Ani śladu satysfakcji – „Ani śladu Elizabeth”

Maja trzasnęła książką w stolik. Byłam odwrócona do niej tyłem, bo szykowałam ciasteczka w swoim żółtym pokoju. Gdy już przysmak stanął na miejscu, a my zasiadłyśmy do niego, nie pozostało mi nic innego, jak tylko ciężko westchnąć. Okładka książki była niebieska, przywodziła na myśl tego mema:14256495_10207112789720055_541357507_n

Ja jednak rozpoznawałam tytuł, nawet mogłam go przeczytać. Emma Healey napisała „Ani śladu Elizabeth”. O wiele za długo ją obczajałam. I pewnie dlatego Majka teraz mnie ochrzaniała:

– Jak to możliwe, że oni jeszcze nie wystąpili o zwrot powieści?

Machnęłam ramionami. Cóż było zrobić, trzeba się było przyznać, że między mną a „Ani śladu Elizabeth” chemii nie było. Majka, jak to Majka, chciała znać szczegóły.

– Główna bohaterka jest staruszką cierpiącą na demencję. Przez problemy z pamięcią powoduje różne dziwne historie. – Mówiłam. – I tyle.
– Czekaj, a co z tą, no, porywającą powieścią detektywistyczną, jak to opisali na okładce?
– No są dwa takie motywy, w sumie. Elizabeth to jej psiapsiółka, a główna bohaterka, Maud, nie ma pojęcia, co się z nią stało i stara się to odkryć. Trochę intrygująca rzecz, przyznam. Przy okazji poznajemy przeszłość staruszki, tu również jest zagadka, z którą odkrywamy coraz lepiej z kolejnych stronic.
– No i co, wartka akcja?
– Eee, nie. Tylko trochę zaciekawia. Oczywiście jesteśmy świadkami perypetii, no i niby mają one być przykładem czarnego humoru. Dla mnie jednak to tylko perypetie. Nie wiem, gdzie oni się go dopatrzyli, bo absolutnie nic… no dobra, raz się może zaśmiałam, ale generalnie to nie komedia. To obraz demencji.
– No jeździsz po książce jak po autostradzie. Przecież było w niej coś pozytywnego, hę?
– Tak, styl narracji. To największy plus tej powieści i w zasadzie tylko dla niego warto powieść przeczytać. Po prostu autorka całkiem nieźle wczuła się w osobę starszą, z problemami i to widać, widać, że wkładała w to serce. Jest to na pewno wart uwagi.
– A coś więcej?
– Nic. W sumie, mój problem polegał na tym, że za długo ją czytałam, bo nie miałam czasu. Może gdybym nie miała tak zmęczonego mózgu pracą, lektura zabrałaby mi z jakieś trzy dni. Bo przyznam, że może zmuszać do myślenia, lekkiej refleksji, zresztą, jak to książka. Tym bardziej, że „Ani śladu Elizabeth” jest w sumie takim podsumowaniem sprawy osoby z demencją, autorka pobadała trochę ten problem ze względu na to właśnie, że jej babcia miała jej objawy.
– Krótka piłka: warto czytać?
– Tylko dla narracji. Zagadki może i są intrygujące, ale naprawdę… naprawdę między mną a twórczością Healey nie doszło do chemii.

ANI_SLADU_ELIZABETH_okladka01Tytuł: Ani śladu Elizabeth
Autor: Emma Healey
Cykl: jednotomowa
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-7278-986-0
Liczba stron: 312
Cena: 31,41
Ocena: 3/6

Elizabeth zniknęła. Ta myśl nie daje Maud spokoju. Maud ma już swoje lata i coraz gorzej u niej z pamięcią. Właściwie jest fatalnie. Chce jej się pić, ale nie pamięta, że już kilka razy zostawiła nietkniętą filiżankę herbaty. W sklepie zawsze wydaje jej się, że potrzebuje brzoskwiń w syropie, chociaż puszki już wysypują się z jej kuchennych szafek. Dzwoni do kogoś, ale gdy rozmówca odbiera telefon, już nie pamięta, z kim i o czym miała rozmawiać.

Ale to jedno Maud pamięta dobrze. Jej przyjaciółka, Elizabeth zniknęła. Nagle, bez uprzedzenia. Tak jak kilkadziesiąt lat temu przepadła jej ukochana siostra. Mimo przeszkód, jakie stawia przed nią jej własny, dotknięty demencją umysł, Maud spróbuje odnaleźć przyjaciółkę, a przy okazji jeszcze raz wróci do tajemniczych wydarzeń sprzed lat, by wreszcie zrozumieć najtragiczniejszą historię w swoim życiu.

Ten udany, wytrawny eksperyment literacki to prawdziwy fenomen, zważywszy że wyszedł spod pióra debiutantki. Autorce udało się stworzyć spójną i trzymającą w napięciu fabułę z lekko kryminalnym zacięciem, mimo iż narratorka ma problemy z przywołaniem wydarzeń sprzed pięciu minut. Sama Maud natomiast jest tak uroczą, mądrą i niezwykłą postacią, że nie sposób nie pokochać jej od pierwszego akapitu.

Media_rodzina

Post Author: Aleksandra Jursza

01.06.1988. Zamieszkała w Gorzowie Wielkopolskim, wykształcenie średnie. Uwielbia czytać, ma słabość do oper mydlanych pochodzenia koreańskiego oraz słodyczy. Od pięciu lat stara się realizować swoje marzenie, by zarabiać na życie pisaniem. Prowadziła portal o kulturze Debiutext, później skupiła się na prowadzeniu bloga Wszystko od nowa. Współpracowała z wydawnictwem RW2010, obecnie szuka dofinansowania na swoje projekty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.