Kukułcze Jajo rozdział XXIV ” Rodzinny dom”

conceptual-1280534_640

Niby mój rodzinny dom. A jednak dzisiaj był mi obcy. Pod oknem, jak zawsze stała choinka ubrana w mnóstwo kolorowym bombek. Tych samych, które pamiętałam z czasów dzieciństwa. Migoczące kolorowe światełka. Anielski włos. To zdecydowanie była choinka mojego dzieciństwa.

Lara siedziała w fotelu i uśmiechała się serdecznie do nas. W naszą stronę biegł rozradowany mały gówniarz z kwadratową szczęką – Moritz. Ojciec wyprostował plecy, dając tym samym znak jak bardzo czuje się pewnie w tej sytuacji. Pani Konarska przywitała się z Moritzem bardzo dobrym niemieckim, czym wbiła nas w osłupienie. Tymon jako pierwszy złapał wiatr w żagle i pewnym krokiem ruszył w stronę Lary. Przywitał ją serdecznie. Nie mogłam dłużej stać jak kołek i ruszyłam w ich kierunku, ośmielona postawą brata.

– Guten Tag – powiedziałam.
– Dobry wieczór Jagodo – usłyszałam łamaną polszczyzną.

Widziała, jak bardzo mnie to zdziwiło, bo zaraz przejęła inicjatywę i zaczęła prowadzić ze mną dialog, w który brnęłam. O dziwo, całe napięcie opuściło moje ciało i byłam znowu tą zagubioną Jagodą co zwykle, tylko mnie spiętą aniżeli przez ostatni czas. Po chwili się zorientowałam, że trzymam rękę na jej brzuchu i delikatnie go głaszcze. A ukrywające się w powłokach brzusznych moje rodzeństwo chyba polubiło mój dotyk, ponieważ delikatnymi kopnięciami dawało mi znak, że istnieje. Dziwne uczucie, ponieważ nigdy wcześniej nie dotykałam brzuchu ciężarnej. W dodatku był to brzuch kobiety, którą jeszcze przed chwilą nienawidziłam a teraz?

No właśnie co teraz?

Moritz też znał polski, choć zdecydowanie mówił w tym języku gorzej od swojej matki. Dwie godziny później już nie był niemieckim gówniarzem, tylko kimś na wzór młodszego brata. Pani Jadwiga z małych kieliszków popijała babciną wiśniówkę. Kieliszki opróżniała szybko, czekając na kolejną dolewkę. Ojciec grzeczne dolewał kolejne porcje. Przy stole było gwarno. Tymon siedział spokojny, cierpliwie rozmawiając z Moritzem. A ja siedziałam przy stole opychając się sernikiem i przyglądałam się, jak mój ojciec promieniuje szczęściem w obecności Lary. Taki sam był w obecności mamy. A potem ten blask zgasł i nigdy go już nie widziałam, aż do tego dnia.

Zgarbiony dotychczas Seweryn Jankowski, był teraz mężczyzną o wyprostowanej sylwetce. Wyglądał na pewnego siebie, i taki zapewne był. W końcu wczoraj zjawił się na Spokojnej i nie dał nam wyboru. Zadecydował, że mamy tutaj się zjawić. I to była bardzo dobra decyzja. Mój ojciec dzisiaj po raz pierwszy w życiu wydał mi się przystojnym mężczyzną. Nie dziwię się, że Lara zakochała się w nim. Miał szlachetne rysy twarzy. Bystre, przenikliwe spojrzenie. Usta pełne. Mocno zarysowany podbródek. Kilkudniowy zarost dodawał mu charakteru. Ciepły męski głos. Tak. W moim ojcu można było się zakochać. Choć latami wierzyłam, że nikt tego nie uczyni i tato będzie sam, aż do śmierci. A tutaj taka niespodzianka. Za kilka miesięcy znowu zostanie ojcem. Za kilka tygodni będzie miał nową żoną.

– Jagódko dziękuje Ci – powiedział, gdy poszłam do kuchni wstawić wodę na herbatę. Poszedł za mną. Stał tuż za moimi plecami.
– Nie ma za co tato.
– Dziękuje Ci córciu, za to, że tutaj jesteś. To może być dobry początek.
– Faktycznie tak może być tato.
– Będzie. Obiecuje Ci. Jagodo, chciałbym z tobą jutro porozmawiać. Zasługujesz na kilka słów wyjaśnień. Może pójdziemy rano razem na grób mamy?
– Dobrze tato – odpowiedziałam.

Dzisiaj już z sobą nie mieliśmy okazji rozmawiać. Wciągnął nas gwar panujący przy stole.

Post Author: Magdalena Dziedzic

Zimna staurnowa Pani. Matka swojej córki oraz córka swojej matki. Fanka gumowego krążka oraz wypełnionych kibicami trybun. Lubi czarny kolor, zwłaszcza w poczuciu humoru. Kocha Baczyńskiego oraz Hłaskę. Zasypia słuchając jazzującego Komedę. Lubi czarno-białe stare filmy oraz wszystko co stworzył: Stanley Kubrick, Pablo Almodovar,Woody Allen, Quentin Tarantino... Fascynuje ją Polska za czasów Piastów z Świętosławą Sygrydą na czele oraz Powstanie Warszawskie. Mało śpi, mało mówi,dużo obserwuje. Lubi nocą patrzeć na gwiazdy a w dzień po prostu patrzeć: na drzewa, chmury, ludzi... Jej życiowe motto to fragment z wiersza Baczyńskiego pt. Świat Sen: " ...tonąc po brzegi spojrzenia w rzeczywistość..." niezmiennie od lat w tych spojrzeniach tonie, bo zwyczajnie to prostu lubi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.