Wszystko jest iluzją – wywiad z Jolantą Kosowską

zdjecie_okladka_2
Fot. archiwum Jolanty Kosowskiej

Bohaterka dzisiejszego wywiadu zadebiutowała w 2012 roku powieścią „Niepamięć” Od tego czasu urodzona na Opolszczyźnie lekarka swoimi kolejnymi powieściami zbiera coraz to lepsze recenzje. O najnowszej powieści „W labiryncie obłędu”, prawdziwej miłości, książkach i źródle atrakcyjności kobiet rozmawiamy z autorką Jolantą Kosowską.

Magdalena Wentrys: Co zainspirowało Panią do napisania tej książki?

Jolanta Kosowska: Powstała z przekory. Na jednym ze spotkań autorskich zarzucano mi, że bohaterowie moich powieści są zbyt idealni, za szlachetni, język, którym mówią, zbyt poprawny, za bardzo wyważony, wygładzony i łagodny. To było trochę jak rzucona pod nogi rękawica. Postanowiłam napisać coś zupełnie innego. Powstała powieść, która znacznie różni się od moich poprzednich książek. Postacie są kreowane inaczej, odmienna jest narracja, inaczej skonstruowana fabuła. Bohaterowie są kontrowersyjni, język znacznie ostrzejszy, tempo akcji szalone, a zakończenie nieprzewidywalne (taką przynajmniej mam nadzieję).

W książce przedstawiła Pani postać psychoterapeuty Wojciecha Krzewińskiego. Szczególną uwagę poświęciła Pani emocjom. Skąd czerpała Pani wiedzę na ten temat?

Z zawodu jestem lekarzem. Przed trzema laty zdobyłam uprawnienia z psychosomatyki i psychoterapii. Piszę powieści. Czasami wydaje mi się, że mam dwie jaźnie, że jest trochę tak, jakby dwie bardzo różne osoby były zamknięte w jednym ciele. Pierwsza z nich jest ograniczana przez kanony medycznej wiedzy, wepchnięta w rygory godzin przyjęć, wizyt domowych i dyżurów. Jest rozsądna i przewidywalna, profesjonalna i zapewne nudna. Druga jest wolna i niezależna, ma do dyspozycji niczym nieograniczoną wyobraźnię, nienormowany czas pracy, setki pomysłów, które kłębią się w głowie, dziesiątki uczuć, które nie dają się okiełznać. Postać psychoterapeuty Wojciecha Krzewińskiego, jego pacjenci i towarzyszące im emocje to efekt scalenia tych dwóch jaźni.

Siłą powieści są poniekąd uczucia i miłość Wojtka i Karoliny. Czy wierzy Pani w prawdziwą miłość?

Oczywiście, że wierzę w prawdziwą miłość. To chyba widać w każdej mojej książce. Dla mnie miłość jest motorem życia. Jest zaprzeczeniem egoizmu, zaborczości, walczenia za wszelką cenę o swoje, zaprzeczeniem pychy i zazdrości, to patrzenie dwojga ludzi w jedną stronę, podążanie za wspólnymi marzeniami, realizowanie wspólnych celów. Według mnie powinna być ciepła, łagodna, wieczna, dawać poczucie bezpieczeństwa, sprawiać, że życie nabiera smaku, barw i dźwięków i że tym smakiem, barwami i dźwiękiem potrafimy i chcemy się dzielić.

„W labiryncie obłędu” poznajemy dwie wyjątkowo różne kobiety. Kobietę bez granic i barier, pełną seksapilu Francescę Roni oraz zmysłową, wrażliwą artystkę Karolinę Bielawską. Pozornie są to zdecydowanie różne osobowości, jednak obie silnie przyciągają uwagę mężczyzn. Co Pani zdaniem wpływa na atrakcyjność kobiety?

Jej własne poczucie wartości. Francesca Roni i Karolina Bielawska znacznie się od siebie różnią, ale obie doskonale znają swoją wartość.

Fot. archiwum Jolanty Kosowskiej
Fot. archiwum Jolanty Kosowskiej

Jaka jest Pani ulubiona literatura i jakie trzy powieści poleciłaby Pani naszym czytelnikom?

Czytam bardzo różne książki. To kwestia chwili, nastroju, otoczenia, stopnia zmęczenia… Mam swoje ulubione, do których powracam. Mam polecić trzy książki… To niełatwe, trudno się zdecydować, ale spróbuję. Pierwsza to „Mały Książę” Antoine’a de Saint-Exupéry’ego. Przeczytałam ją już wiele razy, za każdym razem inaczej ją interpretuję i za każdym razem coraz bardziej ją kocham. Druga powieść to „Sto lat samotności” Gabriela Garcii Marqueza. Powieść ta budzi we mnie całą gamę emocji. Zachwyca, powoduje niesmak, złości i irytuje, intryguje, kusi nienazwaną nigdzie tajemnicą i zmusza do ciągłych przemyśleń. Można śmiać się, płakać i kląć. Genialne! Trzecia powieść to „Spóźnieni kochankowie” Williama Whartona. To powieść z niesamowitym przesłaniem, że w życiu nigdy na nic nie jest za późno.

Czy lubi Pani spotkania z czytelnikami?

Bardzo. Każde takie spotkanie jest inne. Każdemu towarzyszy mnóstwo emocji. Każde z nich zapadło w mojej pamięci i wzbogaciło mnie o coś. Spotkania z czytelnikami powodują, że łapię wiatr w żagle, skrzydła wyrastają mi u ramion, a klawiatura komputera kusi mocniej niż zwykle.

Jakie cechy Pani zdaniem powinna posiadać dobra powieść obyczajowa?

Współczesna powieść obyczajowa znacznie różni się od tej klasycznej, która wywodzi się z okresu pozytywizmu i była jedną z odmian powieści realistycznej. No i dobrze… Każde czasy mają swoje książki. Według mnie współczesna powieść obyczajowa powinna budzić całą gamę różnych emocji, prowokować przemyślenia, powodować, że czyta się ją kradnąc godziny snu. Powinna mieć dobrze nakreślone postacie bohaterów, ciekawą fabułę, nieoczekiwane zakończenie. Powinna być napisana tak, żeby po zamknięciu książki czytelnik zapragnął ją czytać od nowa.

Co czuła Pani biorąc do ręki swoją pierwszą książkę i kiedy pojawi się następna powieść?

Debiutowałam w 2012 roku powieścią „Niepamięć”. Przede wszystkim czułam niesamowitą radość. Coś, co było tylko marzeniem, stało się nagle rzeczywistością. Powieść, która przeleżała w szufladzie wiele miesięcy, raptem ujrzała światło dzienne. „Niepamięć” do dziś ma szczególne miejsce w moim sercu, i to z paru powodów. Po pierwsze, to był mój debiut. Choćby tylko dlatego będzie ona dla mnie już na zawsze czymś wyjątkowym. Po drugie dlatego, że bardzo lubię jej bohaterów. Nie jestem żadnym z ich, nie utożsamiam się z nimi, ale każdy z nich jest mi na swój sposób bliski. Po trzecie, że inspiracją do napisania tej powieści była pewna historia, która wydarzyła się naprawdę, i zawładnęła moim sercem. Po czwarte, ta powieść aż kipi od uczuć i emocji, a ja uważam, że świat bez uczuć i emocji jest niewiele wart. Po piąte dlatego, że akcja częściowo rozgrywa się w bardzo lubianej przeze mnie Chorwacji…

Przed paroma dniami skończyłam kolejną powieść. Jest to kontynuacja losów bohaterów powieści „W labiryncie obłędu”. Jej mottem jest cytat z poprzedniej powieści: „Patrzymy i nie widzimy rzeczywistości, tylko świat iluzji stworzony wyłącznie dla nas”. Nagle wszystko okazuje się fikcją, mistyfikacją, iluzją i grą, a prawda ma drugie, trzecie i czwarte dno… Dlatego też powieść nosi roboczy tytuł „Drugie dno”.

Z Jolantą Kosowską rozmawiała Magdalena Wentrys.

978-83-8083-282-4Wojciech Krzewiński jest wziętym psychoterapeutą. Stosuje niekonwencjonalne metody terapii, które przysparzają mu zarówno zachwyconych pacjentów, jak i zagorzałych wrogów. Pewnego dnia nieznajomy mężczyzna przekazuje mu wiadomość, że Karolina, dawna dziewczyna Wojtka, potrzebuje jego pomocy. Młoda, ale odnosząca już sukcesy malarka mieszka i pracuje od ponad roku w Toskanii, na jesieni planuje dużą wystawę we Florencji i wydaje się być ostatnią osobą, która mogłaby wymagać psychoterapii. Cała sprawa pachnie szytą grubymi nićmi mistyfikacją, mimo to Wojtek postanawia pojechać do hotelu, w którym miała się zatrzymać Karolina. Niedługo potem zaczynają mnożyć się pytania bez odpowiedzi.

Przeczytaj naszą recenzję: W LABIRYNCIE OBŁĘDU

Post Author: Magdalena Wentrys

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.