Więcej światła – recenzja płyty „I See You” The xx

i-see-you-b-iext47180067Kiedy The xx wydali w 2009 r. swój debiutancki album, narobili sporo zamieszania. Skromni, introwertyczni wręcz Brytyjczycy, wydawali się zaprzeczeniem wszystkiego tego, co powinny reprezentować sobą sceniczne gwiazdy. Mimo to, dzisiaj są uważani  za jeden z ważniejszych zespołów alternatywnych, który z powodzeniem łączy indie, pop i elektronikę oraz wyprzedaje gigantyczne koncerty.

The xx powrócili w tym roku z kolejnym, trzecim już wydawnictwem. I See You otwiera przed zespołem zupełnie nowe muzyczne perspektywy.

Poznali się w szkole. Razem grali i dorastali, a nagły sukces nawet dla nich samych był zaskoczeniem. Niezwykle ciepłe przyjęcie krążka xx, zapewniło grupie nie tylko uznanie krytyki czy Mercury Music Price, ale przede wszystkim oddane grono fanów, oczarowanych minimalistycznymi dźwiękami i estetyką zaprojektowaną niemal wzorcowo pod Tumblra. Wielka kariera niesie jednak za sobą wielkie ryzyko i mało brakowało, a do powstania najnowszego krążka wcale by nie doszło.

Romy Madley Croft (wokal i gitara), Oliver Sim (wokal, gitara, bas) i Jamie Smith (producent) musieli uporać się z wieloma problemami, zanim udało im się zasiąść do tworzenia materiału. Konflikty, wyczerpanie trasą, nałogi i solowe projekty (Jamie xx i jego album In Colour), to tylko niektóre z przeszkód. Na szczęście londyńskie trio zakończyło chwilową separację. Po niemal 5 latach od wydania Coexist, nagrało krążek dużo bardziej świeży i dojrzały.

Na I See You składa się 10 piosenek. Już pierwszy utwór przynosi zaskoczenie. Oparte na beatach i dęciakach Dangerous, przywodzi na myśl niemal klubowe klimaty, zwłaszcza jeśli zestawi się go z niepokojącym Intro z pierwszego krążka. Atmosfera zmian wyczuwalna jest także w mocnym Say Something Loving, stworzonym na samplach Do You Feel It? Alessi Brothers. W tym kawałku głosy Romy i Olivera układają się wręcz w partie dialogowe, co zapewnia im znakomite współbrzmienie.

Utwór Lips, mimo, że wzmacniany chórkami, stanowi prawdziwy popis zdolności wokalnych Croft. Na uwagę zasługuje jeszcze przyjemne, elektroniczne A Violent Noise, podobnie jak Performance – subtelne, ale znakomicie budujące napięcie, za sprawą nastrojowej gitary.

Kolejne piosenki przynoszą już znacznie mniej emocji. Bez większej rewelacji przemija Replica, inspirowana Fleetwood Mac czy I Dare You. Na tym tle wybija się nieco singlowe On Hold oraz Brave For You – przejmujące głównie ze względu na tekst i kontekst piosenki (śmierć rodziców Romy). Drżący, łamiący się niekiedy głos wokalistki, przepełniony jest wiarygodnością, a całość rozrasta się w balladowym klimacie. Mimo to, album kończy się małym rozczarowaniem za sprawą nieciekawego Test Me.

Najnowszy album The xx zdradza dojrzałość członków zespołu w muzyce i przyjaźni. Naładowany emocjami, zapiskami osobistych przeżyć krążek, przynosi wiele nowości w postaci odważniejszych partii wokalnych i większego zróżnicowania, ale bez odcinania się od tego, co w tej grupie najlepsze – melancholii i braku przekombinowania. Jest zdecydowanie bardziej radiowo, wręcz popowo momentami, ale zachowana zostaje odpowiednia dramaturgia i kameralność. Znakomicie sprawdza się połączenie gitar i elektroniki oraz zmiana z niemal szeptanych tekstów do zgrabnie łączących się ze sobą damsko-męskich dialogów.

Z najnowszą płytą The xx wpuścili do studia chyba więcej światła. Zamienili brytyjską rezerwę oraz powściągliwość na nieco radośniejsze brzmienia. Można odnieść wrażenie, że to grupka młodych, skromnych ludzi, którzy robią to, co lubią. Zamiast wpasowywać się w trendy, tworzą własne. I See You stanowi przejaw ich rozwoju, ale rozwoju zbudowanego na tym, co zespół ma już w swoim dorobku artystycznym, a nie od niego oderwanym. Album godny polecenia i sprawdzenia, zwłaszcza, że The xx wystąpią jako headlinerzy na tegorocznym Open’er Festival.

i-see-you-b-iext47180067

 

Wykonawca: The xx

Album: I See You

Gatunek: indie/muzyka elektroniczna/muzyka alternatywna

Data wydania: 13.01.2017

Dystrybutor: Sonic Records

Ocena: 5/6

Post Author: Kinga Rosińska

Studentka i psiara. Nieustannie poszukuje piosenek, które mogłyby być soundtrackiem codzienności. Od wielu lat darzy Briana Maya nieodwzajemnioną (póki co!) miłością. Nie wie, czy istnieje życie na Marsie, dysponuje natomiast informacjami o tym, kto zabił Laurę Palmer. Chciałaby móc uczestniczyć w jak największej liczbie koncertów. I oczywiście pokoju na świecie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.