Nie z tego świata – recenzja „Rosetty” Vangelisa

rosetta-pl-u-iext4453671730 sierpnia bieżącego roku Rosetta w sposób kontrolowany uderzyła w kometę. Sonda wykonała ostatnie zdjęcie i tym samym pomyślnie zakończyła kilkuletnią misję. Czy można wybrać bardziej spektakularne wydarzenie na dzień premiery swojej płyty? Chyba nie i siedemdziesięciotrzyletni mistrz muzyki elektronicznej najwyraźniej dobrze o tym wiedział, bo wydanie najnowszego albumu połączył z tymi niezwykłymi okolicznościami.

Vangelis, bo oczywiście o nim mowa, to niekwestionowana ikona gatunku i gwarancja jakości. Jest on odpowiedzialny m.in. za muzykę do filmu 1492. Wyprawa do raju, Alexander, czy Rydwany ognia. Za te ostanie, został zresztą nagrodzony Oscarem. Tworzone przez niego utwory nie tylko odniosły komercyjny sukces, ale również zyskały miano kultowych. Muzyczne motywy tego multiinstrumentalisty i samouka, zostały wykorzystane chociażby podczas ceremonii wręczenia medali na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie w 2012 r., czy w popularnej serii rewelacyjnych dokumentów Carla Sagana.

To, co ciekawe w przypadku Vangelisa, to że nie sposób nawet wymienić całości jego dyskografii i osiągnięć kompozycyjnych – tak bogate są to zbiory. Dodatkowo, jeśli wierzyć plotkom, wirtuoz ma jeszcze w zanadrzu ogrom materiału, który nigdy nie ujrzał światła dziennego. Wszystko to dzięki, osławionej już,  metodzie nagrywania w samym momencie komponowania, bez nanoszenia późniejszych poprawek. To jednak legendy, którymi zwykły obrastać talenty tej rangi. To, co wiemy na pewno to fakt, że Ewangelos Odiseas Papatanasiu ma się dobre, i że wraz z Rosettą powraca do kosmicznej tematyki.

Vangelis nie pierwszy raz daje upust swoim fascynacjom wszechświatem – traktowały już bowiem o nim Albedo 0.39 i Mythodea (muzyczny motyw marsjańskich przedsięwzięć NASA). Inspiracją do skomponowania najnowszego albumu stała się misja Europejskiej Agencji Kosmicznej. Wysłana przez organizację sonda, miała za zadanie wejść na orbitę wokół jądra komety 67P/Czuriumow-Gierasimienko, celem osadzenia na niej lądownika. To, co nam wydawać może się jedynie naukową ciekawostką, dla Vangelisa stanowiło pretekst do nowego wydawnictwa.

Rosettę można poniekąd nazwać kompozycyjnym powrotem na stare śmieci, bo syntezatorowe brzmienia przywodzą na myśl to, co z twórczości Vangelisa, znamy już z lat 70. i 80. Nie ma chórów ani orkiestry, jest za to ogromne bogactwo dźwięków, niebywały klimat, rozmach i potęga. Muzyka tego gatunku to czyste operowanie na emocjach, a tych kompozytor ofiaruje nam cały wachlarz – od ekscytacji poprzez przedziwne wyczekiwanie, aż po niepokój, sięgający momentami grozy. Atmosferę mistycyzmu i uczestniczenia w czymś wyjątkowym udaje mu utrzymać się od początku do końca, co dowodzi tylko kunsztu Vangelisa w zakresie budowania nastroju.

Mimo, że album podzielony jest na poszczególne utwory, to jednak nie wyobrażam sobie słuchania go w sposób fragmentaryczny. Rosettę można by tutaj przyrównać do opowieści, która choć składa się z rozdziałów, to dopiero „pochłaniana” w całości, zapewnia pełen wymiar wrażeń i oddaje klimat. W tym przypadku, kolejne kompozycje odzwierciedlają kolejne fazy kosmicznej wyprawy. Pojawia się zatem podniosłe intro w postaci Origins (Arrival), które ustępuje na zmianę to subtelnym tonom i ciepłym brzmieniom, to zaś pulsującym i pełnym napięcia, elektronicznym syntezom. Na szczególną uwagę zasługują tutaj: przenoszące nas w inny wymiar Starstuff, monumentalne Exo-Genesis czy sięgające może i patetyzmu, ale jakże przejmujące Rosetta.

To, co osobiście cenię sobie w tym albumie, to fakt, że powstał on z czystej pasji, a nie na zamówienie kolejnego przyjaciela-reżysera, którego koniecznie trzeba wspomóc silną ścieżką dźwiękową. Wydaje się to szczególnie istotne, jeśli weźmie się pod uwagę krążące tu i ówdzie opinie, że Vangelis od lat nie wydał niczego sensownego. I choć uważam, że ów twórca należy do tego zaszczytnego grona ludzi, którzy już nikomu nie muszą udowadniać swojej wielkości, to jednak z satysfakcją stwierdzam, że już im ten starszy pan pokazał, jak się robi muzykę.

Rosetta to w moim przekonaniu krążek wyjątkowy, nie tylko dlatego, że wydany w tak ważnym dla naukowego światka momencie. Album ten pełen jest bogatych kompozycji. Co trzeba przyznać twórcy – mniej lub bardziej świadomie, stworzył on wydawnictwo, które brzmi jak soundtrack filmowy i z pewnością świetnie sprawdziłoby się w zestawieniu z obrazami. Wychodzi więc na to, że misja Rosetta, zakończyła się powodzeniem nie tylko w przypadku Europejskiej Agencji Kosmicznej, ale również u Vangelisa – z tą przewagą muzyka, że jego Rosetta, trwać będzie jeszcze długo.

 

Wykonawca: Vangelis
Album: Rosetta
Gatunek: muzyka elektroniczna
rosetta-pl-u-iext44536717
Data premiery: 23.09.2016
Dystrybutor: Universal Music Polska
Cena: 54.99 zł
Ocena: 5/6

empik.com_logo_pop2

Post Author: Kinga Rosińska

Studentka i psiara. Nieustannie poszukuje piosenek, które mogłyby być soundtrackiem codzienności. Od wielu lat darzy Briana Maya nieodwzajemnioną (póki co!) miłością. Nie wie, czy istnieje życie na Marsie, dysponuje natomiast informacjami o tym, kto zabił Laurę Palmer. Chciałaby móc uczestniczyć w jak największej liczbie koncertów. I oczywiście pokoju na świecie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.