Zielonooka

Dzień chylił się ku końcowi. Ciepłe powietrze wpadało przez wiecznie otwarte drzwi tawerny. Wszędzie czuć było zapach rozlanego piwa i pieczonej jagnięciny. W całym barze panowała wrzawa. Był bowiem czas zakończonych żniw. Wszyscy więc przybyli świętować do karczmy.

Przy jednym ze stołów siedziała szczególnie radosna gromadka. Grupa chłopów zebrała się wokół pewnego grajka, który przybył tu z dalekich stron. A był to znany w całej Taliwarii pieśniarz, zwany Tawinem. Grał on na swej drewnianej lutni przepiękne melodie, śpiewając do tego, co mu na język przyszło. A przychodziły mu do głowy same rymy.

Był on niezwykle doświadczonym już poetą. Potrafił sklecić najpiękniejsze pieśni z najmniej ciekawych historii. A te, które opowiadały o wielkich bohaterach, były w jego ustach jeszcze wspanialsze.

Tym razem nie śpiewał nic wyniosłego. Nie znajdował się przecież na dworze królewskim, bądź wśród dam i rycerzy. Siedział pośród chłopów i prostego ludu. Śpiewał więc proste i zabawne piosenki, które wymyślał w momencie, w którym słowa uchodziły z jego ust.

Gdy zakończył jedną z przyśpiewek, odłożył lutnię na bok, po czym spojrzał na tłum zebrany wokół niego.

– No! Czas na przerwę. – zarządził. – Zaschło mi już nieco w gardle. Muszę się napić.

– Piwo dla Tawina! Najlepszego pieśniarza, jaki zawitał w Szarych Grotach! – zawołał jeden z siedzących obok chłopów.

Barman natychmiast chwycił za kufel, po czym zaczął napełniać go złotym, pieniącym się płynem.

Ludzie rozeszli się do swoich stołów, zostawiając poetę z garstką najgorliwszych fanów. Tawin nie obawiał się, o stratę publiczności. Był pewien, że gdy tylko chwyci za lutnię i pośle w przestrzeń pierwsze nutki swych melodii, chłopi natychmiast zwrócą ku niemu wzrok.

On z resztą też nie został na swoim miejscu podniósł się z krzesła, rozciągnął się, po czym ruszył do baru, by osobiście odebrać swój puchar z piwem.

Oparł się o ladę i rozejrzał wokół. W karczmie było wiele ciekawych postaci. Mimo, że byli to sami mieszkańcy tej niewielkiej osady, należącej do Szarych Grót. Nie było to bowiem właściwe miasto, a jedynie odległe przedmieścia, lub nawet wieś, która należała do Sir Waskusa Tridona.

Barman postawił wreszcie piwo przed Tawinem.

– Dziękuję mój dobroczyńco. – rzekł z radością przyjmując dar.

– Takie osobowości zawsze znajdą u mnie strawę i pełne kielichy. – odrzekł karczmarz.

– Dobry z ciebie człowiek. – rzekł Tawin. – Aż za nadto. Jak ty wyżywisz rodzinkę, gdy wszystkim gościom będziesz stawiał darmowe piwo?

– Nie wszystkim, a wyjątkowym. – rzekł karczmarz. – A dzięki tobie ta karczma tętni życiem. Ludzie kochają pieśni i grajków. To bardzo przyciąga klientów.

– Każdy potrzebuje trochę rozrywki. – Tawin wzruszył ramionami. – A kiedy oni mieliby się bawić, jeśli nie teraz, gdy plony zebrane? A i gonić ich nie ma kto do roboty.

– Tak… – Barman pokiwał głową. – Odkąd pan Szarych Grót wyjechał na wojnę, nieco się rozbestwili. Nikt nie dzierży nad nimi bata.

– Do czasu. – odparł Tawin. – Niebawem Sir Waskus wróci, a wtedy nie będzie im tak do śmiechu.

– Swoje zrobili. – barman wzruszył rękami. – Pan nie ma powodu, by się czepiać… – odsunął wzrok od Tawina i skierował go ku nowo przybyłej klientce. – Co podać?

Tawin zmierzył ją wzrokiem. Była to młoda, czarnowłosa piękność, skrywająca twarz pod kapturem, a ciało w szarym płaszczu. Czarny lok wystawał spod kaptura. Tawin zdołał dostrzec także zgrabny nosek i namiętne usta.

– Poproszę szklankę wody. – rzekła dziewczyna.

– Już, już. – Barman ruszył po zamówienie.

Tawin oparł się o ladę plecami po czym głośno upił łyk piwa, chcąc zwrócić na siebie uwagę dziewczyny. I tak się stało. Podniosła lekko wzrok w stronę mężczyzny. Gdy dostrzegła jego spojrzenie, wlepione w nią, wzdrygnęła się i odwróciła, zasłaniając ponownie twarz pod kapturem.

Ten krótki moment jednak wystarczył, by Tawin dostrzegł jej urodę. Była niezwykle zadbana. Nie, jak te chłopki, przepełniające karczmę. Musiała pochodzić z wyższych sfer. Jej zielone oczy dodatkowo spowodowały zainteresowanie pieśniarza.

– Czemu się chowasz? – zagadał do niej. – Zapewniam cię, nie gryzę.

Dziewczyna nie unosiła wzroku. Rzekła jedynie cicho:

– Nie szukam tu żadnych problemów.

– Ja też nie. – odparł Tawin, stając tuż koło niej. – A jednak trafiliśmy na siebie.

W tym momencie szklanka wody wylądowała na ladzie, tuż przed dziewczyną. Nie czekała długo. Podziękowała barmanowi, po czym porwała zamówienie i odeszła, znikając w tłumie.

– Ładna. – westchnął Tawin, ponownie pochylając się nad ladą.

– Nie zbliżaj się do niej, radzę ci. – rzekł karczmarz.

– Coś z nią nie tak? – Tawin spojrzał na towarzysza rozmowy.

– Mówią, że jest czarownicą. – wyjaśnił barman. – Przyniosłaby ci jedynie kłopoty.

– Takie kłopoty mi się podobają. – westchnął Tawin, szukając ją wzrokiem.

– Cały ty. – zaśmiał się barman. – Kobiety i alkohol to wszystko, czego ci do szczęścia trzeba.

– Tylko tyle mi zostało. – odparł Tawin. – Czemu zamówiła tylko wodę?

– Zawsze ją zamawia. – rzekł barman. – Może inne napoje źle reagują z jej miksturami?

– Myślisz, że to dzięki miksturkom jest taka ładna?

– Chwytaj lepiej za lutnie i zabawiaj tłum, miast się tym tak interesować. – rzekł barman. – Zapewniam cię, że nie jedna dziewczyna w karczmie chciałaby z tobą pobaraszkować.

Tawin zaśmiał się, po czym dopił piwo. Tu musiał się zgodzić z barmanem. Chłopki, zamieszkujące te ziemie nie często mają okazję spotkać się ze sztuką. Nawet tak mierną, jak przyśpiewki, którymi karmi je Tawin. A nie ma nic bardziej kuszącego, niż poznać się bliżej z artystą, który jest tu jedynie na ten wieczór. Żadnych zobowiązań, a jedynie zabawa.

Tawin chwycił więc za lutnię i wskoczył na stół. W momencie, gdy jego palce pierwszy raz przeleciały po strunach, wszyscy skierowali ku niemu swe zainteresowanie.

– Cicho! – zawołał jeden chłop. – Tawin zaczyna swe pieśni!

Grajek uśmiechnął się rozbawiony. Tak łatwej publiczności dawno nie posiadał. Spojrzał na barmana, który również zatrzymał na nim wzrok. Dobry człowiek. Czemuby nie zrobić mu reklamy?

Tak więc w głowie poety narodził się pomysł na kolejną improwizację. Pociągnął energicznie kilka razy struny, po czym odłożył instrument. Czas na coś szybszego, czego na lutni nie zagra. Zaczął wybijać rytm klaszcząc i wyśpiewał pierwsze słowa:

Przebyłem Archanię ze trzy razy chyba,

Nigdzie nie wypiłem tak dobrego piwa.

Hej!

Nigdzie nie wypiłem tak dobrego piwa.

Zaczął swą pieśń. Barman natychmiast zaśmiał się. Cóż za sprytne zagranie. No cóż. W końcu zadaniem grajka było przyciągać tłumy do baru.

Byłem w Taliwarii i całym Gromgardzie,

Tak dobrego piwa nigdzie się nie znajdzie!

Hej!

Tak dobrego piwa nigdzie się nie znajdzie!

Wzrok Tawina spoczął na jednej z dziewcząt, otaczających stół, na którym stał. Była młoda i ładna, a do tego w jej oczach widać było, że zachwycona jest wygłupami pieśniarza. Czemuby Tawin miał tego nie wykorzystać?

Koniec teraz żartów, o piwie przyśpiewki,

Nigdy nie widziałem takiej pięknej dziewki.

Pochylił się wówczas nad dziewczyną i podał jej rękę. Zarumieniła się natychmiast, po czym chwyciła go za dłoń. Tawin pomógł jej wejść na stół, po czym patrząc prosto na nią, kontynuował pieśń.

Hej!

Nigdy nie widziałem takiej pięknej dziewki!

Proszę beczkę piwa, wielką i pojemną,

A ty dziewczyneczko, napijesz się ze mną.

Hej!

A ty dziewczyneczko napijesz się ze mną!

Chłopi ruszyli w tan. Jedni wspięli się na stoły ze swymi partnerkami i naśladując Tawina, powtarzali słowa od „Hej” do końca zwrotki. Karczma przepełniła się radosnym śpiewem i zabawą.

Tamci niech harcują, łamią stołów deski,

A ja wciąż wpatrzony w ten twój wzrok niebieski.

Hej!

A ja wciąż wpatrzony w ten twój wzrok niebieski!

W tym momencie barman postawił dwa kufle piwa na stole Tawina. No cóż. Może chłopak wykorzystał poprzednie słowa jedynie do rymów, ale jak już dają piwo, to na pewno skorzysta. Ludzie śpiewali i tańczyli. Wystarczyło co chwilę podrzucić im kolejny tekst do powtarzania.

Wypijemy piwo, rozruszam kolana

I się zabawimy do białego rana!

Hej!

I się zabawimy do białego rana!

W miedzy czasie tańczył ze swą jasnowłosą partnerką. Wyśpiewywał kolejne zwrotki, a ona śmiała się i powtarzała wraz z tłumem. Tawin spojrzał w jej gorące, niebieskie oczy i zagryzione wargi. Wiedział, że dziewczyna jest już gotowa na coś ciekawszego, niż tańce. Zatrzymał więc ją, po czym schodząc ze stołu, zaśpiewał kolejną zwrotkę:

Tutaj krzyk i wrzawa, wcale cię nie słyszę,

Pójdźmy teraz mała, bawić się w zacisze.

Dziewczyna zaśmiała się, po czym również zeszła ze stołu. Tawin pomógł jej w tym, po czym zostawiając rozruszany tłum, skierował się wraz z dziewczyna ku wyjściu.

Hej!

Pójdźmy teraz mała, bawić się w zacisze!

Powtarzał tłum, po czym chłopi zaczęli powtarzać znane im już zwrotki. Gdy Tawin wraz z dziewczyna szli ku wyjściu, w drzwiach stanęli dwaj ciemno ubrani jegomoście. Poeta zatrzymał się. Pobladł. Dziewczyna przytuliła się wystraszona do jego ręki. Wszyscy poznawali te płaszcze.

Czarne peleryny z purpurowymi runami. Runy wycięte na twarzach. Skórzane buty i rękawice z ćwiekami ze srebra.

Przed nimi stali dwaj przedstawiciele Inkwizycji. Najstraszniejsza i najmroczniejsza komórka w bardzo rozrośniętej organizacji Magów. Inkwizycja bowiem zajmuje się polowaniem na nielegalnych czarodziejów i czarownice. Nikt bowiem, kto nie należy do zakonu Magów, lub nie jest u nich zarejestrowany jako czarodziej, co też wiąże się z licznymi ograniczeniami i stałą kontrolą zakonu, nie ma prawa korzystać z magii.

Pierwszy mag był wysoki. Na jego zmarszczonej twarzy widać było doświadczenie i bezwzględność. Siwe włosy opadały na pelerynę i wiły się jeszcze dalej. Zimne, jasne oczy wodziły po tłumie. Na plecach wisiał jego długi, ząbkowany miecz.

Drugi był niższy i z pewnością wiele młodszy. Wyglądał na ledwie osiemnaście lat. Miał ciemne włosy, zakrywające uszy i opadające na oczy. Na twarzy nie znajdowało się jeszcze zbyt wiele run. Nie, jak w przypadku jego towarzysza. Oczy miał piwnego koloru… prawie żółte. U boku krótki, cienki niczym igła miecz. Jego postawa uwidaczniała jego niepewność siebie. Najprawdopodobniej był on jedynie uczniem tego pierwszego.

Chłopi przestali śpiewać. Wszyscy zwrócili przestraszony wzrok w stronę przybyszów. Pierwszy mag zaczął iść przed siebie. Wszyscy umykali przed nim, ustępując mu kroku. Tawin także usunął się mu z drogi. Nie chciał ryzykować. Gdyby sprowadził na siebie gniew maga, nie pożyłby zbyt długo. Nawet królowie musieli się z nimi liczyć. Zakon bowiem był bardzo potężny i wpływowy.

Białowłosy mag podszedł do lady baru, nie rozglądając się w ogóle. Ten młodszy wodził wzrokiem po otaczających go ludziach, jakby czegoś szukał.

– Czymże zasłużyliśmy sobie na przybycie tak szlachetnych gości, jak Inkwizycja? – spytał drżącym głosem barman.

– Szukam czarownicy. – rzekł mag.

Jego głos był przerażający. Brzmiał jakby wydobył się z gardła smoka, lub jakiejś innej, strasznej bestii. Nie tylko Tawin to dostrzegł. Wszyscy skulili się na sam dźwięk.

– Czarownicy? Tutaj? – barman przełknął ślinę.

Najwyraźniej chciał ukryć przed wszystkimi fakt, iż jedna z jego gości może być przestępcą. A może po prostu chciał ochronić czarnowłosą dziewczynę. Stary mag zmierzył go wzrokiem. Zacisnął surowe wargi i zmarszczył groźnie nos. Barman nie wytrzymał tego spojrzenia. Mimowolnie skierował wzrok w stronę, gdzie przedtem siedziała czarownica. Chciał się upewnić, czy może opuściła już karczmę.

Spojrzenie to natychmiast dostrzegł młodszy z magów. Odwrócił głowę w stronę niefortunnie wskazaną przez oczy barmana. Dostrzegł tam przemykający pomiędzy chłopami kaptur.

– Mistrzu Sura! Jest! – wskazał palcem dziewczynę.

– Bierz ją! – ryknął mag.

Jego czeladnik rozprysł się nagle w powietrzu. Wszyscy rozejrzeli się przerażeni. Zwrócili wzrok ku uciekającej czarownicy. Dziewczyna przyspieszyła kroku. Nagle jednak zatrzymała się. Przy jej szyi znalazła się cienka klinga miecza młodego maga. Chłopak patrzył na nią pełnym nienawiści wzrokiem. Dziewczyna wyglądała na przerażoną. Była cała blada. Z jej zielonych oczu pociekły łzy.

– Dobrze, Miltarnie! – pochwalił młodego maga Sura, kierując się ku niemu. Ludzie usuwali mu się z drogi. – Złapałeś swoją pierwszą wiedźmę.

Tawin przełknął ślinę. Bez wątpienia była to ta sama dziewczyna, która zamówiła szklankę wody. Taka piękność. Magowie z pewnością zamierzają ją zabić. Tawin jako mężczyzna i porządny człowiek nie mógł na to pozwolić. Zebrał się w sobie, po czym ruszył ku magom.

– Zostawcie ją w spokoju! – zawołał. – To nie jest czarownica!

– Zamilcz, śmieciu! – ryknął Sura.

Jego głos tym razem zabrzmiał nie tylko w powietrzu, lecz i centralnie w uszach Tawina. Potem przerodził się w pisk. Tawin złapał się za uszy i przewrócił na ziemię, wrzeszcząc z bólu. Nikt inny nie słyszał tego dźwięku. to musiała być magia. Straszna i okrutna. Tawin cały posiniał. Z jego oczu pociekły łzy. Ból był nieznośny.

Sura podszedł do dziewczyny i wyciągnął ku niej rękę. uniósł jej głowę, chwytając dłonią za jej delikatny podbródek.

– Jesteś Laira, czarownica z Tridy. – rzekł spoglądając jej prosto w oczy.

Dziewczyna przełknęła ślinę. Wiedziała, że nie okłamie maga, nawet jeśli bardzo będzie chciała. A szczególnie nie tego. Mistrz Sura był najsłynniejszym ze wszystkich Inkwizytorów. Ci, co go nie lubili, zwali go za plecami psem Hailana. Kim był Hailan, wszyscy wiedzieli. Najpotężniejszy z magów, a także obecny Arcymag zakonu. Najpotężniejsza osoba w całej Archanii od Krwawego Morza, aż po Ocean i Elfie Wyspy. Jego wpływy były równie przerażające, jak imię. Wszyscy ludzcy królowie kłaniali się mu i ulegali jego słowom. Tak wielką potęgę miał teraz zakon Magów.

– Tak. – rzekła półgłosem dziewczyna.

– Dobrze. – rzekł Sura, najwyraźniej zadowolony z siebie. – Wreszcie cię znalazłem.

– Zabijecie mnie? – spytała przestraszona.

– Jeśli powiesz nam, co chcemy wiedzieć, może oszczędzimy twoje życie. – odparł mag.

– Nie zdradzę moich braci i sióstr. – odparła Laira. – Nie złamiecie mnie.

– Złamiemy. – odparł pewny siebie Sura. Ton miał niezwykle nieprzyjemny. – Pod odpowiednim naciskiem każdego można złamać. A szczególnie tak drobną osóbkę, jak ty. – potem skierował się do ucznia. – Miltarnie. Wyprowadź ją na zewnątrz. A wy! – rozejrzał się po karczmie. – Wy możecie dalej cieszyć się nieobecnością waszego pana. Miłej zabawy.

Po tych słowach wraz z uczniem i czarownicą ruszył ku wyjściu. Nikt nie odważył się ruszyć, póki magowie nie opuścili pomieszczenia. Gdy drzwi zamknęły się za nimi pod naciskiem wiatru, chłopi podbiegli do leżącego Tawina.

Grajek podniósł wzrok. Wraz z odejściem magów znikł jego ból. Zabrali ją. Tawin już nigdy nie zdoła się z nią zapoznać. Szkoda. Wyglądała na sympatyczna osóbkę.

– Nic ci nie jest, Tawinie? – spytał barman.

– Nie. – odparł grajek, podnosząc się z ziemi.

Ciężko mu było utrzymać równowagę. Czuł się, jakby ból trwale zniszczył coś wewnątrz niego. Zachwiał się. Chłopi pomogli mu utrzymać równowagę. Pomogli mu usiąść. Dziewczyna, która przedtem z nim tańczyła, przyniosła mu szklankę wody. Tawin napił się.

– Jesteś niezwykle dzielny. – rzekła dziewczyna. – Chciałeś ją uratować.

– Nie udało się. – westchnął smutno, po czym podniósł się i spojrzał w stronę drzwi. –Szkoda tak pięknej dziewczyny.

– Mówiłem ci. – westchnął karczmarz. – Mówiłem, żebyś trzymał się od niej z daleka. Masz szczęście, że ci magowie byli dość wyrozumiali, by nie pozbawić cię życia.

Post Author: Karol

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.