Dlaczego kieckowo mi?

Ostatni rok był dla mnie wyjątkowy z wielu względów. Jednym z nich było całkowite porzucenie spodni. Jak się okazało, miało to konsekwencje nie tylko w mojej świadomości, ale również w moim zdrowiu. Co najciekawsze, medycyna ma na to swoje wyjaśnienie, choć ja uważam, że jest to trochę ograniczony punkt widzenia.

Może jednak od początku…

Stara, rosyjska medycyna

germanic-154095_1280

Ponieważ zarówno Polacy, jak i Rosjanie mają słowiańskie korzenie i ponieważ nie da się udowodnić, że dzisiejsza uduchowiona wiedza przedstawiona na licznych rozwojowych portalach rzeczywiście jest wiedzą Słowian, uznałam, że mamy do czynienia z mądrością starej, rosyjskiej medycyny, którą obecnie się odkrywa. I rzeczywiście – wiedza o słowiańskiej duchowości płynie od Rosjan, to tam się te tematy bada. Tak czy inaczej, spuścizna przodków, a przynajmniej to, za co się ją uważa, prezentuje dwie dość ciekawe teorie.

Pierwsza z nich to tzw. moc włosów. Według tego, włosy to pewnego typu czujki, które pozwalają nam na połączenie z Wszechświatem, Górą, Bogiem czy czymkolwiek tam chcemy. Im dłuższe, tym lepiej. Jednak by właściwie służyły, muszą być odpowiednio pielęgnowane. I tu nawet nie chodzi o używanie szamponów bez SLS, a o… zakrywanie włosów – przede wszystkim u kobiet, bo mężczyźni podobno na tym tracą, gdy to robią. Tak czy siak, informacje o płci męskiej w tym zakresie są szczątkowe, jeśli w ogóle. Według słowiańskiej wiedzy (czy też rosyjskiej medycyny – jak zwał, tak zwał) – jeśli włosy nie są zaplecione w warkocz, to kobieta traci energię, a na nią wchodzą niepożądane energie, męskie. Nie musi pleść warkoczy, bo wystarczy, że zasłoni włosy jakąś chustą. W ten sposób energia z kobiety nie schodzi, nie jest podatna na dziwne wpływy innych osób. Ta teoria mnie przekonuje o tyle, że zakrycie głowy wśród płci pięknej jest tradycją zarówno w tradycji chrześcijańskiej, islamskiej, jak i również dlatego, że coś energia faktycznie w jakiś sposób jest związana z włosami.

To jednak nie miał być tekst o włosach, tylko o kieckach. I to jest właśnie druga teoria – dotycząca stroju pań. Według niej, spodnie dla kobiet są szkodliwe, bo nie pozwalają na stanie się taką kobiecością, bycie w niej. Tworzą się takie “babochłopy”, bardziej męskie, niż żeńskie… Gdyby wejść w to głębiej, to by się zobaczyło, że długość kiecek ma znaczenie, że te najdłuższe tworzą kręgi ochronne, a także: kiecki wzmacniają kobiecą energię w paniach, na skutek czego zaczynają bardziej dbać o dom, więcej tworzyć i robić inne rzeczy. Teoria ta jest na tyle fascynująca, że postanowiłam spróbować.

Spodnie w śmietniku

sundress-336590_1920

Wszystkie. Dosłownie wszystkie spodnie, pewnego dnia znalazły się w śmietniku. Większość z nich w stanie fatalnego zużycia, ale były i takie, co nadal się trzymały. To był zabieg, który pozwolił mi na całkowite porzucenie męskiego stroju. Głównie dlatego, że w szafie nie było kusicieli.

Moje zdziwienie rosło z miesiąca na miesiąc.

Przede wszystkim problem z hormonami – czyli z okresem, który był nie tylko obfity, ale odbywał się również dwa razy w miesiącu – odszedł do lamusa. Po trzech miesiącach od rozpoczęcia noszenia kiecek byłam zaskoczona, że już tylko raz w miesiącu i to coraz mniej krwawiej. Co więcej, w tym czasie nie kombinowałam z żadnymi innymi rzeczami, a więc mogłam bezproblemowo przypisać proces tej jednej rzeczy.

Jak wspomniałam, współczesna medycyna ma na to odpowiedź. Wprawdzie dotyczy to “zbyt obcisłych spodni”, to jednak odnoszę wrażenie, że dotyczy to wszystkich spodni. Otóż, zbyt obcisłe spodnie powodują, że powietrze do miejsca intymnego nie dostaje się, a to powoduje, że jest narażone na przykład na przesuszenie i ogólnie, zaczyna się coś dziać w jajnikach.

Czyli co, dawni Słowianie mieli rację? A współczesna medycyna nie wszystko mówi?

Ryba psuje się od głowy

fighting-fish-2009972_1920

W tym miejscu zaznaczam, że poniższe stwierdzenia dotyczą tylko moich osobistych poglądów, a nie tego, co Słowianie uważali. Ba, nawet nie do końca jest to związane z Totalną Biologią – nauką, która uważa, że ryba psuje się od głowy. Pokazuje ona, że to, co myślimy czy czujemy, wpływa na nasz organizm, organizm nam doskonale pokazuje to, co mamy rozwiązać. Jednak nie jest ona doskonała, dlatego pozwolę sobie przejść od razu do mojej opinii.

W każdym z nas tkwi zarówno męska i żeńska energia. W rzeczywistości jesteśmy energią, która bawi się ze sobą wzajemnie, sprawdza różne swoje przejawy. Niestety, coś dawno temu spowodowało, że mężczyźni postanowili zniewolić kobiety, więc te obecnie mają bardzo duże kompleksy i chcą walczyć z płcią męską. A to się skończy bardzo źle, co powoli zaczyna udowadniać psychologia (patrz: Guy Corneau). Tak czy inaczej, u mnie problemy z okresem skończyły się w chwili, gdy postanowiłam zaprzyjaźnić się ze swoją kobiecą stroną. Dlatego też uważam, że większość kobiet noszących spodnie i mających problemy miesiączkowe w stylu boleści czy inne sensacje, nosi je nie dlatego, że są wyzwolone, a dlatego, że są ZNIEWOLONE. One chcą być bardziej męskie od mężczyzn, kompleksy je całkiem nieźle trzymają i jest to poziom podświadomy. Jak się spojrzy na Totalną Biologię, to ona również ma taką opinię: problemy z miesiączką to problemy z akceptowaniem kobiecości. Oczywiście, dużo zależy od jednostki, bo nie zawsze sprawa jest tylko i wyłącznie z tym związana, ale głównie chodzi o to, że KOBIETA SIEBIE NIE AKCEPTUJE.

Kobiecość. Dzięki kieckom zaczęłam się z nią zaprzyjaźniać, ale zdaję sobie sprawę, że mam w tym temacie dużo do przerobienia, dlatego jeszcze przez jakiś czas będę uważać, że tak, kiecki mają wpływ na moje fizyczne zdrowie. Bo jestem przekonana, że człowiek jest w stanie osiągnąć wewnętrzną harmonię – między męską a żeńską energią – i akceptowawszy jej wszelkie przejawy, może po prostu nosić bez żadnych dziwacznych konsekwencji stroje zarówno mężczyzny, jak i kobiety. Wydaje mi się, że to zależy jest od tego, jak bardzo siebie odczuwamy i jesteśmy świadomi.

Jednak większość z nas musi się wyplątać z kompleksów, czego sobie i wszystkim paniom życzę.

Post Author: Aleksandra Jursza

01.06.1988. Zamieszkała w Gorzowie Wielkopolskim, wykształcenie średnie. Uwielbia czytać, ma słabość do oper mydlanych pochodzenia koreańskiego oraz słodyczy. Od pięciu lat stara się realizować swoje marzenie, by zarabiać na życie pisaniem. Prowadziła portal o kulturze Debiutext, później skupiła się na prowadzeniu bloga Wszystko od nowa. Współpracowała z wydawnictwem RW2010, obecnie szuka dofinansowania na swoje projekty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.