłek w to co zrobiła. Nie zaakceptowały jej jako osoby, ale zajęły się bardziej jej życiem osobistym, tym co robi i oceną tego wszystkiego. Zgubiły gdzieś po drodze Ją, jako kogoś mającego prawo do bycia sobą, mającego prawo do popełniania błędów, szukania i błądzenia. Zagubiły obraz Jej, jako kogoś walczącego o kawałek cudownego życia dla nich, przy jednoczesnym zmaganiu z ciężką chorobą. Skupiły się na Jej błędach. a nie na zwycięstwie. Przykre to, ale niestety na tu i teraz prawdziwe…

14. Może na koniec jakiś pozytyw?
Pozytyw jest taki, że Ona zna już swoją wartość i że ta wartość nie ma nic wspólnego z latami picia. Że miłość jest bezwarunkowa i te wszystkie zarzuty, którymi została obrzucona nie mają nic wspólnego z nią. Ona kocha swoje dzieci miłością bezgraniczną i nic tego nie zmieni. Kocha również siebie i nie pozwoli na złe traktowanie.
Boli ją to, że tak się zadziało, że powstała między nimi przepaść, ale nie pozwoli siebie więcej oskarżać, bo przeszłości już nie ma. Nie będzie się też narzucać ze swoją osobą, jeśli nie ma takiej woli. Odchodzi w cień ale z miłością w sercu i wiarą w przebudzenie swoich „śpiących” dzieci…

15. To już koniec?
Tak to już koniec Jej historii….. Prawie koniec….Ona jest naprawdę inna. Chciałaby aby Ją poznano na nowo. Ma w sobie tyle do oddania ludziom, do dzielenia się, morze miłości, ciepła i radości. Pisze piękne wiersze, opowiadania, ale czy ktoś to czyta? Jeśli by czytał, wiele by się o Niej dowiedział… Mimo wielu dziesiątek lat, pozostała nieśmiała i teraz często pozostaje w cieniu, bo tak już ma, bo tak lubi, co często jest mylnie postrzegane jakoby stroniła od ludzi… to w niej pozostało… być może nie chce się nikomu narzucać, a może się myli? Nie ma to w zasadzie zupełnie znaczenia. Kto kocha ten zaakceptuje… Ten Ją odnajdzie… Ten do Niej dotrze… Ona wie i czeka…
A właściwie ta historia nie ma końca… ona wciąż trwa…

23163548_10210451355342109_271683592_n

16. A może jednak kilka słów tak na koniec?
Tak, zdecydowała się dopisać kilka słów po latach na zakończenie. I też dlatego, że dalszy bieg życia może nazwać szczęśliwym. Zdecydowała również, że na tym naprawdę koniec, że już nie dopisze do tej historii ani słowa.
Ona przeczytała po latach to swoje opowiadanie o życiu i uległa refleksyjnemu nastrojowi. Czas poleczył wiele ran. Złagodził emocje, zrobił dużo miejsca na miłość. Dziś pewne rzeczy napisałaby inaczej, ale na tamten czas tak to widziała i tak czuła, tak było najprawdziwiej. Dziś dobrze rozumie, dlaczego pewne sprawy się zadziały tak a nie inaczej i jest za to wdzięczna, ponieważ były to wyjątkowe lekcje życia, trudne, ale potrzebne. Dziś dziękuje swoim dzieciom po stokroć, że były i są właśnie takie, że postępowały tak a nie inaczej. Dziś wie, że są po prostu idealne, lepszych nie mogła sobie wymarzyć do swojego życia. Dziś jest w pełni pogodzona, rozliczona z przeszłością. Dziś wreszcie wybaczyła przede wszystkim sobie. Dziś potrafi kochać całym sercem, spokojnie, bezwarunkowo, bez jakiegokolwiek osądzania, tak jak potrafi kochać tylko matka. Nie krzyczy i nie rozprawia o tej miłości ale nosi ją i pielęgnuje w sercu jak bezcenny skarb.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

86 − = 81