Kukułcze Jajo – rozdział XXX ” Alicja”

Ostatnie dni upłynęły mi na gorączkowych przygotowaniach do TEJ nocy. W tą sylwestrową noc, miały się zderzyć z sobą moje dwa światy. Ten miniony – Konstancin, oraz ten obecny – Warszawa. Ciekawa byłam, jak to wszystko się poukłada. Czy moi znajomi, oraz przyjaciele z tych dwóch różnych światów, odnajdą ze sobą wspólny język, czy skończy się to na przysłowiowym mordobiciu? Dzieliło ich dosłownie wszystko, a łączyło, tylko jedno – ja.

Z jednej strony cieszyłam się na to spotkanie, z drugiej strony, gdzieś pod skóra mościł się we mnie lęk. Wanda z Krzysiem zjawili się u mnie na dzień przed Sylwestrem. Tomasz, miał dojechać następnego dnia. W sumie z Warszawy miało się zjawić dwanaście osób. Z Konstancina miało ich być ośmioro. Krzysio i Wanda zamieszkali w moim starym pokoju. Ja swoje miejsce znalazłam w babcinej sypialni. Nic nie wyglądało tutaj, jak tego ranka, gdy ona odeszła. Ojciec i Tymon zadbali, aby pozbyć się z tego pokoju jej bolesnej wciąż obecności. Ale jej nieobecność kuła mocniej w serce, aniżeli jej graty upchane po piwnicy w pudłach. Biel na ścianach sprawiała, że ten pokój wydawał się taki obcy. Jeszcze kilka tygodni temu, oko cieszyły fiołkowe ściany przełamane delikatnym różem. Taka właśnie była ona. Pełna kolorów, które z sobą kontrastowały lub uzupełniały się. Wszystko tutaj było takie sterylne. Nawet ściany zostały idealnie wygładzone i pod opuszkami palcu nie wyczuwało się tej szorstkości, co kiedyś. Gdy zamykałam powieki i mocny łapałam wdech w płuca. Czułam jej zapach. Albo chciałam wierzyć, że właśnie to ją wyczuwam tutaj, a nie obecność Pani Konarskiej, która przez ostatnie dni gościła się w tym pokoju.

Wspólny dzień z Krzysiem i Wandą upłynął nam na zwiedzaniu okolicy. Poznali też moją starą paczkę przyjaciół, która postanowiła nam towarzyszyć. O dziwo, wszyscy dogadywali się świetnie, jakby znali się od lat.

– Fajny ten Krzysio – rzekł Adam Sołtysik, mój kolega ze szkolnej ławy, gdy przystanęłam na chwilę zawiązać buta.
– Tak. Krzysztof jest naprawdę super. – odpowiedziałam. – Myślę, że wszystkim się dogadacie.
– Też tak myślę – powiedział Adam.

Dołączyliśmy zaraz do reszty towarzystwa.

Wieczorem wszyscy mieliśmy się spotkać u mnie. Dziewczyny miały przygotowywać jedzenie na imprezę, a chłopaki mieli zadbać o napoje, muzykę i wystrój. Adam przyniósł z sobą kilka zgrzewek piwa i rozdał między innych chłopców. My, w tym czasie siedziałyśmy w kuchni i kroiłyśmy składniki na sałatkę. Wanda tak samo, jak Krzysio szybko została zaakceptowana przez resztę towarzystwa. Chłopcy przez dłuższy czas poza piciem piwa i głośnymi rozmowami o pierdołach, nie robili nic. Do czasu, aż do akcji wkroczyła Wanda i porozstawiała ich po kontach. Czym zyskała uznanie w oczach dziewczyn, a respekt u chłopaków.

Pracowali w takiej ciszy, że nie było słychać nawet ich oddechu. Już po chwili pięć paczek balonów była nadmuchana, a Krzysio, jako najwyższy z męskiego grona wieszał je przy suficie. My, w kuchni po cichutko chichotałyśmy, że z tych naszych panów, tak łatwo zrobić pantoflarzy. Wystarczy poprosić o to, tylko Wandzie i jest zaraz po sprawie.

Tęskniłam za Tomkiem. Żałując, że tej nocy nie wtulę się w niego i w tej pozycji po prostu nie zasnę. Czekałam, aż jutro przyjedzie. Na samo wspomnie nie oni, serce przyspieszało swój bieg. Byłam zakochana. I jutro wszyscy mieli to zobaczyć.

– Wandziu, czy Ala zdecydowała się jutro przyjechać? – zapytałam, gdy zostaliśmy wreszcie we trójkę.
– Mówiła, że nie ma nastroju. Że pewnie tu będą same pary i będzie czuła się źle.
– Hmm – zamyśliłam się. – Tutaj nie można czuć się źle. – powiedziałam.
– Tak, my to wiemy. Tylko wiesz, jaka jest Gozdawa – wtrącił się do rozmowy Krzysztof.
– Tak. Wiem. Jest nieszczęśliwa – powiedziałam cicho pod nosem.

Gdy wszyscy rozeszliśmy się do swoich sypialni. Wystukałam na swoim smartfonie numer do Alicji. Odebrała od razu. Nie kazała mi czekać.

– Co słychać Jagodo? – zapytała niskim, ściszonym głosem.
-Alu musisz tu przyjechać. Nie wyobrażam sobie, tej nocy bez Ciebie. – powiedziałam szybko.
-Jagoda. Dziękuję za zaproszenie, ale nie mogę przyjechać.
-Dlaczego? – zapytałam.
– Nie byłam dla Ciebie miła.
– Alu! Ja tak na to nie patrze. Nasza relacja po prostu jest bardziej wyjątkowa, aniżeli z innymi uczniami naszej klasy. Poza tym tą sylwestrową noc, należy spędzić w gronie ludzi, których się kocha, lubi i szanuję. I jak Cię lubię, kocham na swój sposób a przede wszystkim szanuję. Dlatego, tak bardzo pragnę, abyś jutro tu przyjechała. Aluś musisz tu być. Od tego mam się znajomych, aby z nimi przywitać Nowy Rok. Nikt tą noc nie powinien spędzać sam. Nie można w samotności wejść szczęśliwie w nowy rok, który ma być zdecydowanie lepszy od swojego poprzednika. Prawda Alu?
– Prawda- powiedziała cichutko.
– Aluś będziesz jutro? – zapytałam mając nadzieję, że mi nie odmówi. Długo nie mówiła nic. Słyszałam tylko jej oddech w słuchawce. Był spokojny. Dobrze wróżył. Nie gasił płomienia nadziei, podsycał go. Czas stał w miejscu, a ona nie mówiła nic. – Aluś skarbie! Przyjedziesz? – zapytałam ponownie.
– Przyjadę i to będzie nasz nowy początek – powiedziała i odłożyła słuchawkę.

Post Author: Magdalena Dziedzic

Zimna staurnowa Pani. Matka swojej córki oraz córka swojej matki. Fanka gumowego krążka oraz wypełnionych kibicami trybun. Lubi czarny kolor, zwłaszcza w poczuciu humoru. Kocha Baczyńskiego oraz Hłaskę. Zasypia słuchając jazzującego Komedę. Lubi czarno-białe stare filmy oraz wszystko co stworzył: Stanley Kubrick, Pablo Almodovar,Woody Allen, Quentin Tarantino... Fascynuje ją Polska za czasów Piastów z Świętosławą Sygrydą na czele oraz Powstanie Warszawskie. Mało śpi, mało mówi,dużo obserwuje. Lubi nocą patrzeć na gwiazdy a w dzień po prostu patrzeć: na drzewa, chmury, ludzi... Jej życiowe motto to fragment z wiersza Baczyńskiego pt. Świat Sen: " ...tonąc po brzegi spojrzenia w rzeczywistość..." niezmiennie od lat w tych spojrzeniach tonie, bo zwyczajnie to prostu lubi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.