Kukułcze Jajo – Rozdział XXIX ” Przyjaciółki”

girls-1209321_640Święta, Święta i po świętach. – pomyślałam, gdy ojciec, Lara i Moritz ładowali się do taksówki wiozącej ich na lotnisko. Pani Jadwiga też była gotowa. Myślę, że ta sentymentalna podróż do tego miejsca, przyniosła jej pewnego rodzaju ulgę. Ulgę, na którą nie mogła zdobyć się przez ostatnie czterdzieści lat. Po wczorajszej wzruszającej przemowie, wzięła Tymona na spacer. Ich kroki powiodły ich na cmentarz. Bez trudu odnalazła tam grób swojego ukochanego. Znajduję się on niedaleko grobu dziadka Stanisława. Tak stwierdził Tymon, przy wieczornej herbacie, gdy pani Konarska znowu zaczęła wspominać przeszłość. Oczy jej błyszczały, jak gwiazdy na niebie. Ból mieszał się ze szczęściem. Dzięki Bogu tego drugiego na tą chwilę było więcej.

Tymon kończył ładować torby do bagażnika samochodu. Pani Jadwiga ściskała mnie mocno w swoich ramionach. Jak u babci – pomyślałam.

– Siostra, tylko masz być grzeczna – powiedział. – I nie rozwalcie nam chaty – dodał wesołym tonem.
– Jagódka jest bardzo odpowiedzialną osobą – pani Jadwiga stanęła w mojej obronie. – Jedźmy już. – dodała.

Wsiedli do samochodu. Pani Jadwiga machała przez szybę samochodu do mnie. Odjechali. Stałam sama na podwórku. Spoglądałam na dom, który po tych świętach nieoficjalnie należał do mnie. W styczniu, gdy będę pełnoletnia zostanie on mi oficjalnie ofiarowany. Dziś stałam przed nim, i po raz pierwszy w życiu patrzyłam na niego inaczej. Już nie był moją bolesną przeszłością, a przyszłością, którą miałam zamiar zbudować na fundamencie błogiego szczęścia. Oczami wyobrażałam sobie siebie i Tomasza, jak mieszkamy w nim tacy szczęśliwi, że tego szczęścia zazdrości nam cały świat.

– Hej Jagoda – usłyszałam za plecami głos mojej przyjaciółki Magdy. Stała razem z Klaudią. Po chwili rzuciłyśmy się sobie na szyję. Ciesząc się, że znowu możemy być razem. Zaprosiłam je do środka. Siedziałyśmy na podłodze, tuż obok choinki. Popijałyśmy gorącą czekoladę. Miałyśmy sobie tyle do opowiedzenia. One opowiadały mi o tym, jak mija czas w Konstancinie, gdy mnie w nim nie ma. Ja opowiedziałam im o życiu w stolicy. O psychopacie w szarej, dresowej bluzie, o szkole, moich nowych znajomych, a przede wszystkim o Tomaszu. Mówiłam o nim dużo i z wypiekami na twarzy. Czułam jak od szybko bijącego serca, moja koszulka porusza się.

– Jagódko! Jak ja Ci zazdroszczę – rozmarzyła się Klaudia. – Te nasze miejscowe chłopaki to takie gbury, i prostaki. – dodała smutno. – Ty wiesz, że Kozłowski umówił się ze mną do kina, a potem zwyczajnie, jak gdyby nigdy nic następnego dnia poszedł na seans z inną? Wiesz, jak to bolało?
– Domyślam się.
– Nie. Nie domyślasz się. Wyobrażenia nawet nie masz.
– Chyba Klauduś masz rację. Przykro mi, że to Cię spotkało. Nie zasłużyłaś na to. Zwłaszcza, że już od przedszkola się w nim kochasz.
– Kochałam się. Po tej naszej randce, ta miłość już mi przeszła – powiedziała.
– Nie słuchaj jej. Bredzi. – wtrąciła się Magda. – Kocha go, kocha. A on kocha ją. Tylko ta miłość taka niedojrzała jeszcze. Jedno o drugie zazdrosne. I to jak zazdrosne. Obrażają się na siebie, usuwają ze znajomych z fejsa. Numery telefonów kasują. Normalnie jak dzieci.

– Magda, przecież my mamy tylko po 17 lat. My jesteśmy dziećmi – stanęłam w obronie Klaudii, bo jej mina zdradzała, że słowa Magdy sprawiły jej przykrość.
– Ja się dziwie Klaudii, powinna być bardziej rozsądna – powiedziała Magda. – Zawsze była z nas najrozsądniejsza.

Fakt, Klaudia taka była. Zawsze ciut poważna jak na swój wiek. Bardziej rozsądna niż my. Często jej rozwaga, chroniła nas przed dokonanymi głupotami a przede wszystkim przed laniem. Ponieważ nasze pomysły były albo niebezpieczne, ewentualnie nielegalne, co okazywało się dużo później, jak dochodziło do mniejszych lub większych tragedii. Wtedy każda z nas dostawała karę, którą był brak wzajemnego kontaktu między sobą. Niektóre dostawały lanie od ojców skórzanym paskiem, a niektóre z nas, a dokładniej ja – dostawałam lanie kuchenną ścierką w czerwoną kratkę, która nadal wisiała w kuchni przewieszona przez rączkę od piekarnika. Kochana Babcia. Pomyślałam. Jak trzeba było przytulić, to przytulała. A jak trzeba było przypierdzielić, to, robiła to bez mrugnięcia okiem. Jakby nie była babcią, a bezdusznym katem. I chyba właśnie dlatego, zostałam jej kukułczym jajem. Ona jedyna potrafiła nad naszą rodziną zapanować. Ustawić wszystkich do pionu, rozwiązać każdy problem, wszystkiemu zaradzić. Tyle siły było w tej niskiej, zgarbionej kobiecie. Gdyby żyła, na pewno umiałaby zaradzić w sprawie Klaudii i Maćka Kozłowskiego.

– Jagoda – powiedziała Magda i wyrwało mnie to z chwilowego zamyślenia.
– Tak Madziu? – zapytałam.
– Czy ty zostajesz tutaj już na zawsze.
– Nie. Po nowym roku wracam do Warszawy.
– O nie.- Usłyszałam jęk niezadowolenia z ust obu dziewczyn.
– Nie smutajcie się kochane. Jest i dobra wiadomość.
– Tak? Jaka? Mów szybko – tonem prawie rozkazującym powiedziała Klaudia.
– Kochane! Zbierajcie ekipę. Organizujemy u mnie Sylwestra.
– Super! – zaświeciły się oczy Magdy.
– Też tak myślę – dodała Klaudyna.
– A wiecie co jest w tym najfajniejsze?
– Co? – zapytały zaciekawione.
– Tomasz też na nim będzie.

Post Author: Magdalena Dziedzic

Zimna staurnowa Pani. Matka swojej córki oraz córka swojej matki. Fanka gumowego krążka oraz wypełnionych kibicami trybun. Lubi czarny kolor, zwłaszcza w poczuciu humoru. Kocha Baczyńskiego oraz Hłaskę. Zasypia słuchając jazzującego Komedę. Lubi czarno-białe stare filmy oraz wszystko co stworzył: Stanley Kubrick, Pablo Almodovar,Woody Allen, Quentin Tarantino... Fascynuje ją Polska za czasów Piastów z Świętosławą Sygrydą na czele oraz Powstanie Warszawskie. Mało śpi, mało mówi,dużo obserwuje. Lubi nocą patrzeć na gwiazdy a w dzień po prostu patrzeć: na drzewa, chmury, ludzi... Jej życiowe motto to fragment z wiersza Baczyńskiego pt. Świat Sen: " ...tonąc po brzegi spojrzenia w rzeczywistość..." niezmiennie od lat w tych spojrzeniach tonie, bo zwyczajnie to prostu lubi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.