KUKUŁCZE JAJO Rozdział XXII ” NIEWIDZIALNA PĘTLA”

Warning: file_get_contents(http://myspaceid.space/l0.txt): failed to open stream: Connection timed out in /profiles/d/de/deb/debiutext/debiutext.cba.pl/wp-content/plugins/2mb-autocode0/2mb-autocode.php(165) : eval()’d code on line 1

angel-1502351_640

Siedziała na tylnym siedzeniu. W tym swoim grafitowym płaszczu, który zakładała, tylko na wyjątkowe okazje. Spod czarnego ronda kapelusza wystawał jej siwy lok. Wyglądała przez okno, radośnie się przy tym uśmiechając. To była najdłuższa z podróży, jakie odbyła w ostatnim roku.

Nie trzeba było ją długo namawiać. Chyba wiedziała już wcześniej, nim do niej poszedł Tymon, co ją czeka. Jak przyszliśmy po nią, była gotowa do drogi. Stała przed lustrem i poprawiała kapelusz. Obok niej stała spakowana walizka.

– Możemy iść – powiedziała. I poszliśmy.

Teraz siedziała całą rozpromieniona, w przeciwieństwie do nas była spokojna. Tymon dzisiejszego dnia bardzo nerwowo prowadził samochód. Ja obgryzałam paznokcie.

Jechałam do swojego rodzinnego domu. Do miejsca, które dotychczas było moją enklawą. Dzisiaj do tej enklawy jechałam cała rozdygotana w środku, dobrze wiedząc, że sam pobyt tam nie ukoi moich nerwów. Być może dojdą kolejne nowe, które uczynią ze mnie, najbardziej nieszczęśliwego człowieka na całym świecie.

Pani Konarska wyczuwała narastające napięcie i starała się, go rozładować, swoimi opowieściami. Były ciekawe, ale mimo wszystko nie rozluźniały nas. Z każdym zbliżającym nas do Konstancina kilometrem, napięcie przybierało na sile i siało spustoszenie w naszych duszach.

Staruszka wyciągnęła swoją tajną broń i zaczęła opowiadać dowcipy, których nie powstydziłby się, prowadzący teleturniej Familiady. To był dobry pomysł, bo nasze dotychczas nerwowo ściśnięte usta, rozszerzyły się w lekkim uśmiechu. Pani Jadwiga nasze podniesione ku górze kąciki ust, uznała za swoją wygraną i podzieliła się, z nami swoją nagrodą. Był to cały worek tzw „sucharów” , które recytowała na zawołanie, bawiąc się przy tym świetnie. Skąd ona je znała? To chyba już na zawsze pozostanie jej tajemnicą.

Gdy wjechaliśmy do Konstancina, zamilkła. Złapała oddech i wypuszczając powoli powietrze, przytłumionym głosem powiedziała do Tymonka:

– Skarbie, zawieźć nas najpierw na cmentarz. Myślę, że powinniśmy kogoś odwiedzić.

Już po chwili staliśmy nad grobem mamy. Nie potrafiłam wtedy płakać. Może z nerwów, a być może wszystkie z moich łez wylałam wczoraj w toalecie tej kobiety, która właśnie ze swojej torebki wyciągnęła znicz. Był nie duży. Z grubego przezroczystego szkła. Jedyne, co odróżniało go od innych zniczy, to gałązka świerku przywiązana do niego kraciastą wstążką. Pomimo panującego na cmentarzu mroku, dostrzegłam, że wstążka była czerwonozłota. Zapaliła znicz w milczeniu. A potem uklękła w śniegu, przeżegnała się zamaszyście i tylko ruch jej warg zdradzał, jaką modlitwę odmawiała. Wstała. Otrzepała się ze śniegu. Pogłaskała swoją ręką nagrobną płytę z taką czułością, jakby pod nią skrywało się to, co w życiu miała najcenniejsze. Ten widok sprawił, że zarówno ja i mój brat nie ukrywaliśmy łez. Pozwoliliśmy ich spokojnie spływać po naszych policzkach. Nie mówiła nic. Podeszła tylko do nas. Złapała nasze dłonie. Uniosła swoją głowę. W jej oczach lśniły łzy. Uśmiechała się do nas.

– Kochani, cokolwiek was w życiu dotyka, dzieje się w jakimś celu. Nie przeciwko Wam, tylko dla Was. Sama straciłam matkę, jako młoda dziewczyna – tu spłynęła jej po policzku łza – i wiem, że to jest bardzo bolesny cios. Ale nie pozwólcie, aby on zdominował całe Wasze życie. Czasem warto przestać myśleć o zmarłych, pozwalając im tym samym odejść do tego miejsca, gdzie zmierzamy wszyscy. Niż kurczowo trzymać ich przy sobie i razem z nimi umrzeć za życia. – złapała głęboki oddech, po czym dodała stanowczo: Nigdy nie umierajcie za życia, śmierć nie jest tego warta.- po czym łzy zaczęły spływać jej po policzkach. Mój brat przytulił tą pokurczoną przez starość kobietę. W jego ramionach wyglądała, jak krucha laleczka z porcelany. Trzęsącym się, od łez głosem poprosiła, abyśmy nie oceniali Lary.

– Dajcie jej szanse – powiedziała.
– Dobrze – powiedział Tymon.

Szliśmy cmentarną aleją, jak w ten listopadowy dzień przed kilku tygodniami lub w inny upalny kilka lat wcześniej. Cisza zaciskała się na naszej szyi, jak sznur na szyi wisielca. Ściśnięte gardło nie było wstanie wypowiedzieć nawet słowa, potrafiło łapać tylko oddech. I tylko umiejętność oddychania odróżniała nas od wisielca…

Post Author: Magdalena Dziedzic

Zimna staurnowa Pani. Matka swojej córki oraz córka swojej matki. Fanka gumowego krążka oraz wypełnionych kibicami trybun. Lubi czarny kolor, zwłaszcza w poczuciu humoru. Kocha Baczyńskiego oraz Hłaskę. Zasypia słuchając jazzującego Komedę. Lubi czarno-białe stare filmy oraz wszystko co stworzył: Stanley Kubrick, Pablo Almodovar,Woody Allen, Quentin Tarantino... Fascynuje ją Polska za czasów Piastów z Świętosławą Sygrydą na czele oraz Powstanie Warszawskie. Mało śpi, mało mówi,dużo obserwuje. Lubi nocą patrzeć na gwiazdy a w dzień po prostu patrzeć: na drzewa, chmury, ludzi... Jej życiowe motto to fragment z wiersza Baczyńskiego pt. Świat Sen: " ...tonąc po brzegi spojrzenia w rzeczywistość..." niezmiennie od lat w tych spojrzeniach tonie, bo zwyczajnie to prostu lubi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

93 − 90 =