Była sobie matka – recenzja książki „Matka swojej córki”

Matka.swojej.corkiIwona Żytkowiak ma na koncie “Świat Ruty”, która to lektura średnio przypadła mi do gustu. Sięgając więc po “Matkę swojej córki” nie spodziewałam się rewelacji, nawet niespecjalnie mi się chciało brać za tę książkę. Koniec końców, nie mając nic innego na tapecie, postanowiłam powieść obczaić. Na całe szczęście.

Oj, Nino, Nino!

Autorka prowadzi narrację w swoim stylu – dzieląc książkę na dwie części. W pierwszej opowiada o Ninie, starszej już kobiecie po przejściach, która jakby na przekór wiekowi, ciągle wszystkim sprawiała problemy. W drugiej mamy tak jakby epilog całej historii, ale spisany oczami córki Niny, Joanny.

Poznajemy Ninę na łóżku szpitalnym, by zaraz dowiedzieć się, nie tylko, dlaczego znalazła się w takim dramatycznym położeniu, ale również, co ją skłoniło do picia. Właściwie to mamy odtworzenie poprzedniego dnia, z opisywaniem wspomnień, które doprowadziły bohaterkę do tego punktu. U Żytkowiak to nic nadzwyczajnego, ona po prostu ma taki styl.

Może się nie znam, ale miałam wrażenie, że autorka nie do końca potrafi się zdecydować, czy bohaterka lubi seks, czy nie. A może to kolejna oznaka zagubienia życiowego Niny? Wszak Nina zagubiła się, jak stąd do Berlina. I to było o wiele wcześniej, niż śmierć jej męża.

Przyznać jednak muszę, że Nina kojarzyła mi się z osobą bez wątpienia posiadającą zaburzenia psychiczne, coś w stylu bordeline. Tak bardzo mi się z tym fantem kojarzyła, że fabuła “Matki swojej córki” wciągnęła mnie jak bagno, nawet nie zdążyłam się obronić, a już byłam w połowie dramatu Niny. To chyba postać z krwi i kości, taką, którą chciałby mieć na koncie każdy autor.

Inna sprawa, że kompletnie nie mogłam zrozumieć Joanny. Raczej wynika to z innych doświadczeń, niż z tego, że córka Niny jest jakaś sztampowa. W zasadzie można tu zobaczyć, jak pewne, niefajne, zachowania, przenoszą się z rodzica na dziecko. Raczej nieuświadomione, lekkie współuzależnienie, na szczęście dla bohaterki nie przynoszące większych szkód.

Jeśli pani Żytkowiak chciała przedstawić “jak się rodzi alkoholizm”, to udało jej się to częściowo. Dlatego głównie, że choroba ta zaczęła Ninie towarzyszyć od dawna, właściwie niepozornie wstępując w jej życie.

W tej lekturze dostrzegłam jednak coś o wiele ciekawszego, niż studium alkoholizmu. Dostrzegłam zachowanie, które wpisałabym na listę “patologia”, a które prawdopodobnie pierwszy lepszy psycholog, czy psychiatra wpisałby na listę “przemoc emocjonalna”. Jest w tym i pewien szokujący fragment – ale nie będę spojlerować.

Było warto

Było warto? Zdecydowanie tak. “Matka swojej córki” trzyma się kupy o wiele bardziej, niż “Świat Ruty” i opis fabuły na okładce nie obiecuje gruszek na wierzbie czytelnikowi. A może to ja machnęłam ręką na “opowieść o nadziei, zrozumieniu i wybaczeniu”? Bo koniec końców dla mnie to opowieść o czymś innym – o zaburzeniach zachowania…

Matka.swojej.corkiTytuł: Matka swojej córki
Autor: Iwona Żytkowiak
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
ISBN: 978-83-8097-091-5
Liczba stron: 271
Data wydania: 2017
Cena: 32 zł
Ocena: 4/6

Poruszający portret matki widzianej oczami córki, która też jest matką…

Nina po śmierci męża zostaje sama. Dzieci usamodzielniły się, a świat zdaje się o niej zapomniał. W obronie przed samotnością wychodzi ponownie za mąż za Lucjana, mężczyznę z bagażem doświadczeń i przyzwyczajeń. Chce być tak kochana jak bohaterki filmów, nie odmawia sobie prawa do bycia kobietą. Maluje na czerwono usta, jest świadoma swego ciała, ma tęsknoty, z których nie umie, a może nie chce się wyzwolić. Czy małżeństwo jest w stanie uszczęśliwić Ninę, która marzy o wielkiej miłości?
To również opowieść o Joannie – córce, która z niechęcią patrzy na poczynania matki. Nie widzi, że bagaż życia i doświadczeń Niny jest przepełniony. Nic więc dziwnego, że stało się to, co się stało…„Matka swojej córki” – opowieść o nadziei, zrozumieniu i wybaczeniu. Dwie historie: matki i córki, Niny i Joanny. Kobiet, które nie potrafią żyć obok siebie, kobiet, które nie potrafią żyć bez siebie…161076_proszynski-logo_600

Post Author: Aleksandra Jursza

01.06.1988. Zamieszkała w Gorzowie Wielkopolskim, wykształcenie średnie. Uwielbia czytać, ma słabość do oper mydlanych pochodzenia koreańskiego oraz słodyczy. Od pięciu lat stara się realizować swoje marzenie, by zarabiać na życie pisaniem. Prowadziła portal o kulturze Debiutext, później skupiła się na prowadzeniu bloga Wszystko od nowa. Współpracowała z wydawnictwem RW2010, obecnie szuka dofinansowania na swoje projekty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.