Ostatni pocałunek – recenzja książki „Pocałunek na pożegnanie”

Pocalunek-na-pozegnanie-72dpi-378x567Pewnego dnia Abby Gordon, archiwistka pracująca w Królewskim Instytucie Kartograficznym, znajduje fotografię na której para patrzy na siebie maślanym wzrokiem. Z pozoru niewinne zdjęcie prowadzi do sprawy sprzed lat…

Chyba się starzeję. “Pocałunek na pożegnanie” Tasmina Perry to romans, zapewne jeden z wielu podobnych. Jak się okazało, to nie przeszkadzało, by doskonale się bawić przy tej historii. Głównym plusem jest narracja – szybka, wartka akcja, bez niepotrzebnych dłużyzn. Dzięki temu czytelnik nie musi przewracać strony za stroną z uczuciem zawodu. Dzieje się i to dużo, są liczne zwroty akcji.

Kibicujemy wspomnianej wcześniej Gordon i parze, której młodość i miłość miały miejsce w 1961 roku. Lata 60′ są przedstawione zdawkowo, skupiając się na relacjach postaci. Wiemy co prawda, że panuje zimna wojna i jest duże zamieszanie, ale nie uświadczymy tu na przykład opisu mody w tamtych czasach czy dokładniejszego opisu wozów na ulicach miast. Historia niezwykła, ale czytelnik nawet nie ma czasu na myśl, że niewiarygodna. Prawdopodobnie dzięki dość jasnemu podaniu na tacy powodów, dla którego rzeczywiście mogło to wyglądać, jak opisano.

Abby z każdą stroną odkrywa coraz więcej faktów z przeszłości, jednocześnie zmagając się z problemami osobistymi. Autorka w tym ostatnim przypadku trochę bawi się czytelnikiem: a może coś z tego romansu będzie? a może to zbyt oczywiste, więc zmienimy? a może jednak inaczej?

Psychologia bohaterów nie jest może jakoś bardzo głęboko ukazana, jednak jest na tyle wiarygodnie przedstawiona, że czytelnik nie ma problemu z uwierzeniem, iż właśnie w taki sposób człowiek w danej sytuacji jest w stanie się zachować. Autorka nie rozpisuje emocji na czynniki pierwsze, ale czasami da czytelnikowi poznać, co dana postać myśli.

W „Pocałunku na pożegnanie” zawarto elementy erotyzmu – czyli seks. Nie jest go może dużo, nie jest może jakoś bardzo dokładnie zobrazowany, ale… czasami w dwóch, trzech zdaniach zawiera się znacznie więcej, niż w całym opisie aktu. I są to smaczne słowa, autorzy Greja i „After” powinni pobierać lekcje od Tasminy Perry. Aż żałowałam, że jest tak mało scen erotycznych.

Niezależnie od tego, na ile fabuła wydaje się typowa, a na ile nie, chciałabym, by czytelnicy poczuli się przynajmniej zachęceni do sięgnięcia po “Pocałunek na pożegnanie”. Bo to, co naprawdę zwala z nóg, znajduje się na końcu. Może nie jest to Nicholas Sparks, jednak moja reakcja była całkiem podobna do reakcji na finał “Jesiennej miłości”.

Tak, wzruszyłam się, rozbeczałam się na dobre i nie żałuję ani chwili spędzonej przy powieści autorstwa Tasminy Perry. Warto było przejść te 488 stron.

 

Tytuł: Pocałunek na pożegnanie
Autor: Tasmina Perry
Cykl: jednotomowa
Wydawnictwo: wydawnictwo kobiece
Data wydania: 2017
ISBN: 978-83-65506-97-9
Cena: 23,90
Ocena: 4/6

Post Author: Aleksandra Jursza

01.06.1988. Zamieszkała w Gorzowie Wielkopolskim, wykształcenie średnie. Uwielbia czytać, ma słabość do oper mydlanych pochodzenia koreańskiego oraz słodyczy. Autorka czterech powieści, właścicielka Begoodart. Spełnia się w pisaniu i rozwija swoje projekty. Ma pozytywne nastawienie do życia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.