KUKUŁCZE JAJO Rozdział XXV „Apsik”

christmas-701144_640

Wróciłam do szczęśliwych lat dzieciństwa leżąc pod choinką i kręcąc kolorowymi bombkami, raz w jedną a raz w drugą stronę. Wszystko było, tak jak kiedyś. Ten sam Konstancin, ten dom i ja w ciepłej pidżamie ukryta pod rozłożystą choinką. Z jej czubka, aż po ozdobny metalowy stojak zwisał srebrny anielski. Swoimi miękkimi pasmami smyrał mnie po nosie. Walczyłam z sobą, aby nie kichnąć. Walkę przegrałam.

– Jagoda na zdrowie – usłyszałam głos małego niemieckiego gówniarza, który kaleczył swoim niemieckim akcentem nasz przepiękny język.

– Dzięki Moritz – odpowiedziałam. – Wskakuj pod choinkę, coś ci pokaże.
Nie kazał na siebie czekać zbyt długo. Bardzo szybko znalazł się obok mnie. Leżeliśmy razem, kręciliśmy bombkami i przeglądaliśmy się w ich szklanych powierzchniach, które zniekształcały nasze twarze. Mieliśmy przy tym niezłą frajdę.

– Bardzo Cię lubię Jagoda – powiedział Moritz.
– Fajnie, bo ja siebie też – odpowiedziałam, czym wprowadziłam niemieckiego gówniarza w konsternacje. Chyba nie wiedział, co ma powiedzieć ani co zrobić. Otwarł tylko swoje usta w zdumieniu a jego oczy zrobiły się ogromne. Chwilę tak na mnie patrzył, a następnie złapał moją dłoń. Miał ciepłe dłonie. Takie miękkie, jak u małych dzieci. Przecież był gówniarzem i musiał takie mieć. Trzymając mnie za rękę, wrócił do kręcenia bombkami.

Czasem między dwojgiem ludzi narasta takie napięcie, które jest zwiastunem czegoś nieoczekiwanego, niezwykłego, nienormalnego. Miłego albo nieprzyjemnego wcale. Czegoś co da się zrozumieć i czegoś co nie da się wytłumaczyć. I takie napięcie było wyczuwalne wśród nas. Mimo to wciąż obracaliśmy kolorowe bombki i przeglądaliśmy się w nich.

– Jagoda, ty jesteś prawie moja siostra?
-Tak Moritz. Chyba tak.

Jego dłoń zacisnęła się mocniej na mojej ręce. W mocnym uścisku trzymał ją długo, aż za długo. Czułam, jak odpływa mi z dłoni krew czyniąc moją rękę bledszą, aniżeli była jeszcze chwilę wcześniej. Nie prosiłam, o to, aby ją puścił. Nie okazałam bólu, który czułam, ponieważ wiedziałam, że ten ból jest początkiem czegoś, co miało się narodzić tu i teraz. Być może był to skutek uboczny tego narastającego pomiędzy nami napięcia. Chyba czekaliśmy obydwoje w milczeniu, w którą stronę to się rozwinie. Rozwijało się powoli, aż moje zaciśnięte kostki zrobiły się białe. Nie czułam już bólu w dłoni, tylko przyjemne ciepło, które przekazywał mi za pomocą swojego uścisku.

– Jagoda! To ja mam nadzieję, że się kochasz, bo kocham Cię moja siostro – powiedział cichutko patrząc na bombkę, która wirowała tuż nad jego głową.

Szukałam w niej odbicia jego twarzy, ale było tak zniekształcone, że trudno było wyczytać z jego twarzy, czy jest szczęśliwy, czy może umiera ze strachu czekając na moją odpowiedź. Anielski włos smyrał mnie po nosie.

– Ich liebe dich auch Moritz, Apsik

Post Author: Magdalena Dziedzic

Zimna staurnowa Pani. Matka swojej córki oraz córka swojej matki. Fanka gumowego krążka oraz wypełnionych kibicami trybun. Lubi czarny kolor, zwłaszcza w poczuciu humoru. Kocha Baczyńskiego oraz Hłaskę. Zasypia słuchając jazzującego Komedę. Lubi czarno-białe stare filmy oraz wszystko co stworzył: Stanley Kubrick, Pablo Almodovar,Woody Allen, Quentin Tarantino... Fascynuje ją Polska za czasów Piastów z Świętosławą Sygrydą na czele oraz Powstanie Warszawskie. Mało śpi, mało mówi,dużo obserwuje. Lubi nocą patrzeć na gwiazdy a w dzień po prostu patrzeć: na drzewa, chmury, ludzi... Jej życiowe motto to fragment z wiersza Baczyńskiego pt. Świat Sen: " ...tonąc po brzegi spojrzenia w rzeczywistość..." niezmiennie od lat w tych spojrzeniach tonie, bo zwyczajnie to prostu lubi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.