Cel jest zawsze w zasięgu ręki – recenzja filmu „Tancerka”

image005-1Jest to jeden z tych amerykańskich filmów, które mają wzmacniać wiarę w to, że jeżeli człowiek pragnie coś osiągnąć, to przy pomocy swojego talentu, pomysłowości i szaleńczej pracowitości, dojdzie do wymarzonego celu. Oczywiście pomocna dłoń przyjaciela, a jeszcze bardziej jego pieniądze, mogą w sposób istotny w tym pomóc.

„Tancerka” to film oparty na faktach, które jednak zostały w dużej mierze zmienione przez scenarzystę i reżysera. Mimo to historia, chociażby w zarysie, przybliża nam, wydawało by się, zapomnianą już tancerkę i jednocześnie wynalazczynię w dziedzinie sztuk wizualnych. Główną rolę gra piosenkarka Soko.

Akcja tego filmu jest skupiona na przedziwnych losach Loie Fuller, występującej na scenie przełomie wieku XIX i XX, ze szczególnym skoncentrowaniem się na technicznych zawiłościach jej pomysłów scenicznych. Loie nie była typową tancerką, a jej rodzina kierowała ją bardziej w stronę teatru i na nim też, już jako dziecko, Fuller stawiała pierwsze zawodowe kroki. Tancerką, tak jak sugeruje film, została przez przypadek. Jej pomysł na wcielenie się w skrzącego się kolorami motyla okazał się strzałem w dziesiątkę. Oklaskiwana na wielu scenach, szczególnie we Francji, była również autorką wielu patentów, wynalazczynią uznawaną przez wielu naukowców, w tym także przez Marię Skłodowską-Curie. O tym jednak w filmie nie znajdziemy informacji.

Mimo ogromnego rozmachu występów Loie Fuller, pięknych kostiumów czy scenerii pałaców, wciąż czegoś mi w tym obrazie brakowało. Może spowodował to fakt, że autorzy filmu pragnęli zawrzeć w nim zbyt wiele wątków naraz. Materiał, który nakręcili, a także prawdziwe losy głównej bohaterki, wystarczyłyby na co najmniej kilkuodcinkowy serial, stąd zapewne mój niedosyt.

Życie tej tancerki, a właściwie artystki, która stworzyła własną, niepowtarzalną kreację sceniczną jest warta niejednego filmu. By osiągnąć niesamowity, jak na tamte czasy, efekt wizualny, ryzykowała swoim zdrowiem. Jako jedna z pierwszych miała okazję wypróbować i wykorzystać światło elektryczne, które jeszcze nie było wszechobecne nawet na scenach największych teatrów.

Polecam ten film szczególnie miłośnikom tańca, tym bardziej, że przedstawiony jest w nim także konflikt między Loie Fuller a Isadorą Duncan. I nasuwa się tu pytanie: Kto jest prawdziwym tancerzem i czy w ogóle istnieje definicja tańca?

image005-1Tytuł: Tancerka
Reżyseria:  Stéphanie Di Giusto
Scenariusz:  Stéphanie Di Giusto
Gatunek: Dramat
Produkcja: Francja
Premiera: 23 grudnia 2016 (Polska), 13 maja 2016 (świat)
Obsada: Soko, Gaspard Ulliel, Mélanie Thierry

Kiedy Marie-Louise Fuller przyszła na świat na amerykańskiej prowincji, absolutnie nic nie wskazywało na to, że ta dziewczynka w przyszłości zostanie gwiazdą Opery Paryskiej i europejskich kabaretów czasu Belle Epoque.
Ukryta za metrami jedwabiu, z ramionami przedłużonymi o długie drewniane drążki, Loïe co wieczór elektryzowała publiczność tańcem, który nazwano serpentynowym. Fuller szybko stała się ikoną epoki, symbolem pokolenia. Jej zawoalowane ruchy sceniczne, okraszone grą świateł, miały przemożny wpływ na sztuki plastyczne i nie tylko. Do stóp tancerki padali bracia Lumière, Toulouse-Lautrec, Auguste Rodin. Wysiłek fizyczny grożący niejedną kontuzją, permanentny blask świateł szkodliwych dla oczu – nic nie było w stanie powstrzymać tancerki w bezustannym dążeniu do perfekcji. Dopiero spotkanie z młodziutką, niezwykle uzdolnioną Isadorą Duncan doprowadziło do upadku legendy…

Za recenzję dziękujemy dystrybutorowi:
solopan-jpg

Post Author: Agnieszka Korol

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.