Pokład wiary i dzieci – recenzja książki „Dziennik pokładowy”

i-dziennik-pokladowy-czyli-wielodzietnik-codzienny„Dziennik pokładowy czyli wielodzietnik codzienny” Anny Ignatowskiej był tworzony od 2010 do 2015 roku. Przez 5 lat uzbierało się 449 stron o wielodzietnej rodzinie pełnej chrześcijańskiej wiary. Notatki powstawały zarówno w telefonie, jak i na fejsie, w zależności od sytuacji. A zwrotów akcji nie brakowało…

Wpadka

Bohaterkę poznajemy w momencie przełomowym: nie dość, że zaczyna pisać dziennik, który przerodzi się w książkę, to jeszcze dowiaduje się o ciąży. Matka czterech dzieci przyjmuje wiadomość z niepewnością, a im dalej, tym… lepiej. Okazuje się, że będą bliźniaki.

Pasjonująca historia o „wpadce” i kolejne macierzyństwo… z czasem dziennik rozwija się tak, że o każdym dziecku można coś przeczytać. To dobrze.

A teraz pytanie: warto się zabrać za powieść?

RZECZ GUSTU

Tak, proszę państwa – jest to rzecz gustu. Lektura powinna przypaść przede wszystkim tym, którzy dzieci już mają, którzy dzieci lubią (nawet, jeśli ich nie mają) i wreszcie tym, którzy wierzą w Boga. Z pozoru te dwie rzeczy nie powinny ze sobą kolidować, ale… mogą. Mogą, bo autorka jest mocno wierzącą osobą, która w ten sposób wychowuje dzieci. Nie powinno to robić na mnie żadnego wrażenia, koniec końców to Polska i wreszcie – normalne prawo rodzica.

Niestety, dziennik, choć dobrze napisany, dobrze zredagowany a nawet ładnie zilustrowany rysunkami dziecka, nie trafił w mój gust. Powtarzam: w gust. Bo ogólnie to się dobrze czyta, ale może męczyć, jeśli jest się ateistą.

Wiarę w życiu Anny widać. Mnie przeszkadzało uczestniczenie w chrzcie czy bierzmowaniu, czy w nawet zwyczajnych mszach i świętach. Prawdopodobnie jest to kwestia tego, że katolicyzm, a nawet chrześcijaństwo, nie do końca dobrze mi się kojarzy, nie mam o nim zbyt dobrego zdania.

W przypadku dzieci… czasem lubię o nich czytać, zwłaszcza gdy są w tym strasznym, czyli nastoletnim, wieku. Tutaj autorka skupiła się na wychowywaniu bliźniaczek, więc niewiele o innych młodych sobie poczytałam. Też nie trafiła w mój gust, bo ja ani dzieci nie mam ani… nie przepadam za takimi maluchami.

To, po co brałaś?

Z ciekawości. Z czystej ciekawości wzięłam „Dziennik pokładowy”, bo zapowiadał się interesująco, wyczułam dobrą literaturę. I naprawdę – to da się czytać. A jeśli ktoś dodatkowo chce pomóc, to może wziąć udział w aukcji charytatywnej na rzecz samotnych matek z Łodzi – [kliknij tu].To też przeważyło o decyzji na temat tego, czy brać czy nie; warto pomagać, do czego Was zachęcam. Naprawdę myślę, że jeśli ktoś wierzący i lubiący dzieci spotka się z tą pozycją, to nie będzie rozczarowany.

Ale ja ani jednym  ani drugim nie jestem, dlatego tak krytycznie podeszłam do tej pozycji.

i-dziennik-pokladowy-czyli-wielodzietnik-codziennyTytuł: Dziennik pokładowy, czyli wielodzietnik codzienny
Autor: Anna Ignatowska
Cykl: jednotomowa
Wydawnictwo: WGW
Premiera: 2016
Liczba stron: 456
ISBN: 978-83-6535-693-2
Ocena: 4/6

Niezwykła opowieść o tym, jak można w trudnych warunkach naszego „przyjaznego inaczej” rodzinie państwa zbudować dom rodzinny przez duże „D”. Anna Ignatowska w inteligentny i dowcipny sposób zdaje relację z własnego codziennego życia rodzinnego, które chwilami wymaga odwagi i czujności jak na placu boju (bo przecież nigdy nie wiadomo, które z szóstki dzieci kiedy i z czym wystrzeli).

„Dziennik pokładowy, czyli wielodzietnik codzienny” to historia o tym, „co się dzieje, kiedy Bóg zaproszony do rodziny buduje razem z nią”. Idealna lektura dla każdego, komu się wydaje, że ma mało wolnego czasu i jest człowiekiem niezwykłym – z recenzji Katarzyny Mossór

logo

 

Post Author: Aleksandra Jursza

01.06.1988. Zamieszkała w Gorzowie Wielkopolskim, wykształcenie średnie. Uwielbia czytać, ma słabość do oper mydlanych pochodzenia koreańskiego oraz słodyczy. Od pięciu lat stara się realizować swoje marzenie, by zarabiać na życie pisaniem. Prowadziła portal o kulturze Debiutext, później skupiła się na prowadzeniu bloga Wszystko od nowa. Współpracowała z wydawnictwem RW2010, obecnie szuka dofinansowania na swoje projekty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.