Gdy cztery historie splatają się w jedną – wywiad z Anetą Rzepką

Aneta Rzepka ma na swoim koncie już 11 książek. Jej historie trafiają do serc czytelników, budzą emocje i motywują do zmiany. Wydana w czerwcu przez Czwartą Stronę powieść „Czego o Tobie nie wiem” jest tego najlepszym przykładem.

Książka opowiada o losach czterech kobiet – Anny, Kornelii, Oli i Weroniki. Każda z nich została w jakimś stopniu w życiu skrzywdzona. Moc kobiecej przyjaźni daje im jednak siłę do walki z przeciwnościami losu.

Jak powstawało „Czego o Tobie nie wiem”? Z Anetą Rzepką rozmawia Anna Wójcik.

14408766_1259463740752179_109456649_n
fot. archiwum Anety Rzepki

AW: Skąd Pani wie, że dany pomysł jest wart spisania i może się okazać materiałem na dobrą książkę?

AR: Nigdy tego nie wiem. Tylko czytelnik jest w stanie stwierdzić, czy książka jest dobra, czy odpowiednia dla niego w danym momencie życia. Wiem tylko, co chcę przekazać czytelnikowi, w jakie struny emocji uderzyć. Czy mi się to uda, już nie zależy tylko ode mnie, ale też od wrażliwości odbiorcy.

A sam pomysł? Czasem wystarczy się rozejrzeć, posłuchać albo usłyszeć strzępki rozmów w autobusie czy pociągu, a w głowie powstaje fikcyjna historia przypadkowo spotkanej osoby. Z „Czego o Tobie nie wiem” było jeszcze tak, że miałam w głowie kilka scen z życia bohaterek „Kieszeni przeszłości”. Tam kompletnie nie pasowały, a szkoda mi było o nich zapomnieć.

W jaki sposób przygotowuje się Pani do pisania?

To bywa różnie. Czasem mam w głowie zarys fabuły, wiem, co ma się wydarzyć i co chcę przekazać czytelnikowi, ale brakuje mi wiedzy na jakiś temat. Wtedy szukam materiałów, osób, które mogą mi posłużyć radą albo wpisuję w wyszukiwarkę konkretne pytania. Zawsze staram się, żeby moje powieści były jak najbliżej prawdy. Jeśli więc bohater choruje, to poza tym, że ta choroba musi mieć odpowiadający fabule przebieg, ma też istnieć naprawdę, a nie być moim wymysłem. Innym razem najpierw jest bohater o określonym wyglądzie, charakterze, dążeniach i jego wplatam w jakąś fikcyjną historię. Często takie postaci pojawiają się niespodziewanie, nagle wskakują w fabułę jako pionki, które miały się pojawić i zniknąć, ale nie chcą i muszę wymyślić dla nich jakieś zadanie.

Która z bohaterek jest Pani najbliższa?

Najbliższa jest mi Weronika, bo jest najbardziej ludzka, zmienia się, wyciąga wnioski z własnych błędów i przede wszystkim je dostrzega. To ją najbardziej rozumiem. Nie miała w życiu łatwo, więc musi się nauczyć togo, co inni wynoszą z domu: miłości, akceptacji siebie, zaufania. Miała szczęście, bo trafiła na odpowiedniego chłopaka. Wydaje mi się, że to też jest bohaterka z najbogatszym życiem wewnętrznym, refleksyjna, wrażliwa i dobra, chociaż los nakazał jej to skrzętnie ukrywać.

Który element tworzenia tej historii był dla Pani najtrudniejszy?

To są tak naprawdę cztery historie. I największym problemem technicznym było połączenie ich tak, żeby stanowiły spójną całość i było wiadomo o co chodzi. Dla mnie też problemem był bardzo duży ładunek złych emocji, które niosła ze sobą historia Anny i przeszłość Weroniki.

Znała Pani zakończenie powieści „Czego o Tobie nie wiem” od samego początku czy obmyślała go stopniowo w trakcie pisania?

Finał miał być tragiczny. Planowałam śmierć Anny na stole operacyjnym i poronienie Weroniki. Znajoma, która czytała fragmenty tekstu, stwierdziła jednak, że to bez sensu, bo w ten sposób ukarałabym obie bohaterki – Annę za to, że miała odwagę być szczęśliwą, a Weronikę za macierzyńską miłość, jaką w końcu w sobie odnalazła. I podobno czytelnikom się tego nie robi.

Przemoc względem kobiet – dlaczego zdecydowała się Pani na poruszenie właśnie tego tematu?

Chociaż wciąż się o tym trąbi, uczula, mówi o prawach kobiet, to wiele z nich decyduje się na patologiczne związki z miłości i ma nadzieje, że ostatnie poniżenie było naprawdę ostatnim. To nie jest tylko przemoc fizyczna, ale często też psychiczna, ekonomiczna, seksualna. I nie zawsze w takich rodzinach jest alkohol, awantury, czy inne problemy budzące agresję. Czasem szacunek i miłość zostają zastąpione egoizmem, chęcią włożenia drugiej osoby w zaplanowane przez siebie ramy. Jak w przypadku Anny i Mirka. Ona doświadcza wszelkiego rodzaju przemocy, ze wszystkich sił się stara być idealną, gubiąc po drodze siebie. Pozornie idealne rodziny często mieszkają w piekle obojętności, a te, w których czasem się wybuchnie złością mogą być bardzo szczęśliwe, bo następuje rozładowanie złych emocji. A prawo do nich ma każdy. Jeśli ludzi łączą wzajemna sympatia, miłość, szacunek to chociaż czasem bywają na siebie źli czy obrażeni, potrafią wybaczyć. Dostrzegają nie tylko błędy tej drugiej osoby, ale i swoje własne. Zdrowa relacja nie polega na publicznym jedzenie sobie z dzióbków, ale na autentycznym byciu razem w dobrych i złych chwilach.

Czego o Tobie nie wiem” – fotografia rzeczywistości, fikcja literacka czy ostrzeżenie? Z jakim zamiarem pisała Pani tę powieść?

To jest, oczywiście, fikcja literacka. Na rzeczywistość za bardzo przerysowana, na ostrzeżenie za mało moralizatorska. Celem było uwrażliwienie, pokazanie, że obok żyją ludzie w problemami i czasem warto się zatrzymać, spróbować zrozumieć, a nie oceniać. Myślę też, że jeśli powieść trafi do czytelników znajdujących się w sytuacji podobnej do tych przeżywanych przez bohaterów, to poczują się raźniej, zobaczą światełko w tunelu albo absurd tego, w czym trwają. Zresztą, kilka czytelniczek już do mnie napisało, twierdząc, że dzięki lekturze mojej książki coś do nich dotarło, coś zmieniły. I bardzo mnie to cieszy, że zmieniły. Oby na lepsze, czego im z całego serca życzę.

Post Author: Anna Wójcik

Urodzona 23.02.1995, Brzeżanka i mól książkowy. Serialoholiczka. Mistrzyni nadinterpretacji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.