Ja, golden Agar – Aleksandra Jursza

dog-1210559_640Kochasz mnie?
Wydarłeś mnie braciom i siostrom. Od matki i ojca, którego zresztą nigdy nie widziałem. Myślę, że mnie kochasz… skoro dajesz jeść i pić. Skoro mogę swobodnie biegać po zielonej przestrzeni i biegać za patykami, które rzucacie mi pod nogi. Myślę, że mogę tobie zaufać. I cię pokochać. Zostańmy najlepszą parą na świecie, co ty na to?

(…)

Fajnie jest być z tobą. Kocham cię. Ale nie wiem, czy ty do mnie czujesz to samo, skoro pozwalasz, by te dwa małe ludziki skakały wokół mnie, przydeptywały mi ogon i ogólnie sprawiały mi ból. Jak długo mam to znosić? Jak długo mam zachowywać cierpliwość, żeby one przestały mi dokuczać? Bo to boli, wiesz…

Właśnie straciłem cierpliwość. Wybacz, że ugryzłem. Wprawdzie nic mu nie zrobiłem, bo mały tylko się wystraszył. Ale ileż można znosić plaskanie w mój brzuch? Ciąganie mnie za uszy czy włosy? Robił ci to ktoś? Mam nadzieję, że nie, ale wiesz, to po prostu boli. No nie, co robisz? Hej, ja się tylko broniłem. Skoro nie rozumiesz mojego języka, to może to była najlepsza metoda? No nie mów, że teraz będę siedział w tym… w tym czymś?!

(…)

Jest mi smutno. Jak widzę małych ludzików, którzy biegają po moim terenie beze mnie, to jest mi smutno. Ja wiem, że się boicie, ale może tylko tak jesteście w stanie mnie zrozumieć? W sumie… to zaczynam mieć wątpliwości, czy mnie kochasz. Bo wiesz, jedzenie i woda to nie wszystko. Ja po prostu wolę biegać, niż siedzieć w opakowaniu z kratki, w budzie takiej nieprzyjemnej. No tak, rozumiem, że to kara… tylko nie rozumiem, czemu ty nie rozumiesz oczywistości.

W nocy zawyłem. Już po prostu mam dość tego siedzenia w tym czymś. To jest bardzo nudne i nie chcę tak, ja chcę wrócić do wcześniejszych zabaw! No wypuść mnie choć czasem, proszę cię bardzo. No, co ja ci zrobiłem? Dałem tylko ostrzeżenie tym malutkim.

Ooo, widzę, że ktoś tu wreszcie coś zrozumiał! JESTEM WOOOOLNYYYY! FAAAJNIEEE!!! MOJE NOGI WRESZCIE MAJĄ CZAD! HA! W SIÓDMYM, NIE, W ÓSMYM NIEBIE, JESTEM! HAHA!!!
O nie, wołają mnie. Te małe ludziki mnie wołają. Iść czy nie iść? Może pójdę, to dostanę nagrodę… ej, co robicie, no nie ciągnijcie za mój ogooooooooo…

Tak, skończyło się tak, jak zwykle. Znów wylądowałem w tej okratkowanej budzie. Niefajnie. To dziwne, że ludzie nie pojmują tak prostych spraw, eh. I znowu będę wył do księżyca…

(…)

O, a co to się dzieje? Czego ci ludzie chcą ode mnie? O rany, wypuszczają mnie! Fajnie, fajnie! Biegam sobie, hurra hip! O, woła mnie mój pan. Fajnie, fajnie, słucham cię. Zaraz, zaraz, chcecie mnie oddać? Ale ja pana kocham! Przecież tylko się bronię przed wyrwaniem mi ogona! Mam do tego prawo! Halo…

Nikt mnie nie słuchał. Na szczęście to jeszcze nie sądny dzień. Dopiero mnie sfotografowali. O, i nie zamykają na noc w klatce! Udało mi się, mam farta dziś!
(…)

O, fajna para. Że co? Że mam wsiąść do tego żelastwa? O nie, to chyba to, o czym wspomniał mój pan… oddają mnie?! Ja nie chcę, nie! Nie ma mowy! Nie wsiądę! O, co to? Jedzonko! No, no… Ooo… chyba zapomniałem o instynkcie. A teraz już za późno, odjeżdżamy. Eh. Smutno mi… chociaż z drugiej strony? Skoro mnie trzymał w tej kratce, to może jednak mnie nie kochał?

Jaka impreza! Nie dość, że mnie nigdzie nie trzymają, mam całe podwórko dla siebie i jeszcze do tego pozwalają włazić do chałupy, no jaka impreza, to jeszcze powitała mnie piękna, czarnowłosa Negra! Ojej, jaka jest piękna! Chcę jej dać dziecko! Tak, będziemy parą na całe życie, o rany!

(…)

O, moja pańcia taka fajna. I pójdzie ze mną na spacer do lasu, w zimie czy latem, nie ma znaczenia… i da czasem zagryzkę, pogłaszcze, uczesze… tak, ona mnie naprawdę kocha. Czuję to całym sobą i ja jej dam to samo, o! Jest taką wspaniałą kobietą! Po prostu superwomen! No, nie wyłączając mojej niuni, która to kurde jest taka fajna… hehe, biegam za nią, podrywam, czasem ją biorę… ale coś nam zrobili, no i niestety, nie możemy mieć dzieci. Wredni ludzie! Ale przyjemność i tak jest.

(…)

No nie. Czuję się, jakbym wrócił na stare śmieci… znowu ludzie czegoś nie rozumieją. Przecież Negra od dwóch miesięcy dziwnie się zachowuje, ja myślę, że ona jest chora. A teraz to już sika i sra pod siebie… nie jest dobrze. Tym bardziej, że to na mnie krzyczą i łoją. A ona się, biedulka, ukrywa i się boi, że to na nią będą spadać kary… Jezzu, Negra, dobra, niech już mi dadzą w dupę, rozumiem cię, no, masz po nosie, no, nie bądź smutna…

Wyję. Nie mogę zasnąć. Ludzie się w końcu skapnęli, o co chodzi i mi ją zabrali… ja wiem, już nie żyje. Odeszła. Pani ryczała, jak bóbr, nie mogła się jakoś tak ogarnąć. Zresztą, wszyscy tu ryczeli jak bobry. Jezzu, ja też. Swoją drogą, nie wiem, kim był Jezzu, ale tak ludzie mówią… a, zresztą. Sami wiecie. Ja rozumiem ich język, ale oni mojego nie. To znaczy, nie do końca, bo pani… szczerze mówiąc, każdy temat lepszy od Negry! Negro, tęsknię!

(…)

Już mi trochę przeszło. No, serio. Była partnerka, nie ma. Zostałem sam. Ale nie z mniejszą miłością… może nawet większą… teraz to dopiero mnie rozpieszczają, za dwoje! I wychodzą ze mną na spacery, i dają pogryźć… wprawdzie nie ma już partnerki, ale trudno, jestem młody, może kiedyś jeszcze zdobędę jakąś! Świat należy do mnie! Hahah! Dobra, idę się wysikać.

(…)

Że co?! Że co ja słyszę, że ona się mną zaopiekuje?! No bez jaj… Ale pani do mnie wróci, tak? Bo tak szczerze mówiąc, to ja nie wiem, czy mi się chce kolejny raz… no wiesz, co, przestań gadać, że dopiero za trzy miesiące wrócisz! I co ja w tym czasie mam zrobić, udusić się?! Pani, no a ja nie miałem wątpliwości, że mnie kochasz…

(…)

Taaa…. wyjechała. Czuję to, że wyjechała, kurde. Niedobrze, bo nie wiem, czy wróci i czy kiedykolwiek wróci. Ale chyba mówiła, że coś wróci, ne? No to wróci! Wróci, tylko szkoda, że nie wiem, kiedy. A ta… no cóż. Zostałem tylko z nią. Taką młodą, która w sumie czasem mnie pogłaszcze, czasem mnie nakarmi, ale ogólnie się mną nie przejmie. Jakoś nie czuję od niej wielkiej czułości, a szkoda…

(…)

I co, i gówno. Pani nie wróciła, a ta mi daje ciągle jedzenie, wodę, pozwala mi na wiele fajnych rzeczy, często mnie pieści… wprawdzie nie wychodzimy na spacery, bo jej się nie chce, ale widzę, że ona sama jest do ogarnięcia, haha. Siedzi przed taką jedną maszyną, co to ją nazywają telewizorem i gapi się w to-to bez przerwy… No i często coś wychodzi. No, ale ostatecznie to ona jedna została ze mną, nie… to może przelać na nią w końcu miłość… całą…

(…)

No nie. KURWA, JEST ZIMNOOO!!!! Dobrze, że mnie przykrywa kocem, to jeszcze jakoś daję radę, ale no, bez jaj, JEST KURWA ZIMNO, NA DWORZE ŚNIEG! Jej chyba też, bo chodzi taka owinięta w grube ubrania i w ogóle… chyba czegoś nie ma, ale cóż…

(…)

Zimno. Normalnie mówię wam, zimno jak u Eskimosów. To znaczy czasem jest ciepło, jak wpada taki jeden gościu, no ale on tylko przez tydzień jest. Rany… i ta moja pańcia to ona czasem tak patrzy na mnie i mówi, że kurde, szkoda psa, gdzie indziej miałbym ciepło… no dobra, ale… ale mnie nie opuściłaś! Nie opuściłaś, jak tamta, nooo!

(…)

No i fajnie. Pokazali mi tamtą poprzednią moją pańcię. Była fajna, pobawiłbym się z nią, ale mam to w dupie, skoro mnie zostawiła. I nie chce wracać jędza jedna. A ta tu to i mi jedzenie da, i się ze mną pobawi, ogólnie jest fajna, bo jakaś taka nieszkodliwa… co z tego, że tak rzadko wychodzimy na spacer, że tak rzadko mnie czesze, skoro mnie nie zostawiła… no mówię wam, po prostu jest mi wierna, a ja już jestem jej wierny…

(…)

Gościu wrócił. No ten, dzięki któremu było ciepło w domu. I zastał mnie na kanapie. W dupę tak dostałem, że zapiszczałem, moja pańcia kazała mu przestać, ogólnie poszła mnie przytulić… trochę się typa boję, bo on chyba lekko niezrównoważony, ale chyba do końca zły nie jest. Tak czy siak, pańcia starała się obronić! Moje serce należy do niej! Ha!

(…)

O, nie wierzę. No po prostu nie wierzę… chyba pani ma jakiś problem, bo też je to samo, co ja. Znaczy się, jemy chleb, dzieli się ze mną na pół. Nie żeby mi nie smakował, ale kurde blade, ja chcę moją mięsną karmę! Nie mniej jednak pieczywo też jest fajne… eh, mam wrażenie, że ta moja pańcia jakaś taka biedna jest… no trudno, łączy nas to samo! To już nie tylko mieszkamy razem i kisimy się w zimnie, ale również jemy to samo! Zawsze coś, o fajnie, pogłaszcz jeszcze…

(…)

Jakby się coś w niej odmieniło. Wprawdzie nie wiem, czy potem znów nie będziemy się kisić w zimnie, ale na razie jest ciepło i fajnie, słońce jest… a ta moja pańcia to ze mną często wyskakuje na spacery do lasu i sobie pędzę, hu hu

(…)

Czyżby to była jednorazowa zmiana? Eh… no nic, przynajmniej starała się. Szkoda tylko, że w trakcie ostatniego miesiąca, jak burza była, to mnie nie wpuściła… może poszła spać? Jezzu, posrałem się pod siebie przez te światła i dźwięki, takie mocne huki i jeszcze… nie, nie zmokłem, schroniłem się w piwnicy czy czymśtam, no i byłem suchy… Mam nadzieję, że moja pani dalej mnie kocha.

(…)

No, moja pani dalej mnie kocha, tylko problem jest z tym typem. Czasem na mnie krzyczy, weźmie paskudnie boleśnie, auć, szkoda gadać. Ale pani zawsze mnie obroni. Tylko, do jasnej cholery, ja chcę przy niej spać! No chcę przy niej spać, a nie mogę, słyszałem, jak ona się z nim kłóci, chyba właśnie o to, bym wlazł do środka na noc… a tak… mogę znów wyć do księżyca, z tą tylko różnicą, że nie ma krat… eh, psi żywot.

Kochasz mnie? Tak zostawiasz na noc na dworze, każesz mi samemu się sobą zajmować… no, kochasz mnie, bo widzę, że szczotkę masz, dajesz żarcie, wodę, głaszczesz… wiem, że ty mnie nie opuścisz już, będziemy na dobre i na złe, prawda? Tylko zrób coś z tym facetem, bo nie uśmiecha mi się spędzić zimy na dworze! I mam nawet mniejszy apetyt… Eh, tak, z gorąca. Jaasne.

Ale fajni ludzie! I się mną bawią, i ze mną biegają! Kurde, jaki czad! I pani im pozwala, a to znaczy, że jest fajnie, dobrze i bezpiecznie… Zaraz, coś mi się tu nie zgadza, czemu wsiadam do samochodu? Halo? A może pani kazała im mnie podwieźć na jakąś fajną imprezkę?

(…)

Muszę przyznać, że nawet czasu na tęsknoty nie mam. Rano spacery i żarcie, potem zabawy, potem oczywiście pani… no bo nie wygląda mi na to, by ta poprzednia do mnie miała wrócić… no, ale kurde, zwykle to jest fantastycznie, bo do tego jeszcze mam nową partnerkę! Taka mała, ale ładna, starsza ode mnie trochę… zawsze to coś do towarzystwa, nie?

(…)

No ja myślałem, że zdechnę ze szczęścia, choć bliżej było z gorąca. Bo mnie zabrali na taką imprezę, gdzie roiło się od psów i takich tam różnych, no i był taki jeden pan, który mną się zajął, ale w taki specjalny sposób… ułożony? Piękne pochwały dostawałem, ale on chciał ode mnie jeszcze paru nowych rzeczy, kurde, mówię wam, to była imprezka nie z tej ziemi!

(…)

O rany. Nowe miejsce, nowe miejsce, aż mój ogon ciągle macha i nie chce przestać! Trochę mi tęskno za Niunią, ale nie tak bardzo, jak za Negrą… eh, Negra… to były czasy… No ej, ta chałupa jest fajna, kurde, dużo miejsca i tylko dla mnie!!!

(…)

Zima… no tak. Tamta nie przyszła po mnie i pewnie zostawiła mnie z nimi na zawsze… ale na dworze zimno w cholerę, a w domu cieplucho… hmmm, wygodnie i fajnie, nie powiem. Kurde, jest lepiej, niż w zeszłym roku…

(…)

O, znowu jakiś zjazd psów! Fajnie, fajnie! No to życzcie mi zabawy! (…) O rany, ale jazda! Po pięciu latach tu spędzonych… eh… no wiesz, kości trochę zaczynają mnie boleć, a tu wydaje mi się, że moja pani jakoś tak dziwnie przytyła…

No dobra, jest to małe, fajne… Trochę zszedłem na drugi plan, ale bez przesady, dalej mam żarcie, spacery i no bawią się ze mną od czasu do czasu. A zresztą, rozrywek w życiu już miałem tyle… no co, starzeję się.

(…)

Dobrze, do trzech razy sztuka. Za trzecim razem się udało. Miałem okazję… na początku nie zauważyłem, co się dzieje. Nie zauważyłem, że moja pani po prostu mnie oddała, a ja z dwojgiem jakichś nieznanych mi ludzi sobie poszedłem do zupełnie innego miejsca… myślałem, że to tak, na jeden dzień. Żeby się odprężyć. Ale nie. W nocy zawyłem. No wiem, że moja pani nie była najlepsza, ale jednak najwierniejsza.
Chociaż? Nie, nie najwierniejsza. Ale trochę mi się nie chciało znów przenosić uczuć na nowych ludzi. Choć ci całkiem mnie pokochali, ich miłość od razu była odczuwalna, nawet z daleka. I poświęcali mi tyle uwagi, ile bym chciał. Czesali dwa razy dziennie, biegali dwa razy dziennie, wprawdzie nie po lesie, ale takim małym czymś podobnym, co to je nazywają parkiem… wprawdzie wolnego, zielonego terenu nie miałem, ale miałem dom. Taki, no zwykły. I ciepło zimą. I nigdy nie dostałem chleba zamiast psiego żarcia! I nikt nigdy mnie nie uderzył.
Eh… I tak już skończę, stary. I tylko tak wspominam jakoś… tamten rok… może czuła, że nie daje mi tyle miłości, ile bym chciał? Bo teraz to ja nie mam z tym problemu, chociaż już wszystko mi się rozpada… tak czy inaczej… większość mojego życia to szczęśliwe chwile.

O, jaki fajny, taki kolorowy! No co? Nie, nie widzimy czarno-biało! Mamy kolory… a wracając… no jest taki fajny mostek przy mnie… tęczowy… ach, pójdę sobie przez niego i sprawdzę, co tam jest.

Post Author: Aleksandra Jursza

01.06.1988. Zamieszkała w Gorzowie Wielkopolskim, wykształcenie średnie. Uwielbia czytać, ma słabość do oper mydlanych pochodzenia koreańskiego oraz słodyczy. Autorka czterech powieści, właścicielka Begoodart. Spełnia się w pisaniu i rozwija swoje projekty. Ma pozytywne nastawienie do życia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.