Kukułcze Jajo – rozdział XXVI „Kotwice”

hands-437968_640

Leżeliśmy razem w milczeniu pod choinką. Bombki, wciąż wirowały, zniekształcając w swoim odbiciu nasze twarze. Słyszałam jego kroki. Miał w zwyczaju delikatnie szurać nogami, dlatego od razu wiedziałam, że w naszym kierunku zbliża się tato.

Moritz chciał zapewne przywitać go głośnym: „hello”, „Guten Tag” czy innym cholerstwem, ale zdążyłam zanim wydał jakikolwiek z siebie dźwięk, przyłożyć mu palec do ust, i nakłonić do zachowania ciszy. Doskonale wiedziałam, że tato nas widzi. Jednak liczyłam, że zdarzy się zaraz coś, co było, jakże miłym i odległym wspomnieniem, tych kilku chwil, które pozostały mi z dzieciństwa.

Każdy z nas ma takie wspomnienia kotwice, które utrzymują nas na powierzchni, gdy cały świat zwala nam się na głowę i powoduje, że toniemy. Kotwiczenie ratuje nam wtedy życie. Ile to razy, ja Jagoda, wybudzona przez koszmarny sen w nocy, szukałam w swojej głowie kotwicy, przy której odzyskiwałam spokój ciała i ducha. Było to wspomnienie uśmiechniętej mamy, smak drożdżowego ciasta lub ojca, który szukał mnie przez kilka dni w świąteczne poranki, gdy ja leżałam, tak jak teraz pod choinką.

Chciałam przeżyć to jeszcze raz. Właśnie w tej chwili. Czyżby czytał mi w myślach?

– Jagoda, Moritz gdzie jesteście? – powtarzał chodząc po całym salonie, omijając wystające spod choinki nasze nogi.

-Ciiiii – przyłożyłam palec do ust małego niemieckiego gówniarza. On przytaknął mi głową, dając mi tym samym znak, że zrozumiał o co mi chodzi. Ojciec łaził po całym domu wołając nas po imieniu. Tymczasem obudziła się już pani Konarska oraz Tymon. Siedzieli razem w salonie i popijali poranną kawę.

– Tato, powinieneś chyba poszukać ich w ogrodzie – wypowiedział Tymon w przerwie pomiędzy jednym a drugim łykiem kawy.
– Absolutnie masz rację chłopcze – dopowiedziała pani Jadwiga.
– Przecież powinienem tak iść od razu – powiedział ojciec, i już za chwile stał na przedpokoju i na piżamę zakładał swoją kurtkę. Założył buty i wyszedł przed dom.

Pobiegłam za nim, trzymając w rękach jego szalik.

– Jagodo, gdzie masz kapcie? – zapytał, gdy dopadłam go z tyłu domu.
– O, Jezu! Zapomniałam założyć.

Wziął mnie na ręce i zaniósł do domu. W jego ramionach czułam się znowu, jak mała dziewczynka. Ostrożnie odłożył mnie na kanapę. Klęknął przede mną i w dłoniach rozgrzewał moje zmarznięte stopy.

– Jagoda, ty jesteś głupia – usłyszałam głos Tymona.
– Przepraszam, szybciej coś zrobiłam niż pomyślałam.
– Jak zwykle powinnaś dodać – powiedział.
– Spokojnie. Nic się nie stało – powiedział tato. – ale zdecydowanie córko to był głupi pomysł wybiegać zimą boso do ogrodu, trzymając w ręce tylko szalik – uśmiechnął się i puścił w moją stronę oko.

Tymon wstał z fotela i wyszedł z pokoju. Wrócił po chwili trzymając w ręce ciepłe skarpety.

– Dawno nie byłaś chyba chora – mówiąc to, podał mi je, abym jej założyła.
– O boże! Obym się tylko nie rozchorowała, bo znowu będę obcemu mężczyźnie wyznawała miłość. Ale wstyd!
– Jakiemu mężczyźnie? – zapytał z zaciekawieniem w głosie ojciec.
– Wojtusiowi mojemu wyznawała – do rozmowy wtrąciła się pani Konarska. – ale byłaby z nich piękna para – rozmarzyła się przez chwilę, głaszcząc satynowy rękaw swojego malinowego szlafroka.
– Mam swojego Tomka – dodałam lekko oburzona.
– Wojtek, Tomek? O co chodzi – zapytała wchodząc do salonu Lara.
– To długa historia – powiedział Tymon, nie dając mi dojść do głosu.
– To dobrze, że długa. Będzie o czym rozmawiać przy śniadaniu – powiedział ojciec i zaprosił wszystkich do stołu.
– Tymon zabije Cię – wysyczałam przez zęby.
– Mogę Ci w tym pomóc siostra – powiedział Moritz.

Niby niemiecki gówniarz, a jaki kumaty!

Post Author: Magdalena Dziedzic

Zimna staurnowa Pani. Matka swojej córki oraz córka swojej matki. Fanka gumowego krążka oraz wypełnionych kibicami trybun. Lubi czarny kolor, zwłaszcza w poczuciu humoru. Kocha Baczyńskiego oraz Hłaskę. Zasypia słuchając jazzującego Komedę. Lubi czarno-białe stare filmy oraz wszystko co stworzył: Stanley Kubrick, Pablo Almodovar,Woody Allen, Quentin Tarantino... Fascynuje ją Polska za czasów Piastów z Świętosławą Sygrydą na czele oraz Powstanie Warszawskie. Mało śpi, mało mówi,dużo obserwuje. Lubi nocą patrzeć na gwiazdy a w dzień po prostu patrzeć: na drzewa, chmury, ludzi... Jej życiowe motto to fragment z wiersza Baczyńskiego pt. Świat Sen: " ...tonąc po brzegi spojrzenia w rzeczywistość..." niezmiennie od lat w tych spojrzeniach tonie, bo zwyczajnie to prostu lubi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.