Lot do wolności – Aleksandra Jursza

hair-1836368_640Emilii, tacie, macosze, Bandowskiej.

Nareszcie jestem wolny.

Muad’dib, Diuna t.3, Frank Herbert

Zapamiętali ją jako milczącą kobietę w długich, ciemnych włosach i brązowych oczach. Zwykle nosiła szare swetry i spodnie. Nie rzucała się w oczy. Siadała na uboczu stołówki i patrzyła przed siebie. Co widziała w oknie bardzo zasłoniętym żółtą firanką albo w czarnym, kwadratowym pudle służącym za telewizor? Nikt nie wie. Niektórzy zauważyli, że jest bez uśmiechu, a w spojrzeniu kryje się ból. Działo się coś z jej ciałem?

Wtedy miała bandaż na brzuchu i parę opatrunków na rękach – mówi Kasia, jej współlokatorka z trzyosobowego pokoju Ale jak się to zagoiło, ona nadal nie była w stanie wypowiedzieć słowa. Nic o niej nie wiedziałyśmy. No, może oprócz tego, że bywało, iż ktoś ją bił. Znaczy się, w nocy miała takie koszmary, że wszystkich budziła krzykami. Pielęgniarki szprycowały ją lekami nasennymi.

– Tak, Dominika miała ciężkie noce – stwierdza przełożona sióstr na Oddziale Psychiatrycznym Żeńskim XAB – Żal nam było tej dziewczyny. Nie dość, że budziła się przerażona, to jeszcze ludzie, których budziła, potem wieszali na niej psy. Nikt jej nie lubił, każdy zostawiał samą sobie. Była bardzo samotna. Czasem się do nas odzywała… pytała, co na obiad albo jakie mamy plany na wieczór.

Na pierwszy spacer wyszła po tygodniu. Poszła z grupą do sklepu, gdzie kupiła batona i zeszyt z długopisem. Przecież, kiedy trafiła na oddział to niczego nie miała, nawet mydła.

– Tak zawsze jest mówi jedna z oddziałowych, Ilona  – tu trafiają ciężkie przypadki, większość pacjentów jest po próbach samobójczych. Trafiają więc z niczym, ale radzą sobie. Szpital podrzuci piżamę, a reszta dziewczyn pożyczy mydło, papier toaletowy i inne rzeczy. Tak sobie radzą, handlem wymiennym.

– Nie macie papieru? – pytam.

– Nie mamy, bo nas na to nie stać. Rolki schodzą zbyt szybko. Poza tym one tu siedzą cały czas i nie mają, co robić. Papier to jakieś urozmaicenie.

Miałam dużo szczęścia – napisała Dominika podczas pierwszego dnia z długopisem – Tak mi powiedzieli. Chciałam ich wtedy wyśmiać, ale… nie potrafiłam. Czym innym jest oglądać, a czym innym jest przeżywać czarny humor. Miałam dużo szczęścia. Nienawidzę tego. Przecież to śmieszne. Chciałam nie żyć i żyję. Powinno mnie nie być, więc gdzie jest to cholerne szczęście?! Całe życie mnie omija!

Był 2 grudnia, kiedy ją przywieźli. Spokojna, cicha. Lekarze stwierdzili, że umysł miała wówczas jasny.

Generalnie była świadoma tego, co robiła – mówi psychiatra pomocniczy, który przeprowadził z nią wywiad tamtego dnia – zaczęła od tego, by dać swojej rodzinie ostrzeżenie: jestem nieszczęśliwa, chcę ze sobą skończyć. Sięgała później po coraz drastyczniejsze metody, ale nikogo to już nie obchodziło.  Zabiłaby się w końcu.

To nie była jej pierwsza próba samobójcza? – chcę wiedzieć.

Była, ale znalazła się w tak silnym stanie, że w końcu postanowiła to zrobić raz a dobrze. Do skutku.

Co popycha dorosłych ludzi do samozagłady?

– Przyczyny są różne – twierdzi Lidia Kamińska, doktor psychologii UMK – Najczęściej są to długi lub rozpad związku. Oczywiście, są i inne powody. Ogólnie chodzi o to, że w takich chwilach człowiek czuje się zaszczuty. Jest w sytuacji bez wyjścia.

A ona? Co ją dotknęło? Miała przecież 20 lat i studiowała. Rozpacz niewidzialna, a rozkład życia ukryty.

A moje życie się rozkłada. Pomalutku, powolutku. I kiedy dojdę do finału, będę szczęśliwa! Wolna!

– Przecież musieliście jej dawać antydepresanty – mówię do prowadzącego ją psychiatry, który chce pozostać anonimowy.

– Dawaliśmy jej najsilniejszą dawkę – odparł – Twierdziła, że myśli samobójcze minęły, a samobójstwo to głupota. Potem zrodziło się podejrzenie, że nie połyka kapsułek albo, że prowokuje wymioty. Niestety, pielęgniarka bardzo dobrze jej pilnowała, więc nie byliśmy w stanie określić, czemu leki nie skutkują. W końcu zaczęły działać, a my odetchnęliśmy z ulgą… daliśmy się nabrać.

A choćby mi dali tysiaka, nie powiem im, jak ja ich oszukuję. Tu też nie, ktoś może zakapować. Zresztą, z prochami czy bez, to jest to samo dno. Mojego problemu one nie rozwiążą, a lekarze gówno wiedzą, by mi pomogli. Próbowałam wszystkiego! Nie dało się! Po prostu się nie da!

Jej rodzice nie chcą rozmawiać. Zamykają się szczelnie w domu, ignorują wszelkie próby nawiązania kontaktu.

– Jej rodzice? Lokalne szychy – mówi sąsiadka, siedząc na parkowej ławce – Tata adwokat, matka lekarka. Dominika była ich oczkiem w głowie, jedynym dzieckiem. To była dobra rodzina. Pomagali biednym, nie kłócili się, nawet nie pili.

Jednym słowem: ideał. Dlaczego więc dziewczyna z dobrego domu chciała ze sobą skończyć? Schizofrenii i rozdwojenia jaźni nie stwierdzono. Diagnoza mówiła o ostrej depresji.

Pierwsze jej oznaki zauważyła polonistka z jej gimnazjum:

Gdybym wiedziała… to były czasy, gdy śmiano się z nastoletniej depresji i często ją ignorowano. Gdybym wtedy wiedziała, jakoś zareagowała… może Dominika by teraz żyła?

Chodząc tutejszymi ulicami, odnosi się wrażenie, że całe miasto ma wyrzuty sumienia z powodu śmierci dwudziestolatki. W kościele, co rusz, ktoś zamawia za nią mszę, przy krzyżu stoi zdjęcie z kwiatkami, a mieszkańcy chodzą przygnębieni, jakby z żalem. Nawet w niektórych szkołach dyrektorzy ogłaszają apele! A gazety? Milczą.

– Obawiają się efektu Wertera. Wszyscy wiedzą, co się stało, ale każdy się boi o tym mówić – tłumaczy Lena, przyjaciółka nieboszczki. Jej różowe włosy są spięte w kok. Ma na sobie mroczne i ciężkie ubranie. Była chyba osobą najczęściej odwiedzającą pacjentkę.

– Miała dobrych rodziców? – pytam.

Milczenie. Jej znaczące spojrzenie daje mi już pewną odpowiedź.

– Ja pani powiem – zgadza się po chwili ale u siebie. Nie chcę, by ludzie siali ploty. Poza tym, to i tak jej już nie uratuje.

Znały się od gimnazjum. Połączyła ich wspólna pasja do czytania. Potem, w liceum, zaczęły chodzić do barów na piwo.

– Nie upijała się – mówi – Dobrze się uczyła, chciała wyjechać do Lublina na studia.

Wchodzimy do mieszkania. W różowym salonie, zupełnie nie pasującym do jej wyglądu, częstuje mnie kawą i ciastkami.

– A jej rodzice nie są funta kłaków warci. Chcą uchodzić za anioły, a są zwykłymi bydlakami! – denerwuje się, mocno gestykuluje i niemal krzyczy – To, co oni jej robili, to do Strasburga za łamanie praw człowieka można donieść!

– Znęcali się nad nią?

– Psychicznie i fizycznie.

– I nikt tego nie zauważył?

– Nosiła długie bluzy i spodnie, makijaż umiała tak nałożyć, żeby nikt nie mógł zauważyć sińców pod oczami. W razie czego jej matka wypisywała jakieś zwolnienie do szkoły.

– Była spokojna, cicha i zamknięta w sobie… – opowiada wychowawca z podstawówki, pan Waldemar Ale zawsze nosiła długie rzeczy, nawet jak słońce prażyło. Rodzice twierdzili, że mała się wstydzi pozostałości po ospie i jeszcze jakiejś chorobie skóry, ale nazwa mi wyleciała z głowy. Nie mieliśmy powodu im nie wierzyć.

Ale czy ją bili? Czy komukolwiek o tym mówiła, gdzieś zapisywała?

Mnie mówiła  – stoi twardo przy swoim Lena – I pisała pamiętniki.

Rzuca na stół trzy dzienniki. W późniejszych aktach śledztwa są ich zdjęcia. Grafolog policyjny potwierdził ich autorstwo.

– To wszystko mi pokazywała, bo chciała, by ktoś wiedział. Chciała mieć czyjeś wsparcie.

– Nie mówiła innym?

– Najpierw ją zlewali, potem się bała.

– A coś próbowała paplać o awanturach – mówi Kazimierz i macha ręką – Ale w takiej rodzinie awantury?

Nikt z sąsiadów nie potwierdza tej wersji historii. Wracam do psychiatry.

– Urojenia? – dziwi się – A w życiu. Nasz personel jednoznacznie stwierdził, że dziewczyna miała wszelkie możliwe obrażenia, które mogły być wynikiem różnych pobić i złamań. Nawet czerwone pręgi, co chyba normalne nie jest. Dużo tego było. Niemożliwe, by sama to sobie robiła.

Czyżby temat tabu?

– Nie wtrącamy się do innych – mówi pani Jasia, sprzątaczka osiedlowa  – Sprawy rodzinne muszą pozostać w rodzinie.

Nikt mi nie wierzy. Krzyczę, a oni to ignorują. Dlaczego? Co ja im takiego zrobiłam? Inni z klasy dostają jakieś symboliczne zapomogi. Ja nie. Bo moja rodzina jest zbyt zamożna?

Te myśli przewijają się przez jej wszystkie zeszyty. Z czasem zaczęły zajmować coraz mniej miejsca. Gorycz przekazywała w innej formie.

Hej, wietrze
Tylko ty śnisz o mnie
Ale nie słyszysz a mówisz
Nikt tego nie robi
Mimo to
Głaskasz moje obiciem szeptem pociechy

Dużo pisała i czytała. W liceum postanowiła, że pójdzie na filologię polską.

– Rodzice dali jej ultimatum: albo idzie na prawo lub medycynę, albo sama ma zarobić na swoje utrzymanie – mówi ze złością przyjaciółka – Wybrała polonistykę, ale zaoczną.

Ciężkie westchnięcie:

– Załamała się. Nie dawała rady godzić nauki z pracą.

Tego jest zbyt wiele. Chciałabym w końcu odpocząć. Powiedzieć sobie, że to nie szkodzi, jak w sobotę obleję koło z gramatyki łacińskiej. Ale wiem, że muszę je zdać. Bo polonistyka to moje marzenie, a ja w tej chwili je sobie olewam…

Słabsi nie dają sobie rady mówi jeden z profesorów kierunku – Zwłaszcza na zaocznych. Te studia to nie imprezy, tylko ciągłe siedzenie w książkach. Samo studiowanie nie jest dla każdego, a co dopiero ten kierunek.

– Nie ściągała? – ciągnę Lenę za język.

– A gdzie tam. Brzydziła się tym. Twierdziła, że choć napisała na tróję, to umie więcej, niż ten, co ściągnął na pięć. Znała swoją wartość… – wahanie – Nie, tym się jeszcze podtrzymywała na duchu.

A może po prostu Dominice się nie chciało uczyć, bo była leniwa?

– Bzdury – prostuje Kalina, jej współlokatorka z trzyosobowego pokoju z akademika –Pracowita, jak cholera. Imała się wszystkiego, od sprzątania po pisanie. Czasem była sfrustrowana, bo pracodawcy nie pozwalali jej dostosować grafiku do zajęć. Jak zaczęła o tym mówić, to straszyli ją zwolnieniem. Ale wolała mieć kasę, to drogie miasto, a nic nie dostawała od rodziców.

Czyżby pracowała non stop?

– To nie było normalne – dodaje Marina, druga współmieszkanka – Pracowała tak, jakby chciała o czymś zapomnieć. Harowała jak wół. Raz zapytałam, czemu po prostu nie znajdzie sponsora, a ona na to: spadaj.

Wiele dziewczyn to robi. Znajdują bogatego i pozwalają, by finansował ich edukację w zamian za seks. Marina nie ogranicza się do jednego. Czemu pozwala się tak traktować?

– Bo prościej i przyjemniej. Ja, wie pani, jestem zza wschodniej granicy i mi trudniej. Ale Polki też tak robią. Za to Dominika czuła do mnie jakąś odrazę.

– Bo to jest prostytuowanie się – wtrąca Kalina – Dominika się szanowała, nie wyobrażała sobie pracować ciałem. To, że wiele osób tak robi, nie oznacza, że ona też tak musi.

– Raz się o to pokłóciłyśmy, ale mnie przeprosiła. Tłumaczyła, że to przez niewyspanie. Fakt, w pewnym momencie była bardzo nerwowa.

Dominika miała dużo tików nerwowych i źle spała. Nie radziła sobie. W pewnym momencie nie chciała już wstawać z łóżka.

Ja mówię do niej: wstawaj, a ona: po co? – opisuje Kasia – Potrafiła tak przeleżeć większość dnia. Tak, olewała w pewnym momencie wszystko, i pracę, i zajęcia… Ale to było pod koniec roku akademickiego, w maju. Ja do niej, że sesja jest, musi kuć, a ona, że i tak nie zda. Oblała coś i się załamała. Ale ja, wie pani, potrafię oblać trzy przedmioty nawet, a potem je poprawić. I żyję!

Czemu Dominika nie wytrzymała?

– Była pod ścianą – twierdzi Kaśka – Albo praca, albo edukacja. Mnie jeszcze rodzice pomagali, a Marina idzie najprostszą drogą. Dominikę rodzice zlekceważyli. Jakby nie to, to chyba dałaby radę. Miała zdolności, świetnie pisała.

– Nie chciała wracać – tłumaczy Lena – Ale w pewnym momencie musiała, bo inaczej by trafiła na ulicę. A żebractwem także gardziła..

Cisza. Czy to wszystko jest winą jej rodziców?

– Tak  – uważa przyjaciółka.

Dwie pozostałe dziewczyny nie mają zdania.

– Aż tak to nam się nie zwierzała – przyznaje Marina.

– Czasem ją przyłapywałam na płaczu – wspomina Kaśka – Chciałam pomóc, a ona, żebym ją zostawiła w spokoju.

– Ledwo dajesz radę finansowo, a harujesz, oblewasz egzaminy, a że jeszcze rodzice cię nienawidzą, bo nie poszłaś na medycynę… – wyjaśnia Lena – Uważała się za idiotkę, miała bardzo niskie poczucie wartości, choć była naprawdę inteligentna! To właśnie ją zgubiło.

Trudno sobie wyobrazić, by rodzice nienawidzili własnego dziecka. Zwłaszcza z takiej przyczyny. A jednak stosowali wobec Dominiki przemoc. Z miłości?

***

Byłam sobie w pokoju. Czytałam Wieżę Sokołów, gdy wpadła nagle matka. Znieruchomiałam i spojrzałam na nią.

– Zdejmij spodnie – rozkazała ostro. W dłoni trzymała zielone spodnie.

– Nie – odparła zdecydowanie.

Nie chciałam tych spodni. Niech da mi z tym wreszcie spokój!

– Nie chcę tych spodni.

– Ściągaj, ale już! – niemal krzyczała. Zlekceważyłam to.

– Jak mnie szanujesz?! Babcię?!

Na odpowiedź było za późno. Zbliżyła się do mnie i trzasnęła w twarz. Pociemniało mi w oczach. Ale upierałam się przy swoim. Na to matka jeszcze raz wymierzyła cios. Wyplułam krew na dywan.

– Gdzie plujesz?! Ściągaj portki, ale już!

–Nie – postanowiłam być twarda aż do bólu.

Na to ona rzuciła książkę na podłogę. Siłą zaczęła mnie rozbierać. Broniłam się, ale przegrałam. Zdjęła ciuch. Czułam się lekko znieważona. Starta. Kopałam, ale zareagowała pięścią w nos. W końcu mi założyła te nieszczęsne spodnie.

Nie czułam się w nich dobrze. Miałam wrażenie, że jestem byle jaka. Ale matka uznała, że dobrze w nich wyglądam. Jutro miałam je założyć do szkoły. Na te słowa wybuchnęłam płaczem. Mimowolnie.

– Jesteś żałosna – stwierdziła i wyszła.

Jestem żałosna. Nawet nie umiem się sprzeciwić.

– Ciuchy dostawała od babci – odparła Lena na pytanie, o co z nią chodziło – Właściwie to jej babcia kupowała ciuchy sama. A jak zaczynała mówić, że sobie sama wybierze, że ich nie chce, zaczynały się awantury. Mi się nie mieściło w głowie, jak to możliwe, przecież nie miała pięciu lat! Czasem je wywalała, a czasem wymieniałyśmy się, bo trafiały się perełki. ale ona ich nienawidziła, bo to nie ona je wybrała.

Zachowanie rodziny Dominiki trochę mnie konsternuje. I dlatego drążę dalej temat. Czy nikt niczego nie zauważał? Ludzie mówią, że nie. Bo rodzina Drzewiaków to dobra rodzina. Matka otolaryngolog w szpitalu, a ojciec ma własną kancelarię prawną.

Taka rodzina wspaniała mówi Grażyna, sklepikarka z ciuchlandu Wszystko by jej dawali, najmniejszego kęsa chleba by sobie odmawiali, żeby było jej dobrze! A ona tak im dziękuje! Bogaci byli, to fakty. Ale jak o nią dbali! Babcia o ciuchy, matka o kosmetyki, leki i wszystko! Ojciec, póki co nie bardzo przydatny śmieje się  No po prostu wszystko miała, czemu była nieszczęśliwa?

Wyjaśniam, że rodzice znęcali się nad nią psychicznie i fizycznie. Grażyna nie wierzy.

– Pani chyba żartuje. Gdzie oni by ją tak krzywdzili! Sińców żadnych nie miała!

***

Sińce są duże i bolesne. Nie mogę mówić. I nie mam pomysłu, jak zakryć makijażem. Czy w ogóle się da? Rozrąbali mi pół twarzy. (…)

Nie wiem, co robić. Uciekać, ale dokąd? Nie mam, gdzie. Nie chcę skończyć jako dziwka.

– Trzeźwi są, to nie mogą się tak zachowywać – wtrąca się Ewelina, żona tramwajarza. Sama nie pracuje.

W jedynym sklepie monopolowym w okolicy pracują dwie zmiany. Panowie Daniel i Maciej. Wspólnicy.

– Nie byli abstynentami – twierdzi Maciej – Przynajmniej raz w miesiącu kupowali kilka dużych zgrzewek.

– E, nie przesadzaj – mówi ten drugi – Kupowali tyle, ile przeciętnie nieszczęśliwy człowiek. Teraz bardziej się rozpili, ale przecież stracili córkę… – Wzdycha ciężko.

– Myślicie, że mogli ją dręczyć? – pytam. Wzruszają ramionami.

– Na zewnątrz spoko ludzie, wewnątrz nikt nie wie, jacy. My się nie wtrącamy, tak tu jest.

***

Znowu piją. Mam to gdzieś. Nawet to lepiej, bo na nietrzeźwo ograniczają się tylko do gadania i spania.

(…) Chcę iść tam do szkoły, gdzie Lena. Wybiera się do ogólniaka, ja też. Więc co za różnica do którego? Ona idzie do dwójki. Wiem, że rodzice by chcieli, bym polazła do czwórki, bo tam się poznali i to szkoła z tradycjami. Ale to JA wybieram, nie oni.

(…) To ja wybieram.

W mieście są cztery licea, dwie zawodówki i jedno technikum. Jedynka i czwórka ze sobą rywalizują, są na mapie od bardzo dawna. Uważane za szkoły z tradycjami, renomowane. Tu młodzi ludzie biją się o miejsce. Dwójka i trójka są dla pozostałych. Są w nich ci zwykli, którzy po prostu chcą iść na studia.

Dominika poszła do czwórki. Jej rodzice za bardzo chcieli ją tam widzieć.

– Grozili jej głodówką – mówi Lena – właściwie grozili jej wywaleniem z domu. Pocieszałam, że tak będzie lepiej, ale ona tam naprawdę czuła się dobrze, dawali jeść…

– Była współuzależniona – Stawia diagnozę Marta, studentka psychologii i kumpela Leny – Ale pozytywne jest to, że próbowała z tym fantem walczyć.

Kurwa. Czwarty dzień bez jedzenia. Lena trochę ratuje, ale nie mam jej na zawsze… Poza tym nie powinnam wykorzystywać cudzej gościnności.

(…) Pierdolę. Skonfiskowali mi jedzenie! Chcę skoczyć! To tylko szkoła!!!!!

(…) Dobra, pójdę do tej jebanej szkoły. Leno <serce>, wybacz, nie daję rady. Ale studia, zacną polonistykę, już sama sobie wybiorę.

I wybrała. Dopóki list z gratulacjami nie przyszedł, dopóki wszyscy myśleli, że idzie na prawo.

Rodzice chcieli zobaczyć pismo.

Skończyło się awanturą.

Boże, chyba będę do końca życia na wózku. Nóg nie czuję. Muszę zadzwonić do Lenki.

– Płakałyśmy razem – przyznała przyjaciółka – Nogi miała zmasakrowane, całe we krwi. Myślałam, że się porzygam, jak to zobaczyłam. Ojciec wziął kabel i bił ją. Najpierw mu uciekała, ale potem matka ją trzymała. Na odchodne powiedzieli, że już nie jest ich córką. Może dlatego mnie wpuścili… Opatrzyłam jej rany. Boże, przepraszam, nie mogę o tym mówić. Jak mi staje przed oczami ten widok, to zbiera mi się na wymioty.

– Radź sobie sama, bo już nie jesteś naszą córką – usłyszałam na koniec.

Z polonistyki Dominika wróciła z podkulonym ogonem. Przyjęli ją z powrotem, bo powiedziała, że zacznie prawo.

Nie wierzą mi. Dopóki nie zobaczą papierka, dopóty sama będę się utrzymywać. Na szczęście to tylko parę dni, bo oszczędności mi się kończą. Jezzu, w co ja wchodzę.

Papier potwierdził, że idzie na prawo. Ale potem przyszedł drugi. Z gratulacjami za dostanie się na studia dzienne, kierunek filologia polska.

– Zwietrzyli spisek – tłumaczy Lena – Dominika była w sklepie, jak listonosz wręczył list. Jak wróciła, matka chciała wiedzieć, czemu udała się na dwa kierunki, skoro z jednym sobie nie radzi. Przyznała się. Mieli myśleć, że studiuje prawo, a tak naprawdę robi polonistykę.

Cisza.

– Co się stało? pytam w końcu zaniepokojona.

– Piwnicę mają białą. Zamknęli ją w niej i trzymali tak długo, dopóki nie napisała do uczelni, że rezygnuje z filologii polskiej i idzie na prawo.

– Ile to trwało?

– Nie pamiętam, chyba tydzień.

-Jak ją tam traktowali?

– Nie chciała o tym mówić, ale… -Wymownie spojrzała na zeszyty.

Było biało i wilgotno. Drzwi od zewnątrz zamknięte. Te na wewnątrz również. Puste półki… Dlaczego ona uwielbia biel i kazała to na biało pomalować?

–Wiesz, do czego służy izolatka? – mówiła – Do zastopowania głupoty.

(…) Ja wiem, ja to od dawna wiedziałam, że oni są zdolni do wszystkiego. Ale jestem ich córką! Za co oni mnie nienawidzą?! Za to tylko, że nie chcę studiować ich kierunku?! KURWA!!!

Na stronie ślady łez. Dolny róg porwany, jakby jakoś chciała ten gniew, ból opanować i wyładować.

Siedem dni o wodzie. Siedem jasnych dni, podczas których doszłam do wniosku, że ich nienawidzę i zabiję. Ale ta myśl… przeraziła mnie. To są jednak moi rodzice! A… nie, nie będę ich zabijać. Nie będę taka, jak oni.

Ale tak samo, jak oni, Dominika dążyła do swego celu. Chciała być polonistą i robiła wszystko, by nim zostać. A nawet więcej.

– Zgodziła się na prawo – Mówi Lena – ale nie pogodziła się z tym faktem. Wytrzymała półtorej miesiąca. W połowie listopada zaczęła chodzić na wykłady z polonistyki. Na prawie nikt jej już nie widział.

Drugi grudzień.

– Zorientowałem się w jej dziwnej grze – mówi ten, kto poinformował rodziców o dziwacznym zachowaniu studentki. Prosi o anonimowość – Uczyłem jej tatę, czasem ze sobą rozmawiamy. Widząc zachowanie jego córki, uznałem, że trzeba jej pomóc. Najlepiej umieją to robić rodzice, więc im o tym powiedziałem. Ale z jakiegoś powodu czułem, że coś jest nie tak. Powiedziałem jej o tym, a ona przeraziła się śmiertelnie.

– Nie wiedzieliśmy, co robić wtrąca Martyna, studentka z jej grupy Wpadła w szał. Rwała sobie włosy, płakała i krzyczała, że ona nie wróci, że woli śmierć, ulicę, że ma już tego dość.

Akurat przed zajęciami to było, jak jej pożyczyłem nóż… miałem go, bo jechałem w góry mówi Karol – Zaciekawiony, po co jej, dałem. A ona z nim zwiała mi do łazienki.

– Wyglądało, jakby ktoś rąbnął paru ludzi – opisuje krew, która rozlała się po całej ubikacji – W końcu by się wykrwawiła, ale karetka za wcześnie przyjechała.

Jestem w psychiatryku. To było pierwsze zdanie w zeszycie, który tworzyła w tym miejscu. widnieje na środku pustej, zakratkowanej kartki. Jakby wyrzut. Czytając całość, ma się wrażenie, że ona już nie wierzyła w lepsze jutro. Co prawda, rozmawiała z psychologiem i udawała, że terapia przynosi efekty. Problem w tym, że wciąż stawała jej przed oczyma piwnica.

Biała ściana, biały sufit, biała podłoga. Na ten widok budzę się spocona i z okrzykiem. Pielęgniarki próbują mnie przywrócić rzeczywistości.

Jestem im za to wdzięczna.

Co będzie, jak wyjdę?

To pytanie wielokrotnie się powtarza w dzienniku. Pozostaje bez odpowiedzi.

Któregoś, styczniowego dnia psychiatra uznał, że jej stan jest na tyle stabilny, że może mieć przepustkę. 19 stycznia o godzinie 20 niedaleko szpitala psychiatrycznego, na przejściu kolejowym, zatrzymał się pociąg do Poznania. Miał wypadek. Pod kołami maszyny zginął człowiek.

Ówczesna zmiana szpitalna nie przypomina sobie dziwnych rzeczy.

Tylko rodzice ją odwiedzili, ale to chyba nie jest dziwne? – pyta jedna z pielęgniarek.

Co mówili, nie wiadomo, bo spotkanie odbyło się za zamkniętymi drzwiami pokoju odwiedzin.

Choć rodzice odmawiają jakichkolwiek komentarzy, to potwierdzili, że poharatane ciało kobiety znalezione na przejeździe kolejowym jest ciałem Dominiki.

Tworki, luty 2014

Wszystkie imiona bohaterów zostały zmienione. Miejsce również.

Post Author: Aleksandra Jursza

01.06.1988. Zamieszkała w Gorzowie Wielkopolskim, wykształcenie średnie. Uwielbia czytać, ma słabość do oper mydlanych pochodzenia koreańskiego oraz słodyczy. Autorka czterech powieści, właścicielka Begoodart. Spełnia się w pisaniu i rozwija swoje projekty. Ma pozytywne nastawienie do życia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.