[AGAFE] Rozdział 21

Rude i długie do stóp włosy wiły się na jej ciele, zasłaniając nagie plecy i piersi. Siedziała na błękitnym łożu i głaskała brzuch męża. Radosnym spojrzeniem, zielonym jak trawa, wpatrywała się w jego ciemne, brązowe oczy.

Kocham cię. – Powiedziała. – Tak mi dobrze z tobą.

Parsknął śmiechem:

No idź już do tego kibla.

Chciało jej się sikać, ale jakby się przyssała do Astarotha.

Musnęła ustami pępek i wstała. Jest taki piękny. To wspaniałe mieć jego za partnera.

Wkroczyła do turkusowej łazienki. Gdy się opróżniła i wymyła ręce, zamarła.

Ciarki przeszły ją po plecach, włosy się zjeżyły.

Dzień dobry. – Rzekła słodko kobieta o białoróżowych włosach, splątanych w warkoczyki. Miała na sobie czarną sukienkę. Dłonią zatkała usta Likame. – Proszę nie krzyczeć, ja tu tylko tak, na chwilę. Chciałam tylko się dowiedzieć, co wolisz: śmierć czy współpracę.

Zwolniła rękę. Teraz miała przed sobą kobietę, która z rozszerzonymi źrenicami patrzyła na nią, jakby skamieniała. Serce rudowłosej tłukło ciężko i szybko.

Ani jedno ani drugie. – Wykrztusiła ta ostatnia.

Uuu, mamy nieciekawą sytuację. Ale współpraca ze mną gwarantuje ci bezpieczeństwo Astarotha, więc chyba się opłaca?

Nie będę z tobą rozmawiać! – Podbiegła do drzwi i próbowała otworzyć. Były zablokowane. Zbladła, serce jakby przyśpieszyło.

Nie? Jaka szkoda. Kochanie, musisz wiedzieć, że ze mną nie wygrasz. TO JA STAWIAM WARUNKI.

Machnęła ręką.

Likame padła na podłogę. Jęknęła. Coś ją mocno przytrzymywało, nie mogła poruszyć nawet palcami.

Twoja przyjaciółka – usłyszała – najwyraźniej ma cię w dupie, skoro ty tu sobie leżysz, a ona nic nie robi. Przecież…

Nyssa kucnęła i wzięła pukiel ognistych włosów:

Przecież przyjaciele są od tego, by sobie pomagać, prawda?

Spierdalaj.

Oj, chyba łamiesz mi serce. – Szarpnęła. Zakładniczka krzyknęła. – Oczywiście, współczuję, ale nic nie mogę już dla ciebie zrobić.

Machnęła ręką. Znalazły się w białej przestrzeni.

No to życzę nam wspaniałej zabawy.

Tyle zapamiętała.

Zajmowała niskie, z niewielkim oparciem, krzesło. Nogi rozkraczono tak, by kostki znalazły się z tyłu, dotykając siebie. Związano je ostrą, wpijającą się w skórę, linką. Do stóp przytroczono nadgarstki. Żyłką obwiązano również łokcie i kolana.

Głowę ustawiono do góry i unieruchomiono całkowicie. Nie mogła nawet mówić.

Gdy otworzyła oczy, zobaczyła wiadro, z którego sączyła się woda wprost na czoło.

Znajdowała się w ciemnym pomieszczeniu.

Ale oświetlono je tak, by widziała bardzo wyraźnie każdą kroplę, która na nią spada. Nie, nie spada. Wbija się w nią.

Agafe, uratuj mnie, pierwsza myśl, jaka przyszła jej do głowy. Czy możesz mnie uratować? Proszę… nie chcę odchodzić…

Strach ją objął.

Ja chcę żyć! Nie chcę od was odchodzić!, krzyczała w niej dusza. Agafe…

Przecież to bez sensu. Gdyby mogła to zrobić… pewnie w ogóle nie dopuściłaby do tej sytuacji… Nie dopuściłabyś, prawda?…

Coś skrzypnęło.

Dzień dobry. – Rozległ się słodki, kobiecy głos. – Mam nadzieję, że ci wygodnie. Bardzo się staraliśmy.

Nyssa zdjęła wiązanie unieruchamiające głowę. I pozwoliła mówić uwięzionej:

Kurwa.

Likame byłaby upadła od uderzenia w policzek, gdyby nie mocowanie krzesła do podłogi.

Zachowuj się. – Usłyszała. – Zdajesz sobie sprawę, że albo złożysz mi przysięgę wierności, albo zginiesz?

Nigdy nie będę z tobą współpracować. Nigdy.

Naprawdę? Nie do wiary. Twoja przyjaciółeczka ma cię w głębokim poważaniu, tobie grozi śmierć, a ty mi mówisz, że nigdy? Oj. – Uśmiechnęła się. – To przynajmniej będę się dobrze bawić.

Oprawczyni znów obwiązała twarz rudowłosej.

I wyszła.

Plum. Kropla po kropli wpadała w czoło.

Umrę. Ta myśl była abstrakcyjna. Jezu, umrę…

Kocham cię. – Odezwał się w niej ciepły, kobiecy głos. Ten głos…

Agafe? – Odparła zaskoczona.

Tak. Jestem w szpitalu i nie mam sił… nawet na wstanie nie mam sił. A tak bym chciała cię uratować… Przepraszam, to moja wina.

Nie…

Ale to prawda… zaginęła Fadwa, a nawet ja nie wiem, gdzie jest. I… zupełnie zignorowałam groźbę.

Nie obwiniaj się… już nic nie zrobisz. – Słowa przepełnione smutkiem.

Zrobię. Zrobię to dla ciebie i Astarotha. Ale inaczej, niżbym chciała, inaczej. Ja… jedyne, co mogę zrobić, to pozwolić ci na przemianę w anioła. A żeby do tego doszło, twoje ciało fizycznie musi zginąć… I czekają cię tortury. Ale nie martw się, nie będziesz tego czuła w ten sposób. Po prostu przejmę twój fizyczny ból. Nie będziesz odczuwać bólu, tylko ja…

Nie ma mowy.

Likame, ja…

Nie zrobisz tego.

Zrobię. Kocham cię. I zrobię to z jeszcze jednego powodu. Będę całkowicie pewna, że staniesz się aniołem.

Agafe, a skąd weźmiesz na to siły?

Sheez, Astaroth i Karina oddają mi energię.

As… Chcę, żeby wiedział, jak bardzo go kocham. Powiesz mu to? Że kocham go…

Powiem mu, że kochasz go najbardziej na świecie.

A reszcie podziękuj za poświęcenie. Jesteś pewna, że dasz sobie radę? Tyle już przeszłaś, może lepiej, byś tego nie robiła…

Tyle już przeszłam i dlatego lepiej, bym to zrobiła. Ja… jestem wrakiem już. I nic tego nie zmieni. Pozwól, by ten wrak się bardziej wybrukował. To będą małe szkody.

W Likame była nadzieja, że przyjaciółka jednak nie spełni obietnicy. Nie chcę, byś cierpiała. Wiem, że umrę, ale…

Światło mocniej rozbłysło, na chwilę oślepiło więźniarkę.

Ktoś tu jest? – Odezwała się Nyssa, podchodząc do torturowanej. Chwyciła rude włosy i podciągnęła. – Ktoś tu jeszcze jest, prawda?

Puściła pukle.

No to zacznijmy zabawę.

* * *

Dziwnie było nie czuć wżynających się w ciało linek i kropel wody, które rozdzierały skórę na czole. Patrzyła na swoje wyniszczane ciało tak, jakby nie była jego właścicielką.

Na początku kotłowały się w niej sprzeczne uczucia.

Nie chcę umierać, myślała i gdy zdawała sobie sprawę, że nie odczuwa ognia na piersiach, pojawiał się w niej smutek. Nie chcę, byś cierpiała…

Miała wyrzuty sumienia, które sprawnie odsuwała na bok, gdy zdawała sobie sprawę, co robiono z jej ciałem. Z ulgą przyjmowała tylko obserwację.

Czuła, jak życie przez nią przebiega, staje i jakby się z nią żegnało, pokazując skrawki wspomnień.

Chcę żyć, myślała. Odczuwała w sobie jakąś iskrę radości z tego, że po prostu jest. Bo za nią znajdowało się tyle wspaniałych chwil.

Z Astarothem na przykład często się miziali i żartowali. Tak naprawdę wystarczył tylko jego uśmiech, dotyk, spojrzenie brązowych oczu. Chciała jeszcze raz, jak robiła to wiele razy, wtulić się w to męskie ciało, pocałować szyję, popieścić penisa. Przy nim było tak, że zapominała o całym świecie. Tylko oni, liczyli się tylko oni.

Z Agafe było podobnie. Wystarczyło je zostawić same, a już się przytulały i wchłaniały swoją obecność. Tak rzadko bywamy, przepraszam, czasem zapominam o wszystkim, po prostu As jest cudowny… wiedziała, że to nie do końca tak, jak jej się wydawało. W oczach przyjaciółki często widziała smutek i jakiś żal, że się coś kończy. Ale co, do cholery? Przecież mogę przedłużyć nasz dzień. Tylko czemu nie chciałaś, jak ci to proponowałaś? Aaa, tak… bo ten mój zazdrośnik. Agafe, spokojnie, przecież jestem już jego żoną, może takich numerów już nie będzie odwalał… kocham cię, wiesz? Czemu dla mnie to robisz?

Była cała plejada niespokojnych, niepokornych myśli, z jakimi się zmagała w ostatnich godzinach.

Bo któregoś razu Nyssa przyszła z wysokim, łysym mężczyzną. Tatuaż smoka zakryty był szarą koszulką. Wtedy ją uwolnili, obolałą… nie, nawet nie jęknęła, gdy zdejmowali powrozy. Bo nic nie czuła. Świadomość, że ktoś za nią cierpi, do niej dochodziła bardzo wyraźnie. Hamowała łzy, które i tak nie mogły się wydostać, bo organizm nie miał sił na nic. Kompletna ruina, powinna być nieprzytomna, a ona jeszcze patrzyła na swoich oprawców zielonymi, jak dojrzała trawa, oczyma. I w nich tkwił smutek pomieszany ze spokojem. Spokojem zbyt spokojnym, by to było tylko pogodzenie się ze zbliżającym się końcem. A gdzie ból, gdzie cierpienie, gdzie żałość, gdzie uczucie strachu, gdzie błaganie o litość?

Gospodyni nie pokazywała po sobie uczuć. Żadnych. Była zimna, jak lód. Rzuciła lekkie, oblepione krwią, ciało w ramiona swego sługi i patrzyła, jak ten zastanawia się, czy to zrobić, czy nie. Czerwone włosy umierającej wciąż lśniły ogniem.

Rzucił ciało na podłogę, kucnął i rozchylił mu nogi. Nie rób mi tego, poprosiła Likame w myślach, nie gwałć, to ciało należy tylko do mnie i do mnie, do Asa… Ale znowu nie czuła jego palców, które uściskały łechtaczkę. Poczuła w sobie ogromny żal. No nie, ona znowu… nie chcę, by to jej się działo, nie, nie! Przestań Agafe, proszę cię, to może być zbyt paskudne dla ciebie…

Nic z tego nie będzie. – Stwierdził i wstał.

Oj. – Mruknęła Nyssa. – Masz miękkie serce. Ale mam wrażenie, że ktoś tu jeszcze jest… denerwuje mnie to.

To się wyżywaj.

Skrzywiła się i przyciągnęła do siebie ofiarę. Kucnęła i położyła na czoło i sercu nieszczęsnej palce. A potem wypowiedziała formułkę.

I oślepła momentalnie.

ŻE CO KURWA?! – Krzyknęła na widok złotego smoka, który pojawił się w miejsce ciała ofiary. Stworzenie zaryczało wrogo i wystrzeliło w górę, lekko niszcząc dach.

Istota w locie przybierała bardziej ludzką postać. Aż w końcu stanęła na jednej z chmur, w Kramie i zaczynała siebie na nowo odkrywać.

Długie i kręcone włosy w ogniu kolorze falowały na wietrze. Ciało, teraz bez bolesnych skaz, łapczywie łapało powietrze. Skrzydła, niewidoczne dla ludzkiego oka, poruszały się z wielką gracją.

Dziękuję, pomyślała. Dziękuję.

* * *

Przyjemne, nocne powietrze wpadało przez okno szpitalnej sali. Na jednym z łóżek leżała nieprzytomna kobieta o czarnych, do ramion włosach. Podłączona do inhalatora i kroplówki, sprawiała wrażenie bezbronnej.

Otwarły się drzwi, do wnętrza wkroczyła wysoka kobieta z pięknymi falami rudych włosów. Miała na sobie błękitno-czarną sukienkę z żółtą różą pośrodku.

Podeszła do chorej i klęknęła. Chwyciła dłoń przyjaciółki i spojrzała w twarz.

Nie musiałaś tego robić. – Powiedziała cicho i głos jej się załamał. – Nie… nie chciałam umierać, bo było tyle rzeczy do przeżycia. – Czuła łzy na policzkach. – Ale… nie… nie musiałaś być tak hojna. Przecież wiem, że mnie kochasz i byś nie zostawiła na pastwę losu. Wystarczyło może, żebyś zrobiła tylko to jedno, ostatnie… a teraz mi powiedzieli, że reanimowali cię kilkakrotnie i miałaś jakieś chore sny, podczas któryś krzyczałaś… tak strasznie krzyczałaś… przepraszam, że to tak bolało. I jeszcze mi powiedzieli, że nie wiadomo czy z tego w ogóle wyjdziesz… ale wyjdziesz, prawda? Proszę… – Zacisnęła mocniej palce na dłoni towarzyszki. – Proszę, nie umieraj przeze mnie… nie zasługujesz na to… a ja… cię potrzebuję. Wiem, że ostatnio dziwnie nam się układa, ale… mam nadzieję, że nie jesteś zła. Tak cię kocham.

Oparła głowę na łóżku i zamknęła oczy.

Jako anioł nie mogła zasnąć.

A mimo to znalazła się we śnie. Otaczała ją różowa przestrzeń z żółtoczerwonymi liliami, kręcącymi się w powietrzu. Towarzyszyły im małe światełka w kształcie smoków.

Kochanie – usłyszała głos Agafe – wrócę do was, ale za dłuższy czas. Muszę odpocząć… ledwo dałam sobie radę, ale myślę, że za dwa tygodnie może otworzę oczy…

Rozumiem… – Głos przepełniony żalem.

Ale teraz – ton pełen mocy – jestem w stanie dokończyć dzieło… zostałaś aniołem i tym samym udało mi się odtworzyć niebo. A na początek nowego życia chcę ci coś dać.

Nie rób sobie kłopotu. Już tyle przeze mnie przeszłaś…

To nic takiego. – W głosie zadowolenie. – Jam jest Władczyni Smoków. I wiem, że ty i on, tęsknicie do siebie.

Co?

Otworzyła oczy. W głębi siebie czuła obecność kogoś, kogo znała.

Arch? – Zapytała.

Pisk, pisk, pisk – odpowiedziało jej w głowie smocze gaworzenie.

Roześmiała się lekko. Ale znów nie mogła powstrzymać łez. Radości.

Kochanie, nie płacz – usłyszała za sobą męski głos. Odwróciła się i zobaczyła przed sobą wysokiego mężczyznę w garniturze. Jego krótkie, ciemne włosy były lekko rozczochrane.

As… – Zerwała się i wpadła w jego ramiona. – Tęskniłam. Tak tęskniłam…

Na szczęście mamy to już za sobą. – Pogłaskała po policzku. – Cieszę się, że się udało.

Wyglądasz… trochę na zmizerniałego. To przeze mnie, prawda?

Nic takiego. Sheez więcej wziął na siebie. Dziwny facet. Ech, już mam na ciebie ochotę.

Chciałabym trochę z nią pobyć. – Uśmiechnęła się. – Tyle dla mnie zrobiła.

Przecież jest nieprzytomna.

Myślę, że za mało czasu z nią spędzałam… chciałabym to nadrobić, kochanie. Tak się cieszę, że cię mam, ale daj mi jeszcze chwilę.

Ile? – Burknął. – Całą noc będziesz tu siedzieć i marnować czas?

Nie lubisz jej, prawda? – Lekko się zaniepokoiła. – Ale przecież mnie kochasz, to musisz na to pozwolić. Przecież lepiej ode mnie wiesz, co ona robiła i…

Kochanie… nie dość, że czekałem tamtej nocy dłuższy czas, to jeszcze teraz mi każesz?!

Nie rób awantury w szpitalu. Co ci zależy? Przecież nie będę spędzać przy niej całego czasu, musi mieć jeszcze miejsce na Sheez’a. A ja naprawdę… czuję, że przynajmniej tę pierwszą noc powinnam z nią całkowicie spędzić. Proszę, proszę, proszę!

Podskoczyła radośnie, jak małe dziecko.

No dobrze. – Zgodził się. – Ale tylko dzisiaj.

Dzięki.

Chciał podstawić jej krzesło, ale ona od razu padła na kolana. I znów wzięła dłoń nieprzytomnej, znów się w nią wpatrywała.

Demon opuścił pomieszczenie.

Czuję, że jestem ci to winna. – Wyznała. – Czuję teraz, że chciałaś ze mną spędzać więcej czasu, ale… może się bałaś Asa? Kochanie, nie bój się, on ci nic nie zrobi. Kurde… paplam teraz, jak dawniej ty… ale ciebie taką też kocham, wiesz, jesteś słodka. Po prostu musisz zabić Nyssę i będziesz już szczęśliwa. Na pewno wyjdziesz z tego wszystkiego. I poradzisz sobie.

Słowa często do niej napływały. I równie często wsłuchiwała się w ciszę. Samo patrzenie na towarzyszkę dodawało jej otuchy. W oczach zielonych, jak wody oceanu, tliły się radość i wzruszenie.

W końcu z sali wygonił ją obchód poranny.

Wyszła na korytarz i przeciągnęła się. Zaskoczona, zobaczyła na jednym z krzeseł długowłosego szatyna, który coś czytał. Ubrany w jasny garnitur, wyglądał bardzo elegancko i bogato.

Podeszła do niego:

Cześć. Całą noc tu siedzisz?

Spojrzał na nią oczyma błękitnymi, ale nic nie wyrażającymi.

Może. – Mruknął i rzucił gazetę obok. – Astaroth był zazdrosny.

Żalił się? Musiałam, wybacz. Tak dawno jej nie widziałam.

Dawno… – Westchnął ciężko. – Jestem wykończony.

Wtedy zauważyła nienaturalnie zbielałą skórę i mocne zmęczenie na twarzy.

Masz wspaniałą przyjaciółkę. – W głosie pobrzmiewał żal. – Nawet nie wiesz, ile jest w stanie dla ciebie zrobić.

Nie… nie wiem? – Zdziwiła się.

Nie wiesz. – Machnął ramionami. Wstał. – I pewnie nie żaliła się tobie z wielu spraw, prawda? Na przykład z takiej, że Astaroth wziął ją i zażądał, byście spędzały jeden dzień w tygodniu tylko ze sobą. – Machnął ręką. – Ale nieważne.

Czekaj, co ty pleciesz? Wiem, że jest zazdrosny, ale…

Chciał odejść, ale chwyciła go za ramię.

Porozmawiaj ze mną normalnie. – Poprosiła. – Wiem, że jesteś wyczerpany… przeze mnie, przepraszam, nie chciałam…

Nie przez ciebie.

Spojrzał w jej oczy:

Powiedziałem, że nie może tego zrobić, bo się zabije. Nawet z naszą energią. A ona co? Że i tak to zrobi, bo bez ciebie nie przetrwa.

Jesteś wściekły, prawda?…

Tak.

Ale Sheez… doskonale wiesz, że się kochamy. Nie możesz tego ignorować. Ja też jej mówiłam wiele razy, by tego nie robiła, ale ona się uparła… nawet nie wiem do końca, dlaczego… przecież mogła mnie tylko uczynić aniołem…

Strącił jej rękę.

Nie jestem zazdrosny. – Tona smutku. – Tylko… nie wiem, czy ona by to zrobiła dla mnie.

Na pewno, przecież cię kocha!

Jasne. Chciałbym być dla niej kimś więcej, niż tatusiem.

I odszedł.

Chwilę stała skamieniała, a potem poczuła czyjąś dłoń w pasie i znalazła się w błękitnym pokoju. Uśmiechnęła się na widok męża.

Nie uciekniesz mi już, księżniczko – szepnął do ucha.

Padła na łóżko.

Polizał szyję, włożył rękę pod spódnicę i znalazł piersi.

Mmmrrr… – Mruknęła, wchodząc dłonią pod jego koszulkę. – A powiedz mi kochanie… co ty robiłeś z Agafe?…

Co ja mogłem robić? – Zdziwił się i zamknął jej usta pocałunkiem.

Sheez jest wściekły. – Spróbowała inaczej. Podrapała go w brzuch, a potem zeszła do rozporka. – Powiedział, że zażyczyłeś sobie… mmmrrrr… – Poczuła jego palce na myszce. – Żebyśmy się widziały dla siebie tylko raz w tygodniu…

Może, a co? – Zsunął lekko majtki.

Dlaczego ci tak bardzo na tym zależało? Och… – Głaskał jej łechtaczkę.

Musimy o tym rozmawiać teraz? W takim momencie?…

Musimy, kochanie, bo my prawie na okrągło to robimy przecież… to nic nie szkodzi, jeśli raz porozmawiamy o czymś poważnym… och…

Przerwał pieszczoty i usiadł.

Spojrzała mu w oczy.

Likame… – Zaczął gniewnie. – Najpierw uważałem, że to normalne, jak tak dużo spędzacie ze sobą czasu, ale potem… ona mi zabierała ciebie…

Nieprawda, wystarczyło tylko poprosić, kochanie. – Nie przerwała głaskać jego członka.

Taa? A mnie się wydaje, że nie chciałyście się od siebie odlepić. Nie sądzisz, że irytowałoby cię, gdyby Sheez ciągle mnie wołał?

Ale nie woła…

Ona wołała, nie kręć. Wiecznie zmartwiona byłaś. Teraz to się uspokoiło…

As… to moja przyjaciółka, chciałabym o nią dbać. To chyba normalne, że daję wsparcie, kiedy potrzebuje. Gdyby nie Nyssa, to pewnie nie byłoby aż tak…

Słuchasz siebie? W ogóle – zdziwił się – zdajesz sobie sprawę, że ona po tym wszystkim nie doszła do siebie tak naprawdę?

– …

Masz śmieszną przyjaciółkę. Z jednej strony poświęca dla ciebie życie, a z drugiej nic ci nie mówi. To głupie.

Nie mów tak o niej… – Wyjęła rękę z rozporka.

Bo co? Bo to trudna prawda? Prawda was wyzwoli. – Wstał i zapiął spodnie. – No, kochanie, a teraz muszę iść coś zrobić. Ciao!

I zniknął.

W gardle jej się ścisnęło. Podciągnęła do siebie nogi. Oparła głowę na kolanach.

Smutno mi… Agafe… chciałabym, byś mówiła mi o tym, co cię męczy… wiem, że to może trudne, wiem, że to kosztem Asa… ale, do cholery, powinnam cię wspierać i mam do tego prawo. Poza tym… co to za przyjaźń bez mówienia sobie wszystkiego? Czy mi dlatego nie mówisz, bo się boisz Asa? Porozmawiam z nim na ten temat, kochanie. Przecież wszystko jest do obgadania, ułożenia, prawda? Przecież gdybym go nie kochała… As… może popracuj nad sobą? To przecież takie proste. Agafe, proszę cię, jak się wybudzisz, to powiedz mi wszystką prawdę. Bo teraz nie wiem, do czego oni piją.

Poza tym bym cię w końcu posłuchała, a nie swojego paplania…

* * *

Zastała Sheez’a przy łóżku ukochanej. Trzymał ją za rękę, mówił kojącym głosem. Stała chwilę w drzwiach a potem podeszła do niego:

Mogłabym z tobą porozmawiać?

Po co? Wszystko, co miałem, to już powiedziałem. – Machnął ramionami. – Ale jak chcesz.

Ona… jak byłyśmy razem, dużo mi o tobie opowiadała. Praktycznie same przyjemne rzeczy. Podobnie jak z dzieciakami… ja do niej, czy na pewno u niej wszystko w porządku, bo wygląda ciągle na taką… smutną…

I co ja mam ci powiedzieć? Szczerze mówiąc, nic ci nie zamierzam tłumaczyć, bo ona by tego nie chciała.

Naprawdę? Wszyscy do mnie pijecie, że nic nie wiem, ale sami mi nie tłumaczycie. Jeśli… ona miała jakieś problemy i mi o nich nie mówiła, to… dlatego, że nie chciała mnie martwić, prawda?

Ja do niczego nie piję. – Skrzywił się. – Mnie jest po prostu żal, bo czuję się gorszy od ciebie. Naprawdę, ubzdurałem sobie, że będę jej partnerem, ale to chyba nie tędy droga.

Przecież ona cię kocha.

Nie wiem. JEŚLI się wybudzi, może się dowiem. Ja wiem, że ona po przejściach nie może być… przynajmniej nie w takim tempie… w pełni zadowolona z siebie, w końcu utraciła coś dla niej istotnego. Wydawało mi się to oczywiste, żeby się nią opiekować, ale może popełniłem błąd? Nie chcę zajmować roli tatusia, tylko chcę być jej mężem. A tak, dupa.

Na pewno zrobiłaby to dla ciebie, co dla mnie.

Bzdury. – Wstał. – Miłego.

I wyszedł.

c.d.n.

Jeśli chcesz wesprzeć finansowo autorkę, by dalej mogła tworzyć, zapraszamy do prywatnego kontaktu z nią: https://www.facebook.com/aleksandra.jursza lub aleandrasn@gmail.com
Dzięki! <3

Post Author: Aleksandra Jursza

01.06.1988. Zamieszkała w Gorzowie Wielkopolskim, wykształcenie średnie. Uwielbia czytać, ma słabość do oper mydlanych pochodzenia koreańskiego oraz słodyczy. Od pięciu lat stara się realizować swoje marzenie, by zarabiać na życie pisaniem. Prowadziła portal o kulturze Debiutext, później skupiła się na prowadzeniu bloga Wszystko od nowa. Współpracowała z wydawnictwem RW2010, obecnie szuka dofinansowania na swoje projekty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.