Podróżniczy odjazd w WimBP

13872888_590278431153475_8717204972201096651_nW dniach 02.09-04.09 w Gorzowie Wlkp. odbył się Festiwal Podróżniczy Multikulti. Była to trzecia jego edycja do której podeszłam z rezerwą, ponieważ program nie wydawał mi się zbyt interesujący. Jak bardzo się myliłam, przekonałam się w sobotę, gdy przyszłam na pierwszą tego dnia prelekcję.

Choć oficjalne otwarcie festiwalu odbyło się w WimBP, to dla chętnych impreza rozpoczęła się wcześniej – bo o 17:00 w piątek otwarciem wystawy w drogiej knajpie Łubu Dubu. Wieczór był skromny, złożony z zaledwie dwóch spotkań autorskich: Mikołaja Golachowskiego, autorem „Czochrałem antarktycznego słonia” oraz z Bartkiem Sabelą, autorem „Wszystkie ziarna piasku”. I tak nie uniknięto opóźnień w programie, choć ludziom – ze względu na weekend – raczej to nie przeszkadzało.

W sobotę Festiwal miał znacznie więcej atrakcji. Przyjść można już było na 10:30, by wziąć udział w warsztatach fotograficznych prowadzonych przez Bartka Sabelę. Z kolei Mikołaj Golachowski o 11 w sąsiedniej sali miał spotkanie autorskie o książce „Gęby”. O 13:30 do akcji wzięła się Agnieszka Siejka, która poprowadziła warsztaty kosmetyczne, zorganizowane także kolejnego dnia.

Jednak to o 15:15 zaczęły się prezentacje kolejnych podróżników. Zaczęto od Bhutanu, który na ślicznych zdjęciach wraz ze swoją partnerką zaprezentował Bartek Sabela. Opowiadali nie tyle o gospodarce i biedzie, czy też odmienności kulturowej tego kraju od reszty, co opowiadali baśnie i legendy tego kraju.

Kolejnym gościem był Marek Arcimowicz, czyli pan odpowiedzialny za zdjęcia do „Kobiety na krańcu świata”. To był kolejny zestaw cudownych zdjęć, kolejne opowiastki o przygodach na syberyjskich stepach i o mrocznej stronie Afryki, w jej tańzańskiej części.

„Speleoklub Bobry Żagań” – ta nazwa prezentacji nie była dobra, choć właśnie dzięki temu zaskoczyła swoją jakością. Słuchacze i widzowie, bo fotografii nie brakowało (jak i filmików), mogli podziwiać wędrówkę dwóch szalonych pozytywnie panów na górę w Kirgistanie. Oj, działo się…

Kasia Biernacka z kolei opowiadała o penetrowaniu J2, czyli meksykańskiej jaskini. Fascynująca opowieść o odkrywaniu nowych podziemnych terenów, o niemal ponadludzkim wysiłku, by spełnić marzenie – udowodnić, że Meksyk posiada najdłuższą jaskinię świata.

Dzień zakończył się wystąpieniem Marcina Tomaszewskiego „Yeti”, który opowiadał o zdobywaniu gór, ale metodą wspinaczkową, naścienną. Znów potężny wysiłek, zdjęcia i filmiki może gorszej jakości, ale wcale nieźle obrazującej wycieczkę w Norwegii na przykład.

Niedziela to kolejne warsztaty fotograficzne Piotra Trybalskiego i warsztaty kosmetyczne pani Siejki. W międzyczasie można było się wybrać na jogę zorganizowaną przez Pawan Pandey. O 15:15 rozpoczął się kolejny cykl prezentacji, tym razem pan Rabenda przedstawiał dzieciom piękny kraj, jakim jest Polska.

Około 16:40 Tomasz Grzywaczewski i Tomasz Lachowski opowiadali do zdjęć Piotra Trybalskiego o Abchazji, a ściślej – Mistrzostw Świata nieuznawanych krajów. Zapewniam, że prezentacja ta zmusza do refleksji.

Zdzich Rabenda zaczął o swoich przygodach na Wschodzie po osiemnastej. Autostopowicz, który samotnie przejechał Irak, Iran, Oman, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Turcję. Było co oglądać i z czego się pośmiać.

Około 19:30 o przygodach na morzu, czy raczej oceanie, opowiadał Aleksander Doba. Tak, ten sam, co przepłynął sam kajakiem Ocean. Publiczności doczekał się chyba najliczniejszej ze wszystkich prezenterów, a jego energia jak na siedemdziesięciolatka była wprost niesamowita.

To były dwa intensywne dni. Program okazał się bardzo dobry, na pewno opowieści, które przedstawiali podróżnicy, pozostawiają po sobie ślad w człowieku. Ja jednak patrzyłam na tę imprezę okiem starego konwentowicza-wyjadacza, przez co podchodzę do całości nieco krytycznie. W sobotę organizatorzy zaliczyli prawie dwie godziny opóźnienia. Przyczyna? Tak, bohaterowie się rozgadali. Ogólnie nie było to uciążliwe, bo w programie żadnych innych alternatyw nie było, a nazajutrz i tak niedziela. Nie mniej jednak czekanie godzinę na nocny autobus to średnia rozrywka.

Idźcie jednak na czwarte wydanie Multikulti. Nieważne, czy organizatorki zaliczą kolejne opóźnienia programowe – te zdjęcia, te historie, są wystarczającym wynagrodzeniem za oczekiwanie na nocny autobus…

Post Author: Aleksandra Jursza

01.06.1988. Zamieszkała w Gorzowie Wielkopolskim, wykształcenie średnie. Uwielbia czytać, ma słabość do oper mydlanych pochodzenia koreańskiego oraz słodyczy. Od pięciu lat stara się realizować swoje marzenie, by zarabiać na życie pisaniem. Prowadziła portal o kulturze Debiutext, później skupiła się na prowadzeniu bloga Wszystko od nowa. Współpracowała z wydawnictwem RW2010, obecnie szuka dofinansowania na swoje projekty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.