Kultura na gapę

piggy-bank-1595992_640Autobus, godzina 07:20 rano. Nagle słyszysz: BILECIKI DO KONTROLI PROSZĘ. Wyciągasz przejazdówkę z uśmiechem na twarzy. Widzisz jednak, że pierwsza osoba, którą kontroler sprawdza, jedzie na gapę. I co myślisz? A to złodziej jeden! Przecież kierowcy i inni z MPK ciężko pracują, zasługują na to, by mieć godną płacę…

Logiczne: praca daje pieniądze. Bunt jest tam, gdzie nie ma na wypłaty. Koniec końców człowiek poświęcił swój czas, energię, a nawet zdrowie na wykonanie danej robocizny. Czy to umysłowej, czy to fizycznej. Nie ma znaczenia.

Pamiętam, jak kiedyś przez osiem godzin pisałam powieść. Tyle wynosi dzień roboczy. Ja to robiłam w dzień w dzień, dla siebie, dla wypisania się, dla innych. Na dzień dzisiejszy rzecz zamieszczam we fragmentach na BEGOODART – tak, zapraszam do lektury “Agafe”, jeśli ktoś jeszcze nie miał okazji zapoznania się z tym dziełem.

W takiej jednak sytuacji usłyszałam od bliskiej osoby: nic nie robisz, nie pracujesz.

Mimo że po jednym dniu czułam się wykończona, bo tworzenie kolejnych zdań i sekwencji fabularnych jest jednak pracą umysłową.

Czy przeżywasz właśnie dysonans poznawczy?

KULTURA NA GAPĘ

Nie wiem, czy to ze względu na to, że Polacy uważają się za biedny naród, czy to ze względu na to, że faktycznie jest ciężko… ale przyjęło się, że kultura jest droga. Bilet do teatru, filharmonii to osiemnaście złotych najmniej zwykle, bilet do kina – często ponad dwadzieścia. Za te kwoty można dużo rzeczy kupić.

Dlatego zaczęto stosować ciekawy zabieg: wstęp wolny. Artyści grają, artyści się pokazują na różne sposoby – dla tłumu to za darmo, dla Domu Kultury to kolejny wydatek.

Niestety, przez takie zachowanie Polacy stwierdzili, że kultura jest za darmo. Po co płacić za czyjąś pracę?

Przecież śpiewanie, przecież pisanie to sztuka. A do niej społeczeństwo powinno mieć otwarte dojście. Bo artyści tworzą dla własnej i cudzej satysfakcji, z wnętrza, tworzą po to, by inni mogli podziwiać ich dzieła. Takie chwile powinny być radością, celebracją.

– Pisanie to też praca – pocieszała mnie kilka lat temu znajoma, której opowiedziałam o tym nieszczęsnym, wspomnianym na wstępie, momencie.

Skoro pisanie to praca, to czy nie jest tak, że wysiłek zasługuje na zapłatę?

Dlaczego kontrolerowi z MPK nie można odmówić zapłaty, a pisarzowi można? W czym ten ostatni jest gorszy?

To nie jest zaproszenie do wysłania pieniędzy za publikację “Agafe” – tym, którzy to zrobili i zrobią, jestem i będę oczywiście bardzo wdzięczna. To jest zaproszenie do refleksji.

Tym bardziej, że twórca musi mieć w sobie siłę na “obronę” wobec krytyków. On ma być świadomy wartości swego dzieła. W końcu po co robić coś, co jest chłamem? I nawet, jeśli “Zmierzch” rzeczywiście jest chłamem, może się okazać, że dla Meyer jest to duży i ważny świat. Bo to ona go zbudowała. Czy w takim przypadku nie ma prawa żądać zapłaty za to dzieło?

To miło, że instytucje kultury myślą o biedniejszej warstwie społeczeństwa i starają się, by sensowne rzeczy były dla nich dostępne. Ale czy naprawdę wszystko w kulturze musi być darmowe i musi się opierać na “nie płacę, bo uważam, że człowiek nie powinien w tej sferze myśleć o pieniądzach, tylko dać się wciągnąć w zabawę”? Animator kultury też bawi. I zazwyczaj mu płacą.

To piękne, kiedy artyście bardziej zależy na tym, by ktoś go czytał, niż na tym, by na czymś zarabiać. Idea ta jednak nie jest rozumiana przez system, żądający płacenia podatków. Dlatego czasem może warto docenić twórcę i wrzucić mu symboliczne pięć złotych do skarbonki? Dla nas może książka czy piosenki nie są pracą, ale dla niego – jak najbardziej.

Post Author: Aleksandra Jursza

01.06.1988. Zamieszkała w Gorzowie Wielkopolskim, wykształcenie średnie. Uwielbia czytać, ma słabość do oper mydlanych pochodzenia koreańskiego oraz słodyczy. Autorka czterech powieści, właścicielka Begoodart. Spełnia się w pisaniu i rozwija swoje projekty. Ma pozytywne nastawienie do życia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.